złumówpr gni ykż wykmcłąsk ł 2ymzymic ł - what's up...

of 20 /20
ISSN 2451-4071 | Numer 30 | Czerwiec/Lipiec 2018 | www.whatsupmagazine.pl | egzemplarz bezcenny magazine pierwszy dla outsourcingu i korporacji Wersja w pdf na www.whatsupmagazine.pl Wersja w pdf na www.whatsupmagazine.pl lato bez tłumów praga, nie tylko piwo zżyci z pracą biznes na murawie ISSN 2451-4071 | Numer 30 | Czerwiec/Lipiec 2018 | www.whatsupmagazine.pl | egzemplarz bezcenny

Author: others

Post on 26-Sep-2020

0 views

Category:

Documents


0 download

Embed Size (px)

TRANSCRIPT

  • ISSN

    245

    1-407

    1 | N

    umer

    30

    | Cze

    rwie

    c/Li

    piec

    201

    8 | w

    ww

    .wha

    tsup

    mag

    azin

    e.pl

    | eg

    zem

    plar

    z be

    zcen

    ny

    m a g a z i n e

    p i e r w s z y d l a o u t s o u r c i n g u i k o r p o r a c j i

    Wersja w pdf na www.whatsupmagazine.pl

    Wersja w pdf na www.whatsupmagazine.pl

    lato bez tłumów

    praga, nie tylko piwo

    zżyci z pracą

    biznes na murawie

    ISSN

    245

    1-407

    1 | N

    umer

    30

    | Cze

    rwie

    c/Li

    piec

    201

    8 | w

    ww

    .wha

    tsup

    mag

    azin

    e.pl

    | eg

    zem

    plar

    z be

    zcen

    ny

  • www.whatsupmagazine.pl2 what’s up?

    what’s up magazinepierwszy dla outsourcingu i korporacjiwww.whatsupmagazine.pl

    wydawcaFundacja Aktywnych Obywateliim. Józefa Dietla

    redaktor naczelnyRafał Romanowski

    zastępczyniMagda Wójcik

    redakcjaPiotr Banasik Łukasz CiochDawid HajokDagmara MarcinekBartosz PiłatMarcin KwaśnyJoanna Targoń – korekta

    skład i grafikaJoanna Katańska Studio KreatywneJoanna (Sowula) Katańska

    marketing i reklamaAnna Kwaśny+ 48 503 920 [email protected]

    kontakt+48 692 479 [email protected]

    Whatsupmagazine.pl @WhatsUpKrakow

    Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych,zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanychtekstów, nie odpowiada za treść zamieszczonychreklam i ogłoszeń.

    EnterEnter

    W 29 tysiącach starbucksowych kawiarni rozsianych po całym świecie ową hybrydowość serwuje się wraz z kubkiem kawy: ro-dzaj oświetlenia, faktura foteli, gniazdka elektryczne, nienachalna obsługa – wszystko to ma sprawiać, że poczujemy się tu nieco domowo, ale też skupimy się na pracy. Jeszcze w czasach mniej powszechnego WiFi w kawiarniach, Starbucks oferował w cenie kawy mocny sygnał internetowy. Na wszelkie sposoby starano się, aby klient został tu jak najdłużej. Może po drodze zapragnąw-szy ciastka, może muffina, może znów kubka waniliowej latte…I tak jak Anthony Giddens, znany brytyjski socjolog, postuluje, aby między kapitalizmem a socjalizmem poszukać jakiejś trze-ciej drogi, jako kierunku, w którym mogłyby się rozwijać przyszłe społeczeństwa, tak amerykańscy spece od frappuccino wiedzą, że znakomita większość ich klientów tego właśnie potrzebuje. Kawiarniana hybryda domu i biura okazuje się zabójczo skutecz-na. Nic więc dziwnego, że skoro obecnie każdy Starbucks chce wytyczać szlaki naszego picia kawy, również i każda poważnie obmyślająca swą przyszłość firma bierze pod uwagę to, że praca, codzienność i relaks niezauważalnie się przenikają. I wie, że warto

    w ten model inwestować, bo w dobie popularności miękkich me-tod w zarządzaniu i wynikającej z nich efektywności pracy, takie strategie są nie tylko modne, ale i wręcz konieczne.Trzy magiczne angielskie słowa: work, life i balance. W tym nume-rze „What’s Up Magazine” zastanawiamy się, czym są optymalne modele pracy, umiejętne rozróżnienie między pracą a relaksem, zarządzanie czasem, relacje z znajomymi i rodziną, własne pasje, zdrowie, harmonia, samokontrola, koncentracja. Czy work-life balance to modne hasło, czy raczej puste pojęcie, za którym nie kryje się nie efektywnego?Oprócz tego w letnim „WuM” przypatrujemy się architekturze Krakowa, zaglądamy (biznesowo) do czeskiej Pragi, przedsta-wiamy nowe, interesujące start-upy z polskich Dolin Krzemo-wych, egzaminujemy z kultury Krakowskie Biuro Festiwalowe. ale przede wszystkim jemy i pijemy (niekoniecznie kawę, raczej lemoniadę, cydr, lekki poncz czy piwo z któregoś z małopolskich browarów), najlepiej pod chmurką, aż do września.Udanych wakacji i owocnej lektury!

    Redakcja

    Logo Starbucksa: syrena z dwoma ogonami. W najsłynniejszej w świecie sieciówce z kawą nie tylko syreny mają podkreślać hybrydowy model globalnego biznesu. Według marketingowej koncepcji Starbucks ma być „czymś pomiędzy”, hybrydą domu i miejsca do pracy, biura i miejsca relaksu.

    spis treści temat numeru 3 Życie i/czy praca

    rozmowa numeru 6 Piotr Lewicki i Kazimierz Łatak

    przedstawiamy 8 Praga9 Prezentacja: KBF10 Sonka

    dbamy o ciebie10 Fitness Platinium12 BiznesLiga

    siesta14 Na ośmiu kółkach16 Lato bez tłumów

    wokół stołu17 Jedzenie pod chmurką

    siedem uciech głównych 18 Olga Brzezińska

    prezentacja19 Galeria Krakowska

    Are you an ambitious person? A quick response might of course be: ‘What does it really mean to be ambitious?’ For some, ambition is about advancing their careers up to a place high enough to make the problems and challenges of the so-called ordinary people barely visible. For others, it is about being able to build a house, set up a fa-mily, send kids to goods schools and make sure they face better choices and opportunities, again, assuming ‘better’ stands for more ‘successful’, ‘prosperous’ or ‘struggle-free’. And then there are those who see ambition as freedom: freedom from the usual types of daily-life constraints that most of us take for granted, like having to reach a specific workplace by 8 o’clock every day, freedom from having to deal with frustrated, capricious or im-mature superiors at work, freedom from never having enough time to make quality, life-defining decisions or give a little more focus to the things that truly matter, not to mention the dreams-and-passions department.In the summer edition of What’s Up Magazine, we’re taking a closer look at what is happily referred to as work-life balance. To give you an idea of how controversy is quick to creep in, for some people, the so-called ‘home office’ is a blessing, saving them ho-urs of commuting and stress, for others things are much closer to feeling confined to a mental prison, with next to no interactions with other colleagues at work. To look into this matter a little deeper, we went to Prague, to see what our neighbours think.The summer of 2018 is about to start in earnest and the city is

    The real question is…going to fall into the same old cycle: Kraków’s schools and uni-versities will generally empty for a few months and the number of tourists will go up, and with it, the already impressive number of festivals and cultural events on offer. Hardly a day goes by in Kraków, without a major festival either starting or ending. Given how much logistics, creative input and organisational panache is needed for each of the city’s major events to count as a success story, Kraków’s international event calendar looks rather impres-sive. We talk to Izabela Helbin, head of the Kraków Festival Of-fice, who explains the rationale and the finer shades of strategy behind Kraków’s milestone events.Last but not least, quite unsurprisingly, we have dedicated much space in this edition to promoting healthy lifestyle, fitness and summer sports. As usual, What’s Upis full of recommendations and suggestions concerning what you could do with your sum-mertime blues. If you happen to have children, it may explain why you go on holidays in the summer, but if you don’t, consider postponing your main holiday plans to winter, when the weather prospects here are much more bleak and unwelcoming, while multiple exotic locations compete for your attention, waiting to boost your energy levels when you are most in need of it. It’s going to be another great summer in Kraków, all you might want to do is make it count.

    Łukasz Cioch

  • Czerwiec/Lipiec 2018 3temat numeru

    ciąg dalszy na str. 4

    Zasady work-life balance, zakładające precyzyjne oddzielenie życia prywatnego od zawodowego, były przez lata wtłaczane do głowy wyczerpanym natłokiem zajęć pracownikom. Ale to koncepcja z przełomu lat 70. i 80. XX wieku, a ostatnie 50 lat zmieniło wszystko. Do pokojów socjalnych, gdzie stał tylko ekspres do kawy, wjechały piłkarzyki i konsole do gier. Maszyny do pisania ewoluowały w notebooki, które można zabrać do łóżka. A stacjonarne telefony zastąpiono smartfonami ze stałym do-stępem do sieci. W pracy coraz więcej jest zabawy, w domu co-raz więcej pracy. Jak zmiksować te elementy, by nie zwariować?

    Biurowe lenistwo i zawodowe FOMOWedług raportu Gemius aż 93 proc. pracowników wykorzystuje internet w biurze do celów pry-watnych. Nawet nie zauważamy, kiedy cyberleniuchujemy (ang. cyberslacking), czyli tracimy kolejne minuty na przeglądaniu aktywności w sieci naszych zna-jomych (którzy też są w pracy!) i załatwianiu osobistych spraw.– Gdy wracam po ośmiu godzi-nach przed monitorem, wolę wyjść na spacer, niż włączać kompu-ter tylko po to, żeby zapłacić rachunki. Dlatego w pracy wysyłam PIT, robię zakupy online, rezerwuję hotel na wakacje. Nie zajmuje mi to dużo czasu. Zresztą czasami zostaję w biurze dłużej, niż

    powinnam – mówi Ewelina z jednej z krakowskich korporacji.Choć pracownikom wydaje się, że trwa to tylko chwilę, jak do-nosi badanie „Wasting Time at Work” wiele osób pracy poświęca

    tylko sześć z ośmiu godzin. Najbar-dziej cierpią na tym pracodawcy – agencja Work Service oszacowa-ła, że polskie firmy łącznie tracą na biurowym lenistwie aż 360 mln złotych dziennie!Skoro sumienie nie gryzie, gdy mi-nuty opłacone przez pracodawcę poświęca się na umawianie wizyty u fryzjera, trudno mieć pretensje o to, że czasami zadania trzeba wy-konać z domu. A wiele osób służ-bowy komputer włącza w  czasie wolnym nie z konieczności, a dla przyjemności.FOMO, czyli fear of missing out, to choroba współczesnego poko-lenia. To strach, że gdy będziemy offline, ominie nas coś ważnego.

    Dotyczy to zarówno biurowych ploteczek, jak i służbowej skrzynki mailowej, która często połączona jest z prywatnym telefonem. Sygnał nowej wiadomości w niedzielne popołudnie nie pomaga w zachowywaniu balansu. Szczególnie gdy wydaje się, że ta wia-domość jest tak ważna, że trzeba odpisać na nią teraz. A potem na jeszcze jedną…

    Pracuję, bo lubię– Nie każdy, kto dużo pracuje albo zabiera laptop na wakacje jest pracoholikiem. Trzeba zapytać siebie o to, co jest dla mnie ważne w danym momencie i na jakie moje potrzeby odpowiada praca. Wiele osób realizuje się w pracy nie tylko zawodowo, ale także społecznie. Jeśli działamy w zgodzie ze sobą, a praca daje nam satysfakcję, to wypalenie nam nie grozi – mówi Stanisław Bobula, pyscholog i coach, właściciel firmy Era Edukacji.Dodaje jednak, że od pracy można uzależnić się tak, jak od każ-dego innego nałogu: papierosów czy komputera. To odpowiedź na niezaspokojone potrzeby społeczne, związane z bliskością czy miłością. Rzucenie się w wir pracy to jeden ze sposobów na zapełnienie pustki, ale niekoniecznie najlepszy.– Są dwie granice, które pokazują, że dzieje się coś złego. Pierw-szym sygnałem ostrzegawczym są uwagi z otoczenia. Jeśli bliscy mówią nam, że za dużo pracujemy, ciągle nie ma nas w domu albo nie odrywamy wzroku od telefonu, to jest to pierwszy znak. Drugi to własne cierpienie: jeśli ktoś ma problemy ze snem, cią-gle myśli o pracy, rano budzi go stres wynikający z obowiązków służbowych, to znaczy, że coś jest nie w porządku – tłumaczy dr Małgorzata Wypych, ekspertka Think Tanku Diversity Hub, specjalizującego się w tematyce mental health, która na co dzień pracuje w zespole wsparcia psychologicznego w Lotniczym Po-gotowiu Ratunkowym.Psycholog Stanisław Bobula zauważa jednak, że nie zawsze mniej czasu dla rodziny oznacza coś negatywnego. Być może wykorzy-stuje się go efektywniej? Zamiast spędzać dzień przez telewizo-rem idzie się z żoną do teatru czy muzeum? Albo nie się korzysta z telefonu na spotkaniach z przyjaciółmi?

    Czar prysł! Idea work-life balance brzmiała nieźle, ale okazała się niemożliwa do zrealizowania. Dziś zamiast szukać balansu, musimy blen-dować: garść obowiązków służbowych, kilogram czasu dla bliskich, szklanka pasji i szczypta nicnierobienia.

    Zblendowani Zostają w domu?

    OD PrACy MOżnA uzALeżnIć SIę TAk, jAk OD kAżDegO Inne-gO nAłOgu: PAPIerOSóW Czy kOMPuTerA. TO ODPOWIeDź nA nIezASPOkOjOne POTrze-By SPOłeCzne, zWIązAne z BLI-SkOśCIą Czy MIłOśCIą. rzuCe-nIe SIę W WIr PrACy TO jeDen ze SPOSOBóW nA zAPełnIenIe PuSTkI, ALe nIekOnIeCznIe nAjLePSzy

  • www.whatsupmagazine.pl4 temat numeru

    dokończenie ze str. 3

    Zabranie pracy na urlop nie zrujnuje życia, pod warunkiem, że wypływa bardziej z wewnętrznej potrzeby, niż narzuconej zbyt wielkiej ilości obowiązków. Trzeba lubić to, co się robi. I dlatego korporacje dbają, żeby pracowało się jak najlepiej.Work-life blending jest więc wyzwaniem nie tyle dla pracownika, ile dla pracodawcy. Praca ma być przedłużeniem życia osobistego, a nie odwrotnie. To nie ona wyznacza rytm dnia, ale dostosowuje się do jego stylu. Jeśli ktoś lubi spać, może przychodzić do biura na 10.00, jeśli ma małe dziecko, ma przedszkole od firmy, a jeśli dba o bycie fit, oczekuje pakietu sportowego.W koncepcji work-life blending wszystko musi być elastyczne: i benefity, i biurowce, i godziny pracy. I najlepiej jeśli to pracow-nicy będą mogli zdecydować, gdzie i kiedy chcą pracować.

    Biuro w domu– Postęp technologii sprawił, że możemy bez przeszkód pracować z domu, a jednocześnie na bieżąco komunikować się z zespołem. Możemy się spotkać przez wideokonferencję albo udostępnić widok ekranu. Czasami to nawet łatwiejsze niż w biurze, bo nie trzeba wołać nikogo do swojego biurka – mówi Agnieszka, pra-cująca w Philipie Morrisie.Według raportu płacowego firmy Hays „Wyzwanie na rynku pracy. Oczekiwania i rozwój” z 2018 roku, w aż 71 proc. badanych firm pojawia się możliwość pracy elastycznej. Z tego, 83 proc. osób deklaruje, że może mieć ruchomy czas pracy, a 78 proc. pracować z domu. Z tego przywileju korzysta ponad połowa badanych.– W State Street permanentny „work from home” ma 300 osób, pracują zdalnie każdego dnia, a w biurze pojawiają się okazjonal-nie. Oprócz tego staramy się, jeśli tylko to możliwe, by pracowni-cy mogli korzystać z home office. Oczywiście wszystko uzależnio-ne jest od stażu pracy, stanowiska i zakresu obowiązków – mówi Renata Szostak, dyrektor personalna State Street Bank Polska.Są firmy, gdzie nawet 40 proc. pracowników pracuje zdalnie. W Dell do 2020 roku połowa zespołu ma pracować z domu,

    a Amazon stworzył specjalny dział Virtual Customer Service. Z domu można wykonywać obowiązki dla Microsoftu, Cisco, SAP czy Citibanku. Ale to dopiero początek listy, bo home office to symbioza, z której korzyści czerpią wszyscy. Firmy mogą za-trudniać ekspertów z drugiego końca świata, bez konieczności ich relokacji, a specjaliści nie muszą się przeprowadzać, gdy tylko dostaną awans w innym mieście. Są też korporacje stawiające tylko na pracę zdalną, jak firma Crossover, z impetem rekrutująca w Krakowie. Tam nie wychodząc z domu można realizować projekty dla wielkich amerykańskich klien-tów z listy Fortune 500.Choć home office wydaje się przy-szłością, niektórzy z niego rezy-gnują. W ubiegłym roku IBM naka-zał 2600 pracownikom działu mar-ketingu wrócić do biur. Szefowa działu, Michelle Peluso, wyjaśniła, że bezpośredni kontakt ma sprzy-jać kreatywności. Ale na tym na ra-zie się skończyło. W krakowskim IBM, gdy chcesz pracować z domu, możesz liczyć nawet na dodatek pieniężny na wyposażenie mieszkania. E-praca to trend rosnący, w ostatnim czasie w Krakowie wdrożyły ją m.in. Heineken czy ABB. Firmy dzięki temu nie tylko dbają o komfort życia pracowni-ków, ale także swoje finanse. Home office to oszczędność mediów i powierzchni biurowej. – Patrząc na obecne trendy biznesowe, zdecydowaliśmy się na prace z wykorzystaniem systemu Hot Desking Tool. Nie mamy biurek przypisanych do pracowników, pracownicy rezerwują sobie miejsce na kolejny tydzień. Więc jeśli ktoś akurat ma home office, biurko nie stoi puste, tylko używane jest przez kogoś innego. Dzięki temu możemy wykorzystać mak-symalny potencjał biura. W tej chwili pojemność naszego biura wynosi 117 proc. – tłumaczy Renata Szostak.

    księgowi w kapciachŚredni czas dojazdu pracownika do pracy w Polsce to ok. 40 minut. A pracując z domu nie stoi się w korkach, nie trzeba dbać o pełen makijaż czy prasowanie koszuli. Są i tacy, którzy będąc w domu nie marnują ani minuty.– Mam taki mentalny, wewnętrzny przymus, żeby pracując z domu nie odchodzić od komputera. Chcę zrobić jeszcze więcej, niż robię zazwyczaj, żeby pokazać, że faktycznie pracuję. Zresztą w biurze łatwiej rozproszyć uwagę, bo ciągle ktoś zagaduje, ciągle ktoś o coś zapyta, wychodzi się kawę albo na lunch. A w domu nic mnie nie odrywa od komputera – mówi Agnieszka z Philipa Morrisa.Według raportu przygotowanego przez markę Leitz w biurze śred-nio co trzy minuty ktoś lub coś przerywa wykonywaną czynność, dlatego praca z domu może znacznie podnieść produktywność.

    – W moim przypadku praca w domu nie różni się niczym od pracy w biu-rze poza tym, że na nogach noszę kapcie – mam do dyspozycji firmo-wy laptop i telefon, więc po prostu loguję się i jazda... W mieszkaniu jest generalnie ciszej niż w open space, więc dużo łatwiej i szybciej można się skupić i być bardzo efektywnym. Oczywiście po jakimś czasie brakuje bezpośredniego kontaktu z ludźmi, ale przez 1–2 dni w tygodniu nie jest to uciążliwe – dodaje Sławomir Ra-doń ze State Street.Każdy kij ma dwa końce i są osoby, dla

    których brak przełożonego nad głową jest okazją do załatwienia obowiązków nie służbowych, a domowych.– Home office to weekend w środku tygodnia. Mogę siedzieć z laptopem na balkonie, zamiast patrzeć z tęsknotą za okno z kli-matyzowanego biura. Kiedyś, żeby odebrać awizo z poczty czyn-nej od 9 do 17, musiałam brać wolny dzień albo kilka godzin, które

    WOrk-LIFe BLenDIng jeST WIęC WyzWAnIeM nIe TyLe DLA PrACOWnIkA, ILe DLA PrACODAWCy. PrACA MA Być PrzeDłużenIeM żyCIA OSO-BISTegO, A nIe ODWrOTnIe. TO nIe OnA WyznACzA ryTM DnIA, ALe DOSTOSOWuje SIę DO jegO STyLu

  • Czerwiec/Lipiec 2018 5

    reklama

    5temat numeru

    trzeba było odsiedzieć w biurze. Teraz mogę po prostu na chwilę wyjść – mówi Kasia, która nie chce zdradzać, gdzie pracuje.Czy maseczka na twarz w czasie pracy albo leniwe śniadanie z ro-dziną to już oszukiwanie pracodawcy, czy może jeszcze mieści się w granicach work-life blendingu? Najważniejsze, żeby nie oszuki-wać samego siebie. Praca niewykonana dziś będzie do zrobienia jutro, przez co w pewnym momencie można czuć się przytłoczonym nawałem obowiązków. Aplikacje, organizery albo twarde zasady pomogą w organi-zacji czasu i  zachowaniu balansu.– Dobrze jest wyznaczyć sobie godziny, w których skupiamy się na pracy, albo ustalić, że od którejś godziny nie odbieramy te-lefonów służbowych. Nie-którym pomaga też wyzna-czenie sobie przestrzeni w domu wolnej od pracy, może to być cały pokój, ale może to być po prostu łóżko. I wtedy łóżko staje się strefą przeznaczoną tylko na odpoczynek, do której nie wnosimy laptopa, wyciszamy tam telefon – tłumaczy Stanisław Bobula.

    W zdrowym biurze zdrowy duch– Home office nie jest dla mnie dużym utrudnieniem. Ale nie chciałbym pracować z domu na stałe, bo to po prostu nudne, nie spotkasz się z drugim człowiekiem, nie widzisz jego reakcji – opowiada Kamil, pracujący w IBM. Podczas gdy pracownicy aranżują biura w domu, firmy zaczynają projektować przyjazne budynki stworzone do pracy i życia. W Warszawie powstaje właśnie kompleks SPARK, w którym zatrudnieni i mieszkańcy będą mogli spędzać wspólnie czas na placu z amfiteatrem, strefą ćwiczeń, trampolinami i mgiełką wodną. Realnego kontaktu z drugim człowiekiem nie da się zastąpić technologią. – Ważnym rozwiązaniem w korporacjach jest także duża kuchnia, w której ludzie mogą się spotkać i porozmawiać. To sprzyja powstawaniu kreatywnego fermentu, nowych pomysłów, ale też socjalizacji i komfortowi psychicznemu w pracy – dodaje dr Małgorzata Wypych. Innym trendem w projektowaniu budynków jest active design, który ma wymusić aktywność fizyczną. Powstają duże klatki schodowe, zachęcające do wspinania się na kolejne piętra, parkingi dla rowerów albo regulowane biurka stojąco-siedzące.

    W końcu zdrowie fizyczne ma olbrzymi wpływ na zdrowie psy-chiczne. – Jednak żaden pokój relaksu czy zajęcia jogi nie pomogą, jeśli pracownikowi nie wystarcza osiem godzin, żeby wykonać

    swoje obowiązki czy zarobić na premię. Wszystko zależy od tego, w jakim dziale się pracuje, jak się jest rozliczanym i czy efektywność definiowana jest przez ilość, czy przez jakość – dodaje ekspertka Think Tanku Diversity Hub.Nie bez znaczenia jest również lokaliza-cja. Lepsze dla zachowania psychicznego komfortu są biura znajdujące się nieda-leko miejsca zamieszkania, tak by korki nie frustrowały od samego rana, ale nie na tyle blisko, żeby czuć, że praca czeka za rogiem. Lokalizacjami chwali się State Street, tworząc infrastrukturę pomagają-cą czasowo zmienić miejsce pracy, a na-wet wynająć „kanapę” u kolegi z drugiego

    końca Polski. – Staramy się wykorzystywać atrakcyjne lokalizacje naszych biur, czyli Gdańsk i Kraków. Dlatego umożliwiamy pra-cownikom tymczasową pracę z biura w innym mieście, z czego pracownicy chętnie korzystają. Szczególnie w lecie Gdańsk prze-żywa oblężenie – opowiada dyrektor personalna State Street.

    4x4A czy nasz work-life balance byłby lepszy, gdyby 14.00 nie była porą lunchu, ale godziną końca pracy? Pięciogodzinny dzień pracy wprowadziła w ramach eksperymentu australijska firma Collins SBA. Okazało się, że pracownicy są w stanie wykonać tyle samo zadań, co wcześniej, a możliwość szybszego wyjścia do domu tylko motywuje ich do zwiększenia efektywności. Co więcej, rzadziej korzystają ze zwolnień lekarskich.Oczywiście nie wszystkie firmy mogą sobie pozwolić na taką rewolucję, a już na pewno nie te działające w systemie zmiano-wym. Łatwiej też dać z siebie maksimum w sześć godzin osobom, które wykonują zawody kreatywne, ale trudniej pracownikom call center – w sześć godzin nie odbiorą tylu telefonów, co w osiem.Mimo to Jack Ma, jeden z najbogatszych Chińczyków, właściciel grupy Alibaba, prognozuje, że za 30 lat ludzie będą pracować tylko cztery godziny dziennie przez cztery dni w tygodniu. Dodaje, że jego dziadek pracował 16 godzin dziennie, a obecny ośmiogo-dzinny dzień pracy był wtedy czymś absurdalnym.Krótszy dzień pracy to nie tylko pomysł na poprawę komfor-tu życia pracowników, ale reakcja na rosnącą automatyzację. Skoro roboty przejęły wiele obowiązków, to dlaczego ludzie nie mają pracować krócej? O tym, że obecny system pracy jest tylko społecznym konstruktem, przekonywała na konferencji ASPI-RE Halldóra Mogensen z islandzkiej Partii Piratów. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ludzie dostawali pieniądze za to, że są, bez chodzenia do pracy. Dochód podstawowy testowany jest już we Francji czy Finlandii. Ale to zupełnie inna historia. I zupełnie inna koncepcja work-life… A może tylko life?

    Dagmara Marcinek

    Czy MASeCzkA nA TWArz W CzASIe PrACy ALBO LenIWe śnIADAnIe z rODzIną TO już OSzukIWAnIe PrACODAWCy, Czy MOże jeSzCze MIeśCI SIę W grAnICACh WOrk-LIFe BLen-DIngu? nAjWAżnIejSze, żeBy nIe OSzukIWAć SAMegO SIeBIe. PrACA nIeWykOnAnA DzIś Bę-DzIe DO zrOBIenIA juTrO

  • www.whatsupmagazine.pl6 rozmowa numeru

    dawid hajok: Mówi się, że kraków jest specyficznym mia-stem, ale każdy tę specyfikę odczytuje inaczej. jakie cechy kra-kowa wykorzystujecie w swojej architektonicznej działalności?piotr lewicki: Specyfika Krakowa ma dwa wymiary. Wymiar przestrzenny, bo to miasto stosunkowo słabo dotknięte przez wojnę, oraz wymiar dotyczący społeczności Krakowa, która, po-dobnie jak przestrzeń, jest w zasadzie niezmienna. Wojennych zniszczeń Krakowa nie da się porównać z tymi, których doświad-czyła Warszawa, Wrocław, Gdańsk czy Szczecin, co znalazło od-zwierciedlenie zarówno w przestrzeni, jak i społeczeństwie. My, tutaj wychowani i tutaj pracujący, pozostajemy pod wpływem tych okoliczności. Jesteśmy częścią tej społeczności, myślimy, może też pracujemy, po krakowsku. Czasem nie do końca sobie to uświadamiając.

    Wystawa, którą prezentujemy w galerii Architektury gAgA, jest zapisem trwającego trzydzieści lat procesu. Co znalazło się na tej wystawie? W jaki sposób dokonaliście wyboru?pl: Na wystawie pokazujemy to, co przez te trzydzieści lat zro-biliśmy. Podtytuł wystawy, „Przegląd stanu zaawansowania”, jest zrozumiały dla wszystkich architektów i studentów architektury – to taki moment w życiu każdego studenta architektury, gdy musi to, co przez parę tygodni sobie smarował, pokazać prowadzącym i kolegom z roku i się z tego wyspowiadać. Ten podtytuł zawiera

    też nadzieję, że to jeszcze nie koniec, że po trzydziestu latach jeszcze nie dopłynęliśmy do emerytalnego brzegu, a przed nami ciekawe i ambitne projekty.kazimierz łatak: Chcieliśmy z jednej strony pokazać, jak zmie-niały się nasze poglądy, choć o dziwo nie były to poważne zmia-ny, a z drugiej wybraliśmy te projekty, które są reprezentatywne i reprezentacyjne.pl: Z bardzo długiej listy wybraliśmy trzydzieści. Jeśli miałbym wskazać najistotniejsze z nich, są to krakow-ski plac Bohaterów Getta i budynek przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocła-wiu. Plac Bohaterów Getta, któ-ry projektowaliśmy w  2003 roku na konkurs, był naszą pierwszą pracą w przestrzeni publicznej. Poznaliśmy reguły, które rządzą takimi projekta-mi, choćby zaangażowanie opinii pu-blicznej. Przestrzeń publiczna należy do nas wszystkich, czyli każdy może zabrać głos w jej sprawie. Z uwagi na te głosy i ważny, trudny temat, praca ta przynosiła nam sprzeczne emocje: od zmęczenia po wielką sa-tysfakcję. Projekt odbił się echem także za granicą. Z kolei Grabiszyń-ska to pierwsza większa mieszka-niówka, którą projektowaliśmy w interesującym miejscu, w do-datku poza Krakowem, co miało wpływ na sposób pracy.

    Projekt placu Bohaterów getta był bardzo wrażliwy społecznie ze względu na materię historyczną, którą trzeba było przetwo-rzyć. Macie na koncie jeszcze kilka późniejszych projektów, nie-zrealizowanych, a swego czasu równie mocno dyskutowanych.pl: I różnie odbieranych. Dla przypomnienia: wygraliśmy konkurs na przebudowę placu Nowego na Kazimierzu i rok później placu Wolnica. Placów – nie licząc wybudowanych ostatnio straga-nów na placu Nowym – w żaden sposób niezrewaloryzowanych.

    Projekty, zwłaszcza placu Nowego, budziły wiele kontrowersji, po części dlatego, że jest to bardzo popularne i ważne miejsce: i dla turystów, i dla bywalców lokali gastronomicznych, i dla co raz mniej licznych mieszkańców Kazimierza. Plac Wolnica, który daw-no temu wymyślony był jako rynek kazimierski, nie ma takiego ładunku emocjonalnego, budzi mniej zainteresowania mieszkań-ców, nie wiem dlaczego – to temat na osobną rozmowę.

    Projekt placu Wolnica był dość osobliwy: całość miała być wykonana z drewna.pl: Zastanawialiśmy się, dlaczego plac Wolnica nie budzi emo-cji, zainteresowania. Na zdjęciach satelitarnych widać, że są tam dwie przecinające go po skosie wydeptane trasy: od Krakow-

    skiej w kierunku Bożego Ciała i od Mostowej w kierunku Kra-kowskiej. To bardzo wymowne. Przez ten plac tylko się prze-chodzi. Pomyśleliśmy wówczas, że ta całkiem niezła nawierzch-nia z kostki granitowej jest para-doksalnie mankamentem, bo nie zachęca, żeby tam zostać… Stąd pomysł poszukania czegoś przyjemniejszego w wyglądzie i w dotyku. Jednocześnie szukali-śmy czegoś, co kojarzy się z Mu-zeum Etnograficznym, odniesie się do prezentowanej tam kultu-ry ludowej, do której trzeba doj-rzeć, żeby ją docenić (sam przy okazji tego konkursu zacząłem ją doceniać). Kazik przypomniał, że istnieje coś takiego jak dylo-

    wina, czyli tymczasowa podłoga z desek, rozstawiana na wesele czy wiejską zabawę. Pomyśleliśmy: zróbmy dylowiny na placu Wolnica, zachęćmy ludzi do tego, żeby tam zostali. Na tym sta-nęło i po ośmiu czy dziewięciu latach od tego konkursu zapro-ponowalibyśmy ten pomysł ponownie.

    – Myślimy, może też pracuje-my, po krakowsku. Czasem nie do końca sobie to uświadamiając – mówią architekci Piotr Lewicki i kazimierz łatak w rozmowie z Dawidem hajokiem. W galerii Architektury gAgA do 8 lipca można oglądać wystawę prezen-tującą ich projekty*.

    Hala 100-lecia KS Cracovia 1906

    Hala 100-lecia KS Cra-covia 1906, z Centrum Sportu Niepełno-sprawnych al. Focha, Kraków, 2008–2018

    WyMyśLILIśMy, że BuDynek hALI 100-LeCIA CrACOvII PO-WInIen Być krAjOBrAzOWą rzeźBą, kTórA SIę ODnOSI DO zASTAnyCh, DLA nAS BArDzO WAżnyCh, eLeMenTóW: BłOń, ruDAWy, SALWATOrA, kOP-CA kOśCIuSzkI, ALeI FOChA. W nIeróWnOśCIACh krAjO-BrAzOWyCh, nAChyLenIACh Terenu SzyBkO znALeźLIśMy Cenną PODPOWIeDź

    fot.

    arch

    iwum

    pra

    cow

    ni

    PrZeglądstanu Zaawansowania

  • Czerwiec/Lipiec 2018 7

    reklama

    rozmowa numeru

    Pozostańmy na kazimierzu i w Podgórzu. jakie inwestycje zrealizowaliście w tych dzielnicach?pl: To budynki przy placu Nowym, placu Zgody, Nadwiślańskiej, czyli plomby w zabudowie śródmiejskiej. Do tego budynek przy Lwowskiej, który jest plombą w znaczeniu urbanistycznym – próbuje odtworzyć coś, co tam kiedyś było, czyli nieistniejący kwartał. Naszą najnowszą realizacją jest hotel przy Starowiślnej.

    Całą salę na wystawie poświęcacie niezrealizowanemu pro-jektowi kładki.kł: Ale są znaki, że będzie realizowana. Konkurs na tę kładkę od-był się dwanaście lat temu, w 2006 roku. Podeszliśmy do projek-tu kładki podobnie jak do projektów innych budowli, analizując sąsiedztwo, to fizyczne i to niematerialne, poszukiwaliśmy for-my, która nie tylko połączy dwa brzegi, ale będzie czymś więcej. Zaproponowaliśmy obiekt składający się z trzech równoległych (w rzucie) pasów: dwa prawie poziome – jeden dla rowerzystów, drugi dla pieszych – oraz trzeci, dla tych, którzy będą chcieli się znaleźć bliżej Wisły, poniżej chodnika i ścieżki, lub wyjść nad nie, na punkt widokowy nad nurtem rzeki. Tak jak w wyliczan-

    ce: „jeden poleciał tam, drugi śmignął siam, trzeci wzbił się nad kukułcze gniazdo”. Kładka Kazimierz-Podgórze to był początek naszego myślenia o tym, jak połączyć punkt A i B nad wodą lub nad drogą i dywagacji, na ile ma to być forma czysto inżynierska, a na ile coś więcej, co dyktuje miejsce, społeczność czy nasze subiektywne odczucia.

    Czy architektura potrzebuje jeszcze architektów, czy może poradzi sobie bez nich?pl: Mamy nadzieję, że za naszego życia będzie jeszcze potrzebo-wała, że nie będziemy postrzegani za kilka lat jak tkacze lyońscy, którzy niszczyli krosna, bo nie rozumieli, że to nie krosna zabie-rają im pracę. Zakładamy, że wciąż będą ludzie, którzy rozumieją, że nie wystarczy wrzucić do programu komputerowego zadanie „kładka” i dostać projekt kładki o zoptymalizowanym zużyciu stali i betonu, roboczogodzin i możliwości transportu, że prze-

    trwa zapotrzebowanie na umysł ludzki z jego wrażliwością kształtowaną przez nauczycieli, postrzeganie świata i podróże.

    Wygląda na to, że jakość się nadal broni, bo obecnie oddajecie dwie bardzo dobre realiza-cje w krakowie. jedna mniejsza, o której już tutaj rozmawialiśmy, hotel InX, Starowiślna 91, a drugi to hala 100-lecia Cracovii, budy-nek wyjątkowo dobrze wpisany w sąsiedztwo Błoń. Budynek, który zarazem jest widoczny i nienachalny.pl: To projekt sprzed dziesięciu lat, zgłoszo-ny na konkurs w 2008 roku. Bardzo specyficz-ne miejsce: trójkątna działka między Błoniami, Rudawą a końcówką zabudowy przy alei Focha. Bliskie nam, bo tak się składa, że Kazik mieszka

    niedaleko tej działki. Wydaje mi się, że powstał budynek, który jest częścią tego specyficznego krajobrazu: centrum Krakowa w szerszym kontekście i jednocześnie działki w krajobrazie otwar-tym z zabudową w drobnej skali. Największym problemem było to, jak wpisać w tę zabudowę budynek, który z definicji ma inną skalę. Wymyśliliśmy, że powinien być krajobrazową rzeźbą, któ-ra się odnosi do zastanych, dla nas bardzo ważnych, elementów: Błoń, Rudawy, Salwatora, kopca Kościuszki, alei Focha. W nierów-nościach krajobrazowych, nachyleniach terenu szybko znaleźli-śmy cenną podpowiedź, co do słuszności której upewniło nas to, że budynek miał być również centrum sportu osób niepełno-sprawnych. Ukształtowanie terenu kontynuowaliśmy wewnątrz budynku, który został oddany do użytkowania nie tak dawno. W jeden z majowych weekendów odbyła się tam pierwsza impre-za sportowa: mistrzostwa Polski w szermierce. Czekamy jeszcze na to, aż urośnie posadzona tam roślinność, by widok z kopca Kościuszki na tę halę wyglądał tak, jak byśmy tego chcieli.

    z uwagi na to, że jest to przegląd stanu zaawansowania, to jakiego projektu byście sobie jeszcze życzyli?pl: Chcielibyśmy, żeby do tego zestawu dołączyła kładka łącząca Kazimierz z Ludwinowem, bo to będzie projekt ważny nie tylko dla nas, jako dla pracowni architektonicznej, ale też dla Krakowa. Kładka, co widać na przykładzie kładki Bernatka, ma wielki wpływ na przestrzeń po obu stronach Wisły, na zachowania i przyzwy-czajenia ludzi, na to, że sąsiedztwo tego przyczółka uważane jest za cenne miejsce. Myślę, że dla Krakowa ten projekt jest ważniej-szy niż jego zakładany budżet. Jeśli ma on kosztować czterdzieści milionów, to sądzę, że pieniądze te zaprocentują w bardzo istotny, nie dający się oszacować finansowo sposób.

    Rozmawiał Dawid Hajok

    *Pełną wersję wywiadu można znaleźć w towarzyszącej wystawie publikacji.

    Kładka pie-szo-rowerowa

    Kładka pieszo-rowero-wa, Kazimierz – Ludwi-nów, Kraków, od 2006

    fot.

    arch

    iwum

    pra

    cow

    ni

  • www.whatsupmagazine.pl8 przedstawiamy

    Bramborová polévka kosztuje 30 koron. Smažený vepřový řízek 87 koron, plus špekové knedlíky za 38. Do tego albo kufel ciem-nego piwa Kozel albo szklanka kofoli. I jesteśmy w domu. A raczej w Havelskiej Korunie, jednej z najsłynniejszych czeskich jadłodajni na Starym Mieście w Pradze (Havelská 21), gdzie od iluś dekad kar-mią gości regionalnym jedzeniem. Publika bardzo zróżnicowana: polskie wycieczki, zaciekawieni Niemcy, wpadający tu na posiłek na stojąco Czesi, Amerykanie, Włosi, Chińczycy. Ale i modnie ubrane prażanki z laptopami wystającymi z torebek czy nawi-jający do zestawów słuchawkowych, lekko spoceni pracownicy praskich firm.Lawina turystów na pierwszy rzut oka może przysłonić gwiazdę Pragi, jako jednego z najlepszych miejsc do inwestowania w cen-tralnej części naszego kontynentu. Co prawda w dziedzinie centrów usług wspólnych została prześcignięta przez Kraków w liczbie metrów kwadrato-wych nowych przestrzeni biurowych dla rozmaitych biznesów przez War-szawę, a w dynamice rozwoju nawet przez Bukareszt. Wciąż jednak stolica Czech potrafi nadawać ton zmianom, jakie nieuchronnie czekają środkową Europę w wyścigu o inwestora.

    W czubie rankingówPraga jako pierwsza z  wschodnich stolic obecnej Unii Europejskiej sku-tecznie wprowadziła mariaż socjali-stycznie planowanej gospodarki z kapitalistycznym modelem biznesu. U progu przemian po 1989 roku, w porównaniu z zacofaną Warszawą, podzielonym Berlinem czy pogrążonym w stagna-cji Budapesztem, czeska stolica wygrywała lepszą gospodarką, ale też turystyczną renomą. A to sprzyjało dobrej koniunkturze na instalowanie się zagranicznego biznesu. Już w połowie lat 90. ubiegłego wieku w Pradze ulokowało się niemal tyle zachodnich brandów, co we wszystkich wspomnianych stolicach dawnego bloku wschodniego razem wziętych. Praga popchnęła też całe Czechy na ścieżkę ekonomicznego rozwoju, co sprawiło, że już na przełomie wieków Czechy były prymusem wśród rozwijających się gospodarek centralnej Europy.

    nejlepší české pivo można wypić w Pradze. I popracować na wciąż prężnym rynku połu-dniowego sąsiada. Specjalnie dla was spraw-dzamy, jak odczuwa się work life & business balance w stolicy Czech.

    Co prawda analitycy ekonomiczni badający trendy na europej-skiej mapie inwestycji są zgodni, że gwiazda Pragi jako dobrego miejsca dla lokowaniu nowych biznesów, m.in. z obszaru banko-wości czy IT, aktualnie nieco przygasła. Według Tholons Servi-ces Globalization City Index Praga w 2017 roku spadła z czter-nastego na siedemnaste miejsce w świecie (Kraków awansuje z dziewiątego na ósme, a Warszawa z dwudziestego piątego

    na dwudzieste trzecie). Praga znajduje się w czubie rozma-itych rankingów analizujących poziom życia w  mieście czy tzw. flow w łatwości urucha-miania tu biznesu. Według rozbudowanych raportów „Major European Cities of the Future 2018/19” Praga okazu-je się jednym z  najlepszych europejskich graczy w takich dziedzinach jak „human capi-tal” czy „lifestyle”. I to mimo imponującego sukcesu tury-stycznego, którego pada ofia-rą od co najmniej dekady. Turystów spotkamy w Pradze

    niemal na każdym kroku, co nieraz stawało się przedmiotem publicznej debaty. Również w tym należy upatrywać zjawiska bardziej prężnego rozwoju architektury mieszkaniowej i typowo apartamentowej (m.in. pod późniejszy wynajem), niż stricte biu-rowej. I choć największe miasto Czech wciąż pozostaje w orbicie zainteresowania gigantów globalnych branż BPO, SSC, IT czy R&D, nie znajduje to odzwierciedlenia we wznoszeniu nowych biurowców czy parków biznesowych.

    Wabiąc talenty„Wszystkie firmy, jakie powinny tu być, już tu są” – usłyszałem od znajomych Czechów na branżowej konferencji InfoShare w Gdańsku. A że to prawda, pokazuje choćby fakt, że najbardziej spektakularną budowlą ostatnich lat w Pradze jest... luksusowa, ponad 100-metrowa konstrukcja w kształcie litery V, której budo-

    wa kończy się właśnie w dzielnicy Pankrác. To właśnie ten budy-nek rozpalił w Czechach na nowo burzliwą dyskusję o potrzebie wznoszenia wysokiej architektury. Jak na razie okolice Pankráca i stacji metra Budějovická pozostają jedynymi w mieście prze-strzeniami przeznaczonymi pod wysokie budownictwo. Kolej-nym skupiskiem mają być północne krańce dworca kolejowego Holešovice i to właśnie na te rejony patrzą łakomym wzrokiem już obecni w Pradze gracze, którym systematycznie kurczy się przestrzeń w szeroko rozumianym centrum.Według corocznego raportu Deloitte, prezentowanego podczas targów nieruchomości w Cannes, Praga – choć tradycyjnie uwa-żana za miasto uniwersyteckie i dobre do kształcenia w wielu dziedzinach – może mieć problem w walce z regionalną konku-rencją o młodego pracownika. Niemal dwukrotnie większa War-szawa ma rocznie tylko o 25 proc. więcej absolwentów kierunków ekonomicznych, nie wspominając o ogromnych przestrzeniach biurowych czekających na zainstalowanie tu rozmaitych proce-sów (stolica Polski powoli zbliża się do 6 mln m kw., a jej czeska koleżanka ledwie 3,5 mln m kw., w budowie nowych metraży Praga również nie wykazuje aż takiej dynamiki wzrostu).Prężnie za to działa w Pradze scena start-upowa, coraz śmie-lej rozpychająca się w obszarach takich jak fintech, cloud czy VR. W prestiżowym rankingu Deloitte Fast 500 za rok 2017 w pierwszej dziesiątce uplasowały się dwie czeskie, rosnące jak na drożdżach, firmy hi-tech. I choć miejsce numer siedem zajął biznes z Brna (7165 proc. wzrostu za ostatnie pięć lat lotniczej wyszukiwarki Kiwi.com), to miejsce numer dziewięć przypadło jednej z najlepszych obecnie w Europie firm z branży drukarek 3D – Prusa Research, stworzonej przez Jozefa Prusę, nazywane-go nowym wcieleniem Tomáša Baty (słynnego przedsiębiorcy z Zlina, twórcy globalnej marki obuwia Bata). Organizacja, która może się pochwalić się wzrostem na poziomie 6910 proc. ma zlo-kalizowała swe flagowe biura właśnie w Pradze.Co ważne, Praga pozostaje nadal bardzo atrakcyjnym celem dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów z Polski. Okrze-pły dawno rynek, stabilna sytuacja gospodarcza, mocna waluta i międzynarodowa renoma miasta wabią coraz więcej talen-tów. A że w 2018 roku czeski przewoźnik LEO Express zaczyna wreszcie regularne kursy kolejowe na trasie Praga – Kraków, a od poprzedniej jesieni na tej trasie latają trzy razy w tygodniu samoloty Ryanair, aż korci czy by nie sprawdzić na miejscu, jak smakuje nejlepší české pivo.

    Rafał Romanowski

    nawarzyli Pragi

    już W POłOWIe LAT 90. uBIe-głegO WIeku W PrADze uLO-kOWAłO SIę nIeMAL TyLe zA-ChODnICh BrAnDóW, CO We WSzySTkICh WSPOMnIAnyCh STOLICACh DAWnegO BLOku WSChODnIegO rAzeM WzIę-TyCh. PrAgA POPChnęłA CAłe CzeChy nA śCIeżkę ekOnO-MICznegO rOzWOju

  • Czerwiec/Lipiec 2018 9prezentacja

    izabela helbin: …dorośli słuchają koncertu muzyki poważnej, a za szybą nad nimi trwa istne szaleństwo. Dzieci obrzucają się pił-kami i klockami, skaczą po drabinkach, wrzeszczą wniebogłosy…

    rafał romanowski: Słychać coś?Zero. Wszystko wytłumione. Czyli można przyjść z małymi dzieć-mi na koncert, kontemplować muzykę, mieć wszystko na oku. Wystarczy spojrzeć w górę.

    gdzie tak jest?Casa da Música w portugalskim Porto. Bardzo podoba mi się ten projekt. Znakomicie wyważony i stworzony z myślą o potrzebach wszystkich. To kierunek, w którym chcemy teraz zmierzać w wy-darzeniach firmowanych przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Już zmierzamy.

    Inspiracje zbiera się choćby podróżując.Również. Naturalne jest to, że podpatrujemy najlepsze wzor-ce, kiedy z ramienia KBF bierze-my udział w branżowych konfe-rencjach, koncertach, rozmaitych eventach. Tak inspirujemy się np. Wiedniem. Ale czasem dzie-je się to przypadkiem. Na jeden z pomysłów wpadłam, jadąc przez Chorwację, gdzie odwiedzałam znajomego po wypadku. W szpita-lu, gdzie leżał, było mnóstwo ksią-żek. Można je było czytać na miej-scu albo zabrać na chwilę ze sobą. Procentuje to teraz w organizowa-nych przez nas strefach czytania na różnych wydarzeniach: od fil-mowych, poprzez muzyczne, kończąc – właśnie – na literackich. Chcemy, żeby marka KBF towarzyszyła ludziom często, choć oczywiście nie nachalnie.

    Dekadę temu kraków oferował cykle mocnych marketin-gowo festiwali pod nazwą „6 zmysłów”. Co zostało z niego w roku 2018?Sporo. Zwłaszcza kulturalne brandy, które mogliśmy w kolejnych latach dowolnie przekształcać, aby ciągle móc oferować jeszcze więcej. W tamtych latach budowaliśmy przekonującą strategię kulturalną miasta – i nie tylko na moje oko był to dobry począ-tek. Festiwale Boska Komedia, Sacrum Profanum czy Misteria Paschalia to były nasze „konie pociągowe”, które miały pchnąć

    renomę takiego miasta jak kraków kształtuje się latami. Ale to niezwykle inspirujący i pouczający proces: patrzenie, jak wraz z festiwalami zmienia się nasza publiczność. O zmianach, ofercie kulturalnej miasta i randze w świecie opowiada Izabela helbin, dyrektor kBF – krakowskiego Biura Festiwalowego.

    miasto w rzadko uczęszczane wcześniej rejony. Teatr, opera, film, muzyka. I udało się, choć jak w przypadku każdej strategii, warto było też pewnego dnia usiąść i pomyśleć: co dalej?

    Potrzebny był nowy impuls?Właśnie. Aby ta energia się nie wypaliła, trzeba było świeżego spojrzenia. Stąd pomysły otwarcia się na odbiorcę, spytania go, czego od naszej oferty oczekuje, słuchania jego potrzeb i reago-wania na nie. Wreszcie przyjęcia do wiadomości, że publiczność, którą te festiwale od samego początku przyciągnęły, zaczęła dojrzewać, czasem starzeć się, a przede wszystkim zmieniać. Znakomitym przykładem na taki organiczny rozwój jest Festiwal Muzyki Filmowej, którego finałowe akordy przypadają na prze-łom maja i czerwca.

    Przyznam szczerze, nie wierzyłem w ten festiwal. Myślałem: kraków ma już uznany krakowski Festiwal Filmowy, a tu nagle jakieś nowe fil-mowe wydarzenie...A widzisz! Rozrósł się niesamowicie. 40 tysięcy ludzi oklaskuje jego koncer-ty i wydarzenia. Zyskał własną tożsa-mość, wspaniałą społeczność, odwie-dzają go najlepsi kompozytorzy świata. Kraków okazał się prekursorem grania tego rodzaju ambitnej muzyki w tak intrygującej formule, i cieszymy się, że zainspirowaliśmy nią również in-

    nych – i to na całym świecie.

    ewolucję przeszedł też festiwal eksperymentalnych poszuki-wań w muzyce współczesnej – Sacrum Profanum.Owszem. Zadajemy sobie sporo trudu, aby zrozumieć oczekiwa-nia jego publiczności. W tym roku poszliśmy z ankietami nawet do uczniów liceum. Pytamy: z czym ci się kojarzy „sacrum”, z czym „profanum”? Ludzie odpowiadają różnie. Że to coś kościelnego, religijnego, a tu… muzyka eksperymentalna. Słuchamy ich uważ-nie. Później oni słuchają tego, co im zaproponujemy. Tak to działa. I tu również byliśmy prekursorami. Najpierw słuchania muzyki dawnej w Polsce (na Festiwalu Misteria Paschalia), teraz w pracy nad jak najlepszym programem Sacrum Profanum – i nie tylko.

    Tak pracujecie nad wszystkimi projektami?W KBF zaszły zmiany. Zdecydowałam o uproszczeniu wielu pro-

    cesów, przyspieszeniu pewnych decyzji, optymalizacji zbyt kosz-townych posunięć. Mam świetny zespół ludzi, którym oddałam prawo do decydowania w konkretnych obszarach projektowych. Było to dostosowanie działań do potrzeb, w pewnym sensie też podążenie za światowymi trendami, a nawet konieczność. Nawet zajmująca się tak ciekawymi rzeczami instytucja jak KBF może popaść w stagnację. A nam nie wolno na to pozwolić.

    Sprawne zarządzanie projektowe, z którym tu ruszyliście, też było pionierskim ruchem w Polsce?Wolę tak tego nie ujmować, ale na pewno zyskaliśmy na wielu frontach. Koncepcyjnie, organizacyjnie, marketingowo, finanso-wo. Choć naszym celem nie jest zarabianie pieniędzy, a „two-rzenie produktów i projektów kulturalnych dla mieszkańców i turystów” to jednak w 60 proc. jesteśmy finansowani ze środ-ków publicznych. A to poważna misja. I konieczność zachowania równowagi między wydarzeniami z założenia elitarnymi, a tymi przeznaczonymi dla szerszej widowni.

    Przykładem Wianki, które niegdyś były typową wolnoame-rykanką i trochę obciachem, czy sylwester, kiedyś na kilkaset tysięcy osób i kilka tysięcy fajerwerków. Dziś oba wydarzenia to konstelacja scen muzycznych ustawionych w wielu miej-scach miasta. Od nowej huty po Borek Fałęcki.Zależy nam na tym, aby wychodzić do mieszkańców. Dlatego odchodzimy od kumulowania wydarzeń w centrum, animując różne przestrzenie w mieście. Kraków to wiele dzielnic, wiele przestrzeni, wiele różnych energii. Chcemy to wykorzystać na wiele dostępnych sposobów: tu pop, tu jazz, tu klasyka, tu trochę folku, tam silent disco.

    kulturalny kraków 2018 to już zupełnie inne miasto, odkąd objęłaś stery w kBF?Zupełnie. Przede wszystkim powstała infrastruktura, której mogą pozazdrościć nam najwięksi. Nagradzane wielokrotnie Centrum Kongresowe ICE Kraków to samonakręcający się mechanizm z wielką już renomą w świecie. Rocznie odbywa się tu ogromna liczba wydarzeń na najwyższym poziomie, a kalendarz z termi-nami wypełnia się na kilka lat do przodu. Wcześniej zarządzana przez nas TAURON Arena Kraków to również obiekt, w którym można zorganizować wydarzenia światowej klasy. To wszystko, w połączeniu z całorocznym programem festiwali i wydarzeń kul-turalnych, stanowi piorunująco dobrą mieszankę. Choć cały czas mamy wrażenie, że jeszcze można coś zrobić lepiej.

    Rozmawiał Rafał Romanowski

    fot.

    Piot

    r Ban

    asik

    zALeży nAM nA TyM, ABy WyChODzIć DO MIeSzkAń-CóW. DLATegO OD ChODzIMy OD kuMuLOWAnIA WyDA-rzeń W CenTruM, AnIMująC różne PrzeSTrzenIe W MIe-śCIe. krAkóW TO WIeLe DzIeLnIC, WIeLe PrzeSTrze-nI, WIeLe różnyCh energII

    kultury Zmysł do

    ty

  • www.whatsupmagazine.pl10 przedstawiamy

    – Miałem dziewięć lat, kiedy napisałem pierwszą grę, proste-go arkanoida w C++ – żartuje rafał Sankowski, prezes firmy SOnkA. W maju stworzona przez nią produkcja „Astro Bears Party” była w pierwszej trójce najlepiej sprzedających się gier w Stanach zjednoczonych na konsolę nintendo Switch.„Party” w nazwie gry nie wzięło się z przypadku. – To świetna gra imprezowa – tłumaczy Rafał Sankowski. – Wymaga nie tylko zręczności, ale i sprytu, przewidywania ruchów przeciwnika. A dodatkowo wnosi pierwiastek rywalizacji, dlatego świetnie rozkręca towarzystwo na każdej imprezie.Zasada jest prosta: wystarczy biegać misiem w kosmicznym skafandrze wokół niewielkiej planety i nie wpaść na ślad pozo-stawiany przez przeciwnika. Gra z „żywymi” przeciwnikami rodzi prawdziwe emocje – z prezesem SONKA wprawdzie nie udaje mi się wygrać (w końcu zna tę grę od podszewki), ale kiedy gramy w „misie” na imprezie – zabawa jest przednia.

    Powstała we współpracy z PlayWay i QubicGames, SONKA to wspólna inicjatywa Rafała Sankowskiego i Bartosza Moniew-skiego, odpowiednio prezesa i wiceprezesa firmy. Pierwszy z nich zaczynał jako freelancer w pixelarcie, żeby później zdobywać doświadczenie w tworzeniu gier jako dźwiękowiec, level designer i producent; drugi to grafik i rzeźbiarz 3D z równie dużym stażem w branży, spoiwo całej firmy. Dziś SONKA tworzy siedmioosobo-wa ekipa, poszukująca (jak wszyscy) dobrych programistów, ale także nowych projektów i partnerów, którzy chcieliby swoje gry „przełożyć” na nową konsolę Nintendo.– Zajmujemy się teraz przede wszystkim portowaniem, czyli nie-jako tłumaczeniem z języka jednej platformy na drugą – zdradza

    Rafał Sankowski. – To trudniejszy proces niż w przypadku innych konsoli. Switch obsługuje trzy różne tryby gry, dwie rozdzielczo-ści, inne wibracje w kontrolerach, jest też – ze względu na swoje gabaryty – znacznie słabszy od innych konsoli.Pierwszy z projektów portowanych na Nintendo Switch to gra „The Way”, polska retro platformówka, nawiązującej do klasyków „Another World” czy „Heart of Darkness”. – „The Way” wypuścili-śmy z podtytułem „Remastered”, bo to totalnie inny produkt niż na PC: poprawiliśmy projekty poziomów i efekty graficzne, doda-liśmy voiceover czy HD Rumble, czyli wibracje, które sprawiają, że doświadczenie gry jest pełniejsze – tłumaczy prezes SONKA.Dzięki portowaniu gier na konsolę Switch firma buduje swoją reputację i powiększa portfolio wydawnicze – to o tyle istotne, że rynek produkcji na nowy produkt Nintendo dynamicznie ro-śnie – zwłaszcza w Europie, bo w Japonii i Stanach Zjednoczonych był silny od samego startu. – Po względnej porażce, jaką była ostatnia konsola Nintendo (Wii U), Japończykom udało się wrócić do „wielkiej trójki” wraz z Sony i Microsoftem – komentuje Rafał Sankowski. – To coś, czego na rynku do tej pory nie było: konsola hybrydowa, na której równie łatwo grać w wersji przenośnej i podłączyć ją do telewizora, żeby wykorzystać duży ekran.Kolejnym krokiem w dynamicznym rozwoju SONKA jest podbój rynków dalekowschodnich. – Nawiązaliśmy współpracę z kra-kowską spółką Teyon, szanowanym wydawcą gier w Kraju Kwit-nącej Wiśni, która przełoży „The Way Remastered” na japoński, ale równocześnie przygotowujemy kolejne produkcje – dodaje prezes SONKA.– Na 2018 rok zawarliśmy już ponad dziesięć umów wydawni-czych, więc szykuje się pracowity czas – zdradza Rafał Sankowski. W najbliższym czasie pod szyldem SONKA pojawi się m.in. „VSR: Void Space Racing”, czyli kosmiczne wyścigi, oraz gra „911 Ope-rator”, w której można będzie wcielić się w dyspozytora numeru ratunkowego, błyskawicznie reagującego na zgłoszenia. Zada-niem gracza będzie nie tylko odbieranie telefonów, ale również odpowiednia reakcja na sytuację – podanie instrukcji pierwszej pomocy, wezwanie policji, straży pożarnej czy pogotowia. Dla tych, którzy wolą mniej dramatyczne emocje SONKA przygo-towuje „Ultimate Fishing Simulator”, w którym będzie można zasiąść m.in. nad Wisłą i w spokoju złowić kilka ryb. Wirtualnie, choć przecież konsolę rzeczywiście można wziąć nad wodę.

    Piotrek Banasik

    z konsolą nad Wisłą i w karetce

    Miesiąc uczęszczania na zajęcia fitness nie sprawi, że będzie-my w super formie na plaży – przestrzega Magdalena zając z Fitness Platinium®. – Warto jednak zacząć treningi już dziś, żeby wzmocnić sylwetkę i zadbać o swoje zdrowie.

    piotr banasik: Od 12 lat zajmujesz się fitnessem, ale siedzenie za biurkiem nie jest ci obce – z wykształcenia jesteś także projektantką wnętrz. jak pogodzić te dwa światy?magda zając: Muszę przyznać, że siedzenie przed komputerem jest dla mnie udręką. Projektowanie wnętrz wymaga nie tylko kontaktu z klientem czy doboru odpowiednich materiałów wy-kończeniowych, ale także pracy koncepcyjnej przy monitorze. Korzystając z własnej wiedzy, starałam się zastosować znane mi zasady siedzenia przed komputerem, ale początki nie były łatwe – bo ciało nie jest do tego przyzwyczajone. Normą był bolący nadgarstek, drętwiejące przedramię i plecy, na które pomagała – choć nie na długo – krótka przerwa i drobne ćwiczenia rozluź-niające. Ostatecznie działam dwutorowo: z jednej strony dbam o poprawną sylwetkę, z drugiej – odpowiednio dobieram czas spędzany przy komputerze. W zachowaniu poprawnej sylwetki przydaje się także właściwy trening, który wzmocni odpowied-nie partie mięśni.

    nie wszyscy nasi czytelnicy mogą sobie pozwolić na ogranicze-nie czasu pracy przed ekranem. które z zajęć pomogą w poko-naniu problemów spowodowanych biurowym trybem życia?Jeśli mamy taki tryb pracy, warto najpierw zadbać o stan krę-gosłupa. Długotrwałe i regularne siedzenie przed monitorem powoduje napięcia mięśniowe, które należy rozluźniać. W ofercie klubów fitness mamy zajęcia takie jak „Stretching” czy „Zdrowy

    Lato pokaże, co robiłeś w zimie

    kręgosłup”, na których skupiamy się zarówno na rozluźnianiu na-pięć mięśniowych, jak i na wzmacnianiu mięśni „posturalnych”. Na takich zajęciach uczymy się od podstaw, jak stawiać stopy, jak stać poprawnie, jak prostować plecy, jak schylać się po rzeczy, które są na podłodze, jak nie obciążać pleców, jak rozluźniać górną partię mięśniową pleców. Jednak zawsze należy pamiętać, że są to zajęcia grupowe i jeśli mamy jakieś dysfunkcje kręgosłupa lub przebyte urazy czy operacje, należy o tym przed zajęciami poinformować instruktora. Pozwoli do uniknąć dalszych kłopotów ze zdrowiem.

    Przejdźmy do przyjemniejszych kwestii: zbliża się lato, a sko-ro lato, to i plaża. A skoro plaża, to fajnie by było pokazać smukłą, wysportowaną sylwet-kę, zgrabny brzuch i jędrne pośladki. To też da się zrobić w Fitness Platinium.O, tak, lato to hasło przewodnie każdych zajęć w klubie fitness! Każdy pracuje nad tym, aby świetnie wyglądać, kiedy trzeba będzie pokazać się na plaży. W ofercie klubów mamy zajęcia ta-kie jak „Brzuchomania”, „Pupomania” lub ABT, na których wzmacniamy te partie mięśniowe, na których kobietom zależy najbardziej: brzuch, uda i pośladki. Zajęcia mają charakter wzmacniający i trwają jedynie 55 minut, jednak należy pamię-tać o tym, że lato pokaże co robiliśmy w zimie.

    Przypominamy o tym trochę poniewczasie, ale lepiej późno niż wcale. na co dzień o takich rzeczach powinien wspominać dobry instruktor.Zawsze należy pamiętać o odpowiednim doborze zajęć i ćwi-czeń do swoich potrzeb. Samo wejście na siłownię czy na zajęcia nie wpłynie na naszą sylwetkę. Przed dokonaniem wyboru zajęć warto przeczytać dokładnie ich opis i sprawdzić, czy odpowia-dają naszym oczekiwaniom. Poradą w tym względzie służą także dziewczyny z recepcji czy klubowi instruktorzy.Na wybranych zajęciach warto poinformować instruktora, że bie-rze się w nich udział po raz pierwszy, i wspomnieć o ewentualnych problemach zdrowotnych. W każdym klubie sieci pracuje wielu instruktorów, więc bez problemu trafimy na takiego, z którym nadajemy na tej samej fali – bo przecież oprócz techniki, ćwiczeń, intensywności, chodzi też o pewnego rodzaju „fun”.

    Rozmawiał Piotr Banasik

    fot.

    Piot

    r Ban

    asik

    SONKAzajmuje się przede wszystkim porto-waniem gier, czyli w uproszczeniu tłumaczeniem ich z języka jednej plat-formy na drugą

  • reklama

  • www.whatsupmagazine.pl12

    reklama

    Kiedy pierwszy raz trafiłem na boiska przy Dekerta, na których co tydzień rywalizują uczestnicy BiznesLigi, byłem pod wraże-niem fachowej organizacji: balonowe zadaszenie (tylko w zimie), profesjonalni sędziowie, ekipa foto i wideo, przygotowująca rela-cje z każdego spotkania, zaangażowani kibice i mecze na dobrym poziomie. Do tego portal internetowy z zapowiedziami meczów, wywiady z zawodnikami czy impreza finałowa na tysiąc osób. Wszystko to sprawia, że uczestnicy mogą się poczuć jak pod-opieczni Adama Nawałki. – To chyba jedna z ważniejszych rzeczy, jakie przyciągają do BiznesLigi: spełnienie marzenia o byciu piłka-rzem – śmieje się Marcin Kluska. Współzawodnictwo umacniają przyznawane przez BL tytuły: MVP meczu, króla strzelców czy gracza kolejki.W poprzedniej rundzie swoje marzenia spełniało blisko 3500 osób, rywalizujących w 120 zespołach piłkarskich na czterech po-ziomach rozgrywkowych – od ekstraklasy do trzeciej ligi (to wię-cej drużyn, niż zrzesza Małopolski Związek Piłki Nożnej). Jeśli dodać do tego ligę siatkarską, w której gra 20 zespołów, mamy pokaźną liczbę zawodniczek i zawodników, którzy oczekują nie tylko dobrej zabawy, ale także organizacji na wysokim poziomie. – Musimy oferować dobry produkt, bo spotykamy się z przedsta-

    Biznes na zielonej murawie– niewiele jest krakowskich firm, które nie grały w Biznes-Lidze w ciągu dziesięciu lat jej istnienia. Część z nich gra nieprzerwanie od kilku sezonów, część znika i wraca, w zależ-ności od sytuacji kadrowej czy finansowej – opowiada Marcin kluska, pomysłodawca i założyciel największych rozgrywek sportowych dla firm w krakowie. rozgrywek, w których jak w soczewce przegląda się krakowski biznes.

    wicielami światowych korporacji, dla których nie ma znaczenia, że to amatorska liga sportowa – tłumaczy dyrektor BL ds. sprze-daży i marketingu. – A wiemy, że produkt jest dobry, bo drużyny do nas wracają i liga w niemal każdym sezonie się rozrasta.To nie przesada, że krakowski biznes przegląda się w Biznes Lidze jak w soczewce. Po pierwsze: wśród drużyn widać rotację pra-cowników. – Kiedy ktoś, kto zaraził się grą na naszych boiskach, przechodzi do nowej firmy, zaraz próbuje stworzyć nowy zespół bądź dołącza do istniejącego. Albo zostaje u swojego pracodawcy, nawet mimo nieco gorszych warunków finansowych, dlatego że tutaj ma swoją drużynę – opowiada Marcin Kluska.Po drugie, na boiskach BL widać, że krakowskie firmy lub tutejsze oddziały wielkich korporacji mocno się globalizują. Na boiskach coraz częściej słychać języki obce: angielski, ukraiński, rosyjski, hiszpański, włoski czy turecki. Są drużyny w całości obcojęzycz-ne – u Włochów z TeleTechu widać te same gesty i żywiołowość, które obserwujemy na boiskach Serie A, w Amwayu większość zawodników pochodzi z Turcji, w Uberze – z Ukrainy. W jednej z drużyn, wśród wielu innych obcokrajowców, jest czarnoskóry zawodnik z Sengalu, najlepszy w swoim teamie, co chyba źle wróży naszej kadrze na mundialu…Od początku istnienia w Biznes Lidze grają tylko firmy. – Z sympa-tią patrzę na wszystkie ligi i drużyny osiedlowe, ale kierując swoją ofertę do dużych podmiotów, chcemy mieć pewność, że będą rywalizowały ze swoimi odpowiednikami. W firmowym intranecie

    znacznie lepiej wygląda mecz między Coca-Colą a Decathlonem niż spotkanie z drużyną Wybrzeża Klatki Schodowej czy Pędzą-cych Dzików, nawet jeśli te ostatnie prezentują wysoki poziom piłkarski – uśmiecha się Marcin Kluska. – Firmy mogą rywalizować ze sobą nie tylko na płaszczyźnie biznesowej, ale także na boisku.Od współzawodnictwa już tylko krok do współpracy. Sztuczna murawa przy Dekerta widziała już wiele meczów, które kończyły się podpisanymi kontraktami między firmami, na co dzień nie-mającymi ze sobą wiele wspólnego. Przedstawiciel jednej z sieci hoteli zdradza, że wydatki na BL (koszt zgłoszenia ekipy to 3900 zł netto) zwracają się kilkadziesiąt razy dzięki kontaktom, jakie jego drużyna nawiązuje na boisku.– Są drużyny, które grają w BL od dziesięciu lat, urosły do miana legend rozgrywek i ani myślą rezygnować, nawet jeśli grają tylko dla frajdy, a nie dla zwycięstw – mówi Marcin Kluska. Bo radość na boisku przekłada się na dobrą atmosferę w pracy, zaś sam futbol okazuje się znakomitym narzędziem HR-owym. Nie tylko konsoliduje ekipę i pozwala zaangażować zawodników w życie firmy czy dostarcza emocji im i ich kibicom, ale pozwala także – a może przede wszystkim? – uprościć przepływ informacji, daje szansę na spotkanie się osobom, które na co dzień pracują z dala siebie, przełamuje dystans między prezesem a podległym mu pracownikiem. – Znam przypadki, kiedy kilka męskich słów na boisku działa na drużynę oczyszczająco, nawet jeśli podwładny kieruje je do kogoś wyżej postawionego – śmieje się dyrektor BL.I dodaje, że może właśnie dlatego BiznesLiga „kolonizuje” kolejne krakowskie parki biznesowe. – Kiedy jakaś globalna firma otwiera w Krakowie swój oddział, to wiem, że średnio po roku pojawi się na boiskach BL – opowiada Marcin Kluska. Widząc zaangażo-wanie, jakie wnoszą do gry jej uczestnicy, trzeba przypuszczać, że do 120 ekip już niebawem dołączą kolejne. A na koniec i tak wygra RMF Maxxx, który zdominował kilka ostatnich sezonów Biznes Ligi.

    Piotr Banasik

    www.essystem.plKompleksowe rozwiązania oświetleniowe

    fot.

    Piot

    r Ban

    asik

    dbamy o ciebie

  • reklama

  • www.whatsupmagazine.pl14 siesta

    – Jeśli mam spotkać się ze znajomym, którego dawno nie wi-działem i mam do wyboru umówić się na piwo w knajpie albo na rolki, to wybiorę rolki. Porozmawiać można tak samo, a przy okazji jesteś cały czas w ruchu i spalasz kalorie. No i to napraw-dę daje dużo frajdy – mówi Jakub Guzik. Nie byłoby tak, gdyby nie belgijski wynalazek drugiej połowy XVIII wieku – „ziemne łyżwy”. Równolegle nad letnią alternatywą dla łyżew pracowano we Francji, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Ale prawdziwa rewolu-cja nadeszła sto lat później: w Stanach Zjednoczonych wymyślono wrotki i rozpoczął się szał na „buty na kółkach”. W 1902 roku na otwarcie toru wrotkowego w Chicago przybyło aż siedem tysięcy osób! Dziś najpopularniejsze są ich jednośladowe wersje, czyli łyżworolki z czterema kołami ułożonymi w jednym rzędzie. W Krakowie każdego miesiąca na wspólny przejazd organizowany przez „Kraków, Rolki i My” stawia się około 1500 osób.

    Dwanaście tysięcy kół– Pomysł na wspólne cykliczne przejazdy na rolkach przyszedł z Kalifornii, ale takie wydarzenia odbywają się także wielu eu-ropejskich miastach, takich jak Paryż czy Londyn. To światowy

    raz w miesiącu rolkarze przejmują krakowskie ulice – we wspólnym przejeździe pokonują około 20 kilome-trów. Częściej można ich spotkać na Błoniach, minąć w parku albo na Bulwarach Wiślanych. Może już czas do-łączyć do nich na własnych ośmiu kółkach?

    trend, który postanowiliśmy zaszczepić także w Krakowie – mówi Robert Dracz, prezes Krakowskiego Klubu Sportów Wrotkarskich „Krak”, odpowiedzialnego za wydarzenia z cyklu „Kraków, Rolki i My”. KKSW „Krak” organizuje przejazdy od 2012 roku, ale już wcześniej pasjonaci podejmowali tu próby wspólnych rolkowych przejazdów. Obecnie odbywają się raz w miesiącu, od kwietnia do września. Trasa ma około dwudziestu kilometrów i za każdym razem jest inna, tak żeby w ciągu roku odwiedzić wszystkie dziel-nice Krakowa. – Przygotowujemy nowe trasy także z myślą o lu-dziach, którzy uczestniczą w przejazdach regularnie, chcemy, żeby wydarzenie mimo swojej periodyczności było dla nich atrakcyjne i po prostu nie znudziło się. Mamy wielu stałych uczestników, przyjeżdżają także osoby z okolicznych miejscowości. Są też tacy, którzy stawiają się na rolki mimo złej pogody. Były przypadki, że przejazd miał być odwołany, ale odbył się, bo pojawili się ludzie – mówi Robert Dracz.Przed każdym wydarzeniem klub organizuje bezpłatne warsztaty z jazdy. To nie nauka skomplikowanych ewolucji i piruetów ani kurs dla początkujących. To zajęcia doskonalące, które pomagają osobom już umiejącym jeździć radzić sobie z przeszkodami poja-wiającymi się na drodze, jak torowiska czy zjazdy z górki.

    każdy da radęCo z tymi, którzy jeździć nie umieją? Zanim zaczną myśleć o wspólnym przejeździe, mogą zapisać się na zajęcia do jednej

    z krakowskich szkół, które pojawiły się w ciągu ostatnich kilku lat. Albo poprosić o kilka lekcji kogoś znajomego. Nauka nie powinna zająć więcej niż kilka godzin.– Każdy może się nauczyć jeździć, trzeba tylko mieć dużo za-parcia. Szczególnie, że jako ludzie dorośli mamy duże bariery i ograniczenia psychiczne. Jako dziecko nie zdajesz sobie sprawy z zagrożenia, a jak jesteś starszy, to zaczynasz myśleć: a co bę-dzie jeśli rozwalę sobie kolano albo wykręcę nadgarstek? Ale to nie jest wymagający sport, po prostu trzeba mieć ochraniacze i kask i przygotować się na kilka upadków na początku – tłumaczy Jakub Guzik, który niejednemu swojemu znajomemu pokazał już rolkowe know-how. Rolki nie wymagają ponadprzeciętne-go wysiłku, a sam fakt, że można jeździć i równocześnie z kimś rozmawiać, jest najlepszym dowodem na to, że nasze tętno nie wariuje. To jednak ciągle fitness i jeden z najlepszych sposobów na spalenie zbędnych kilogramów. Właśnie przy tętnie utrzyma-nym na poziomie 60–70 proc. maksymalnego tętna najszybciej uciekają kalorie. A przy okazji buduje się kondycję i wzmacnia wytrzymałość.

    nie tylko BłoniaNajpopularniejszym miejscem wśród rolkarzy są oczywiście kra-kowskie Błonia. Ulokowane w centrum miasta, z dobrym dojaz-dem i, przede wszystkim, dobrą nawierzchnią. Nie przeszkadzają tu samochody, ale czasami ruch generowany przez innych rol-karzy, biegaczy i spacerowiczów bywa męczący. Podobnie jest na Bulwarach Wiślanych. Bo trzeba pamiętać, że rolkarzom, choć są na kółkach, nie przysługuje prawo do używania ścieżek rowe-rowych.Na rolkową przejażdżkę dobrze więc od czasu do czasu wybrać się trochę dalej, spokojniej jest w parku Lotników czy nad Zalewem Nowohuckim. Po drugiej stronie miasta dobrym pomysłem może być Młynówka Królewska, czyli dawne koryto rzeki Rudawa, na te-renie którego powstał park miejski. Wzdłuż niego trasa ciągnie się od ulicy Na Błonie aż po Aleje Trzech Wieszczów. Na dłuższą wycieczkę można wybrać się też do Tyńca czy do Mogiły i Nowej Huty. Alternatywą jest też wyjazd poza miasto.– Czasami pakuję znajomych do samochodu i jedziemy na Żubro-stradę, drogę prowadzącą przez Puszczę Niepołomicką. Jest tam bosko – dziesięć kilometrów idealnego asfaltu, żadnych zakrętów, wzniesień czy niespodzianek. Czasami tylko wiewiórka przebie-gnie przez drogę – dodaje Jakub Guzik.

    Dagmara Marcinek

    kółkach

    na

    fot.

    Kat

    arzy

    na S

    tere

    cka

    fot.

    Kat

    arzy

    na S

    tere

    cka

    Kraków, Rolki i Mywspólne, cyklicz-ne przejazdy ulicami miasta

  • reklama

    Unikatowa oferta Serenady zachwyci każdego fana elek-troniki, gadżetów i technologii. Tylko tutaj znajduje się jedyny w Krakowie sklep Xiaomi oraz iDream.

    Zakupy w Serenadzie to wielka przyjemność dla miłośników mody! Największa w Krako-wie Zara oraz dwupoziomowy H&M polecają się na zakupy. Centrum Serenada

    Pn-Nd 10:00-21:00

    Centrum Serenada w swo-jej ofercie ma aż 12 kawiarni! We Friends Caffee, oprócz przyjacielskiej atmosfery, do-staniesz kawę ze swoim zdję-ciem! A w podróż po prawdziwie włoskich smakach zaprasza jedna z najlepszych restauracji – Cucina Aperta. Na deser po-leca się zaś kultowy Good Lood!

    ZAPRASZAMYPiotr i PawełPn-Sb 09:00-22:00 Nd 09:00-21:00

    Bogate zaplecze usługowe,w skład którego wchodzą pla-cówki Urzędu Miasta, Poczty Polskiej oraz PGNiG, dopeł-niają możliwość załatwienia wszystkich spraw w jednym miejscu.

    Centrum Serenada nie za-pomina o najmłodszych! To z myślą o nich powstaje Dzie-cięce Centrum Kreatywności: BRICKZ4KIDZ, które stanie się krainą zabawy i radości!

    Aleja Bora-Komorowskiego 41, Kraków

  • www.whatsupmagazine.pl16 siesta

    Zakopane, Łeba, Gdańsk, Bieszczady, Kazimierz Dolny, Zamek Książ, Szczawnica. Gdziekolwiek nie ruszysz się z domu w upra-gnione lipcowo-sierpniowe wakacje, czeka cię istny najazd tłu-mów. Z dziećmi, znajomymi, mamami, babciami, grillem pod pachą i reklamówką z Biedry w ręce. Nie ma najmniejszej szansy, aby po długich miesiącach pracy wypocząć, nie słysząc ludzkiego wrzasku, nie czując smażenia kiełby czy nie deptać w resztkach gofra. Ale są jeszcze na tej planecie, w tym kraju miejsca, które dadzą nam chwilę wytchnienia. Poniżej trzy nasze propozycje. Jedna bliższa, dwie dalsze… Warto!

    janów Podlaski i nadbużańskie ostojeAbsolutne odkrycie. Co prawda kawałek od Krakowa (5 h jazdy), Rzeszowa (4 h), Warszawy (2,5 h) czy nawet Lublina (2 h), ale chyba w tym tkwi czarodziejski urok Janowa. Zazwyczaj kojarzymy go z słynną stadniną koni. I słusznie, bowiem nawet ostatnie poli-tyczne zawieruchy nie wymiotły koni sprzed oczu chętnych na wi-zytę wśród nadbużańskich plenerów. A jest tu pięknie. Bug rozle-wa się uroczymi meandrami, ciche wsie toną wśród nadrzecznych wierzb i wikliny, pola szumią zbożem, niosąc zapach nieodległych lasów. Odwiedzających jak na lekarstwo. I nic dziwnego. Okolice Janowa to obszar mocno peryferyjny, rozłożony gdzieś między miastami Bielsk, Radzyń, Międzyrzec, Biała, Sokołów (wszystkie te nazwy z obowiązkowym dopiskiem „Podlaski” albo „Podlaska”). Tak, jesteśmy niby na Podlasiu, ale nie tym białowieskim czy białostockim, a raczej nieco na południe, pod białoruską granicą.

    Wakacje bez smrodu zapiexów, hord wrzeszczą-cych dzieci, kolejek do wejścia? W urlopowym ra-porcie „What’s up Magazine” podpowiadamy, do-kąd ruszyć w niedaleką Polskę, aby utonąć w ciszy.

    Największą atrakcją jest podnie-siona z  ruiny do czterogwiazd-kowego standardu olbrzymia budowla – Zamek Biskupi, jeden z najgorętszych i najbardziej nie-samowitych obiektów hotelowych w  Polsce. Góruje nad Janowem (małym miastem, gdzie znajdziesz m.in. najstarszy dystrybutor paliw w Polsce, z czasów przedorlenow-skich, czyli z ery CPN-u), ale też wykrawa z niego nowe przestrze-nie. Odbudowany zamek połączono z zbudowanymi na nowo (a może odtworzonymi) czworakami (dawniej dla służby, obecnie dla gości). Tam usadowiono piętrowe, ciche mieszkanka połączo-ne wspólnym salonem, a obmalowane w polskie (folklorystyczne) i skandynawskie wzory. Między zamkiem, czworakami a strefą SPA chodzi się podziemnymi, wylanymi w surowym betonie tu-nelami. #mustsee

    Ciężkowice, gorlice, WysowaZaskakujące, że stosunkowo blisko od Krakowa (1,5 h) czy gór nie napadną nas hordy rozsiewających okruchy z kanapek szkolnych kolonii czy brzuchatych panów z wielodzietnymi familiami. Podtar-nowskie okolice Ciężkowic czy Gorlic to turystyczna terra incognita do tego stop-nia, że w  przygranicznych ze Słowacją wsiach nieopo-dal Magury Małastowskiej praktycznie znika sygnał z telefonów komórkowych. Choć opisywany tu obszar nie jest mały, to bogaty w atrakcje i ubogi w tłumy.Ciężkowice pewnie nie wy-różniałyby się niczym szcze-gólnym, gdyby nie wspa-niały rezerwat ostańców Skamieniałe Miasto – jedno z najciekawszych tego typu miejsc w  Europie. Grzyby, ambony, maczugi – to tylko niektóre z nazw charaktery-zujących te gigantyczne głazy. Okolica Pogórza Ciężkowickiego sprzyja agroturystyce: jest cicho, pusto, górzyście. Znajdźcie w sieci namiary na wspaniałe pierogi fasolowe, jakie pichci jedna z tutej-szych gospodyń. Tuż obok leżą Lusławice (tam można odwiedzić nowoczesne i dość monumentalne Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, sprawdźcie program na www.penderec-ki-center.pl) a w drugą stronę całkiem spore Gorlice. Za nimi roz-pościera się już dzika kraina, gdzie od Małastowa czy Gładyszowa (stadnina koni) wjeżdżamy w mało uczęszczane góry i docieramy

    do niemal wyludnionych połemkowskich wsi (Bartne, Krzywa, Wo-łowiec, gdzie siedzibę ma wydawnictwo Czarne Andrzeja Stasiuka), a skręcając nieco na południowy zachód, do uzdrowiska Wysowa--Zdrój. Wśród pereł polskich uzdrowisk to zdecydowanie najmniej uczęszczane. Cieszcie się ciszą, spokojem i pięknymi krajobrazami.

    Poleski Park narodowy, WłodawaZnów na wschód, i to nieco nad Lublin (4 h). Po przejechaniu tego, pięknego skądinąd, miasta oraz pobliskiej Łęcznej wjeż-dżamy w pustkę.. Droga wiedzie przez las prostą, nietkniętą skrzywieniem nitką. Obieramy kierunek Włodawa, czyli jedno z najdalszych miast na wschód, blisko białoruskiej granicy. Pole-ski Park Narodowy można minąć po lewej ręce, ale zdecydowa-

    nie lepiej jest wjechać w jego niedo-stępne ostępy. Tłuste bagna, zapach rozmokniętej ziemi, czarna gleba, las pochylony nad wodą. I wszędzie bagienna roślinność, nadająca tej mokrej okolicy klimat z subtropikal-nej dżungli. Turystów – zero. Kiedy spacerujesz lasem, nie spotykasz niemal nikogo, kiedy wychodzisz na wstrzelone w jeziora podesty – może trafisz na zakochaną dwójkę.Ekscytującym przeżyciem jest choćby kilka kroków po bagnach: noga sprę-żyście ugina się na podłożu, skrzypią wodorosty i tataraki, słychać świergot błotnego ptactwa, którego mieszka tu prawdziwa czereda. Odpocząć można w tutejszych agroturystykach, m.in. w okolicach Urszulina. Tuż obok, pod zaciszną Włodawą, gdzie sąsia-

    dują ze sobą katolickie kościoły, prawosławne cerkwie i żydow-skie synagogi, przycupnął Sobiborski Park Krajobrazowy. Pełno tu rowerowych ścieżek, spacerowych szlaków, tajemnych uroczysk i krajobrazów Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Tu już granica białoruska styka się z ukraińską, w mowie miejscowych słychać piękny, kresowy zaśpiew, po wsiach napotyka się gęsto kapliczki, domy pod strzechą, bocianie gniazda na sterczących słupach czy pojedynczych drzewach. Chce się żyć!

    Rafał Romanowski

    TłuSTe BAgnA, zAPACh rOzMOk-nIęTej zIeMI, CzArnA gLeBA, LAS POChyLOny nAD WODą. I WSzę-DzIe BAgIennA rOśLInnOść, nADAjąCA Tej MOkrej OkOLICy kLIMAT z SuBTrOPIkALnej Dżun-gLI. TurySTóW - zerO. kIeDy SPA-CerujeSz LASeM nIe SPOTykASz nIeMAL nIkOgO, kIeDy WyChO-DzISz nA WSTrzeLOne W jezIOrA PODeSTy - MOże TrAFISz nA zA-kOChAną DWójkę

    fot.

    Mar

    cin

    Kwaś

    ny

    fot.

    Mar

    cin

    Kwaś

    ny

    latobez tłumów?

  • Czerwiec/Lipiec 2018 17

    reklama

    wokół stołu

    „Lato, lato wszędzie” – po raz kolejny słyszysz w radio szlagier Formacji nieżywych Schabuff. I trafia cię szlag, ponieważ właśnie jedziesz do pracy, a perspektywa urlopu jest mocno rozmyta. nie martw się, znaleźliśmy w krakowie i okolicach kilka miejsc, w których możesz poczuć się jak na wakacjach. A do tego dobrze zjeść.Najlepszym moim zdaniem pomysłem na lato w mieście jest znalezienie sobie kawałka trawy, rozłożenie na nim koca, po czym wyciągnięcie się na tymże. Oczywiście w dobrym towarzystwie i z prowiantem: sałatką, owocami, serem, oliwkami i butelką wina. Na szczęście zielone skrawki można znaleźć także w samym centrum miasta. Wiele restauracji i knajpek ma świetne, poukry-wane w podwórkach kamienic ogródki, w jednych można zjeść, w innych lepiej ograniczyć się do przekąsek i napojów. Ale nie jedzenie jest tematem tego artykułu, a miejsca w mieście, które przeniosą nas na chwilowe wakacje. W cieniu można usiąść m.in. w Re, Zakąskach, La Campana, Trzech Papryczkach i Corleone. Wspaniały ogródki mają Meho Cafe i Mu-zeum Czapskich. Na wino warto wpaść do Cafe Lisboa. Na Kazi-mierzu – oprócz tłocznej Mleczarni – oddech złapiemy w 2 Okna Cafe i Eszewerii. Przy Błoniach można usiąść w Bezogródku bądź w oddalonym od ruchliwej al. Focha Pino. Jeżeli macie więcej czasu, wybierzcie się do Przegorzał, by podziwiać piękny widok na Kraków z tarasów restauracji U Ziyada. Szczęściarze będą mogli obserwować jedne z najciekawszych motyli – przypominające kolibry zawisaki. Jednym z moich ulubionych miejsc w Krakowie jest Stary Kleparz. Od niedawna można napić się tam też wina (Krakowski Standard), a w budce przy środkowym wejściu od strony Paderewskiego

    jedzenie pod chmurką

    przysiąść przy stoliku i zjeść kapitalne gofry i popić je pyszną kawą z palarni Dobra. To na co dzień. A kilka razy w roku dzięki Marynie Hobrzyk Kleparz zamienia się w wielką, gwarną uliczną restaurację. Na Art & Food Bazar najwspanialsze są oczywiście owoce morza i ostrygi, ale także wegetarianie i kulinarni tradycjo-naliści znajdą coś dla siebie. – Mam ogromny sentyment do Kle-parza – mówi Maryna. – Udało mi się stworzyć małą społeczność wokół Art & Food Bazar: to stali bywalcy, zarówno mieszkający nieopodal, jak przyjeżdżający tu spod Krakowa. Cieszy mnie, gdy widzę te same osoby, które przychodzą ze znajomymi, żeby spędzić tu niedzielę – dodaje. Okazja do sprawdzenia, na czym polega fenomen picia wina na targowym straganie, nadarzy się 24 czerwca, 22 lipca i 9 września.W niedzielę 24 czerwca na Zabłociu działalność zainauguruje Stacja Wisła. Otwarcie będzie huczne: w programie Hau Hau, czyli psie poka-zy i targi dizajnu dla czworonogów oraz sporo atrakcji dla najmłodszych. – Do tego przez całe lato organizować będziemy kino letnie i prze-różne warsztaty – zapowiada prowadzący Stację Michał Szymański. – Restauracja jest co prawda dość mała, bo na około 30 miejsc, ale myślę że sporo krakowian przyjedzie do nas na piknik: je-dzenie będzie można zabrać do parku w wiklino-wych koszykach i bez zbytnich ceregieli usiąść na kocu – zaprasza do parku Zabłocie Michał.W letnie weekendy warto też zerknąć też do

    innych krakowskich parków, gdzie odbywać się będzie Piknik Krakowski. Tego, czego nie zabraknie, to pysznego jedzenia i nie-zliczonych atrakcji dla małych i dużych. Letnie weekendy między 11.00 a 17.00 to idealny czas, aby odwiedzić krakowskie parki i skorzystać z wyjątkowej oferty warsztatów, zajęć dla dzieci, zajęć sportowych i różnego rodzaju animacji, które sprawią, że z pewnością nie będziecie się nudzić. Rozpoczynamy już 2 czerw-ca piknikiem w parku Krakowskim. Będzie to wspaniała okazja, aby zobaczyć nowe oblicze parku znajdującego się w samym sercu Krakowa.Piknik Krakowski wędruje przez całe wakacje i pojawia się w róż-nych krakowskich parkach: 23 czerwca w parku Jordana, 24 czerw-ca w parku Jerzmanowskich, 30 czerwca, 7, 14, 21 i 28 lipca w parku Bednarskiego, 1, 8, 15, 22 i 29 lipca oraz 2 września w parku Kra-kowskim, 5, 12, 19, 26 sierpnia w parku Decjusza, a 4, 11, 18 i 25 sierpnia zagości nad Zalewem Nowohuckim.

    Magda Wójcik

    fot.

    Agn

    iesz

    ka F

    iejk

    a / P

    ikni

    k K

    rako

    wsk

    i

  • www.whatsupmagazine.pl18 siedem uciech głównych

    Powitanie lata na kopcu KrakaWiosna długo nie mogła się w tym roku zde-cydować na przyjście i po zaledwie paru nie-śmiałych sygnałach niespodziewanie wybu-chła z całą mocą, feerią kolorów, obezwład-niającymi zapachami i bujnością. Bzy w kwietniu, truskawki i czereśnie w maju, zdać by się mogło, że to już lato bezczelnie się wprasza. I będzie okazja radośnie je przywitać 21 czerwca na kopcu Kraka, gdzie co roku o świ-cie zbierają się krakowianie, którym niestraszna wczesna pora, a miłe malownicze obrazy.

    Krakowskie księgarnie są na medal!kraków jest Miastem Literatury uneSCO, ale i bez tego prestiżowego tytułu oddychałby literaturą. Za nami najważniejszy festiwal poezji, Festiwal Miłosza, przed nami kolejne wielkie literackie imprezy. Swoją dawkę literatury nałogowi czy-telnicy dostają w krakowskich księgarniach, które stały się żywymi centrami kultury – tu słowo wielbi się na wiele sposobów: na spotkaniach autorskich, dyskusjach, minikoncertach, warszta-tach. Chodźmy szlakiem krakowskich księgarni: Massolit, Lokator, De Revolutionibus, Literacka, Italicus, Bonobo, Bona, żeby wymienić choć kilka, gdzie świetnym książkom towarzyszy aromat kawy, perfekcyjnie dopełniającej lekturę.

    Szalom na SzerokiejPrzełom czerwca i lipca to czas Festiwalu kul-tury żydowskiej, wypełnionego spotkaniami, warsztatami, koncertami, wystawami i pro-jekcjami filmowymi. Festiwal przywraca pamięć o wielokulturowym charakterze dawnego Krakowa i pozwala pozna-wać i celebrować żydowską kulturę i tradycje. Festiwal wieńczy zawsze ekstatyczny „Szalom na Szerokiej”, gromadzący na finałowym koncer-cie wielotysięczny barwny tłum ludzi z całego świata, którzy wspólnie tańczą i śpiewają długo w noc. Nie można przegapić!

    Tańce, hulanki, swawolenieodżałowany Miejsce Bar na krakowskim kazimierzu, gromadzący przez lata bardzo liczne i bardzo zróżnicowane grono, nadal przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o swoich ulubionych miejscach w krakowie. Może to wyraz krakowskiego spleenu, który każe tęsknić za czymś przeszłym. Nie znaczy to jednak, że nie umiemy się tu bawić! Jest gdzie potańczyć, a jakże! Barka na Wiśle, tłumne i roz-tańczone Teatro Cubano, a dla poszukujących egzotyki pachnącej czasami PRL jest Feniks, gdzie zdaje się, że czas się zatrzymał w trakcie wesela, ale parkiet tętni życiem, z głośników płyną i hity Andrzeja Zauchy i „Biełyje rozy”, śpiewane na żywo. To zupełnie inny, nie pocz-tówkowy Kraków, ciekawostka, którą warto zobaczyć na własne oczy, jeśli się ma poczucie humoru i zdrowy dystans.

    Cisza, czyli luksusLubię miejsca, w których można się zaszyć. Absolutnym numerem jeden jest ogród Me-hoffera przy domu józefa Mehoffera, zapro-jektowany niegdyś przez samego artystę i pieczołowicie odtworzony przez Muzeum narodowe w krakowie.Idealne miejsce, by w samym centrum mia-sta utrzymać kontakt z naturą, niezbędny dla twórczej wyobraźni, jak twierdził sam twórca „Dziwnego ogrodu”. Na kawę, randkę, spokojną chwilę z książką, albo tylko po to, by pogapić się w niebo – zawsze warto.

    Dolne Młyny – od zmierzchu do śwituBrakowało takiego miejsca w sercu krakowa. Miasto w mieście, powiew kosmopolityczne-go centrum, mekka dla zmęczonych rynkiem i kazimierzem. Kawiarnie, restauracje i kluby, które zaludniły przestrzeń po dawnej fabryce tytoniu, odmie-niły charakter dzielnicy. Jak grzyby po desz-czu wyrastały kolejne miejsca, również poza kompleksem Dolne Młyny. Atmosfera zmienia się wraz z porami dnia, można zacząć od kawy i śniadania i nie opuścić zabudowań kompleksu do zmierzchu, a w weekendy nawet do świtu, wędrując od Międzymiastowej przez Veganic, Strefę, ZetPeTe, a na finał odwiedzić kilka miejsc ze świetną muzyką.

    kawiarnie, tańce, księgarnie i zieleń. O swoich ulubionych sposobach na spędzanie wolnego czasu w krakowie opowiada Olga Brzezińska – prezeska Fundacji Miasto Literatury, dyrektorka programowa Festiwalu Miłosza i Dni Tranströmerowskich.

    siedem uciech głównych...

    fot.

    Agn

    iesz

    ka F

    iejk

    a / N

    ajed

    zeni

    Fes

    t!

    BulwaryPewnie nie ma nic oryginalnego w upodoba-niu do bulwarów w mieście położonym nad rzeką, ale to miejsce dla amatorów różnych aktywności i atrakcji. Można rozpocząć dzień porannym bieganiem lub zakończyć wieczornym. Długie space-ry wzdłuż rzeki nigdy chyba się nie znudzą. Od strony Podgórza warto odwiedzić znako-mite Fabrykę Schindlera i Cricotekę, zatrzymać się na chwilę w Cawie czy Drukarni, spotkać ze znajomymi w Forum Przestrzenie lub wypić herbatę na tarasie Muzeum Manggha z wido-kiem na Wawel.

    fot.

    Piot

    r Ban

    asik

    fot.

    Piot

    r Ban

    asik

  • Czerwiec/Lipiec 2018 19prezentacja

    Lato z galerią krakowską

    będą mogli wspólnie kibicować naszej reprezen-tacji podczas meczów wyświetlanych na żywo.W  czasie trwania Mistrzostw Świata FIFA™ goście Galerii Krakowskiej będą mogli rów-nież oglądać wystawę fotograficzną „W kadrze Marka” autorstwa śp. Marka Wielgusa, byłego współpracownika tygodnika „Sportowiec”, wy-dawcy pisma sportowego „Mecz” oraz byłego wiceprezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wystawa to 70 unikatowych zdjęć z czterech Mundiali. Na fotografiach kibice zobaczą naj-wybitniejszych polskich zawodników i trenerów, a także gwiazdy światowego futbolu. Wystawę będzie można oglądać od 14 czerwca do 15 lipca w godzinach otwarcia Galerii Krakowskiej.

    Squash & Fit Festiwal 2018W pierwszych dniach lata miłośnicy squasha i fitnessu będą mieli swoje święto. W dniach 21–23 czerwca na placu jana nowaka-jezio-rańskiego przed galerią krakowską odbędzie się Squash & Fit Festiwal 2018. W wydarzeniu będą uczestniczyć światowe gwiazdy squasha oraz polskie gwiazdy propagujące styl życia fit.Mimo że squash nie jest jeszcze wpisany przez Ministerstwo Sportu na oficjalną listę dyscy-plin sportowych, to w Polsce cieszy się on coraz większą popularnością. W dniach 21–23 czerw-ca na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego przed Galerią Krakowską zostanie rozegrany  Finał Drużynowych Mistrzostw Polski w Sq