Rodziewiczówna Maria - Barbara Tryźnianka

Download Rodziewiczówna Maria - Barbara Tryźnianka

Post on 06-Sep-2015

215 views

Category:

Documents

2 download

Embed Size (px)

DESCRIPTION

Popularna powiesc obyczajowa o przemianie i milosci, osadzona w srodowisku naszej arystokracji przelomu XIX i XX wieku, opisywanej przez Rodziewiczwne wielokrotnie ze zrozumieniem i znawstwem. Bohater, mlody hulaka i utracjusz, staje przed nie lada wyzwaniem. Jesli w ciagu dziesieciu lat stanie sie wartosciowym czlowiekiem, odziedziczy majatek po wuju. Wykonawczynia testamentu ma byc tajemnicza Barbara Tryznianka...

TRANSCRIPT

<ul><li><p>MARIA RODZIEWICZWNA </p><p>BARBARA TRYNIANKA </p><p>WARSZAWA 1914. GEBETHNER I WOLFF </p></li><li><p>Czarny jamnik Tomka Gozdawy, Kret, goni zajca. Bya to ucieszna gonitwa. Stojc na wzgrku, Tomek si temu przyglda nie kwapic si. Nie kwapi si te szarak, </p><p>kicajc od niechcenia przez kartofle, w ktre Kret zapada i nikn, e tylko jego dyszkant zziajany oznacza miejsce, gdzie si telepa na swych pokracznych krtkich nkach. By dzie wrzeniowy pogodny, czerstwy, pachncy rol bardzo srebrnobkitny od nieba do ziemi. Szmat pl, gajw, k, ludzkich osiedlisk wida byo z tego wzgrka, na ktrym myliwy sta, pali papierosa, i z cicha pogwizdywa, czekajc cierpliwie, e mu mdry Kret zwierzyn obrci i nagoni. </p><p>Dwr rodzicielski, Zagaje, widzia Tomek jak na doni, i ssiednie erniki Puaskich, i myn w Rudzie, i Drobin, folwarczek starego geometry Wertyka, i na horyzoncie czarn lini borw rzdowych cay dobrze sobie znany od dziecistwa krajobraz. </p><p>Nic si nie zmieni przez ten rok ostatni, ktry Tomek spdzi za granic, oficjalnie na studiach, przestudiowa nawet wakacje, bo oto dopiero wczoraj wrci pod dach rodzinny i po strasznej burzy domowej ju rano drapn w pole od gronej miny ojca, ez matki i krytycznego milczenia starszego brata, gospodarujcego od lat ju paru w Zagajach. </p><p>Nawet jedyna siostra, Terka, siedemnastoletnia jego sojuszniczka i powiernica, bya przekabacona przez oburzon rodzin i traktowaa go ozible. </p><p>Rano zawoa wic Tomek Kreta, wzi flint od lokaja i poszed na kuropatwy, mwic niefrasobliwie: Niech si przeodkuj. Zrazu bagatelizowa rzecz ca, ale w miar mylenia wszelkie wczoraj usyszane zarzuty, wymwki, moray i krytyka budziy w nim oburzenie i ch obrony. Czu w sobie dwie istoty jedn potakujc niemiao rodzinie, drug zuchwa, bezczeln, wygadan, zbrojn w mnstwo argumentw. Ta druga dogadzaa mu, wic pozwala jej mwi w swym wntrzu i nabiera od niej zej mocy. </p><p>Przede wszystkim jakim prawem tych dwoje starych durniw, ktrzy go spodzili, moralizuj go, karc, nakazuj, zabraniaj y, jak mu si podoba! On o ycie ich nie prosi. Jest dziki nim na wiecie, wic niech mu daj rodki do ycia, a nie, to niech mu wydziel jego cz i nie wtrcaj si do jego czynw. Od dwch lat jest penoletnim i nie da si traktowa jak smarkacz. Nie uczy si, bo mu si nie chce, a wydaje pienidze, bo tak mu si podoba. </p><p>Stryj Tomasz w Paryu ma miliony. Jak korknie*, to pozatykaj dziury w Zagajach, a zreszt po co stary dugw tyle narobi, Tomek go do tego nie upowania. Stary mia pewnie te fantazje i gusta, z ktrych jemu czyni krymina. Albo ten cnotliwy Wadek! Wystarcza mu Jewka z myna, a stara si o Puask, a raczej o jej posag, i to mu chwal. Tomek kobietom paci albo je darmo dostaje, jak s z towarzystwa. Albo stara i ta mu cnot i prac gow zawraca. Pewnie! Bya bogat pann, wysza za m i co wicej robia? Przyjmowaa goci lub jedzia w gocin. Suby w domu ma peno, cigle tylko innych sdzi i potpia, a tyle wie o yciu, co ostryga. </p><p>Tomek w zwykym stanie rzeczy rodziny nie kocha i nie dba o nikogo, teraz poczu do nich nienawi i dzik mciwo. </p><p>Myl jego posza w kierunku odwetu. Ojciec zapowiedzia wczoraj stanowczo, e na dalsze ksztacenie za granic nie da ani </p><p>grosza, co znaczyo, e bdzie internowany w Zagajach na czas nieokrelony. Tomek wsi nie cierpia; potrzebowa miasta, knajpy, hulaszczej kompanii, miostek i prniaczenia w gorczkowym otoczeniu miejskiego wiru. </p><p>O ile do nauki, statku, pracy nie mia adnej woli ani powoania, o tyle, gdy chodzio o przeprowadzenie jakiej swawoli, fantazji lub zoliwego figla, mia w sobie niewyczerpany zasb pomysw i zawzito piekieln w ich wykonaniu. </p><p>Powoli cay plan kampanii stan mu jasno w duszy. </p><p>* korkn umrze </p></li><li><p>Najprzd na zo matce zbaamuci cay eski personel dworu; na zo Wadkowi postara si, by panna Puask dowiedziaa si dokumentnie o Jewce; na zo ojcu narobi dugw w miasteczku. </p><p>Poyczy mu kady yd, a ju najchtniej geometra Wertyk, ktry z Zagajami cae ycie jest na stopie wojennej o jakie dwie morgi ki granicznej i o ssiedzkie sprawy szkodne. Obrzydnie im wszystkim, sada zaleje za skr, postrzela nawet pawie Terki. </p><p>Zelao mu w duszy, gdy to postanowi, i obejrza si, co porabia Kret. A Kret wanie dziamdzia dyszkantem za granic Zagajw na gruntach Wertyka. Tomek </p><p>zszed z pagrka i przeci lini do brzozowych gajw, w ktrych si kry dworek Drobiny, pewny, e zajc tamtdy pjdzie. Jako nieszczsny szarak, nie dbay o psa, nie uwaa na myliwego, i zwyk sw ciek sun ku gajom. Tomek przypuci go na strza i paln. Zajc wyskoczy raz ostatni i pad na miedzy, trafiony celnie. Kret podnis wrzask triumfalny, a myliwy podszed do zdobyczy, gdy spod osony zaroli wyszed drab snisty ze strzelb i blach lenej stray na piersi i pierwszy stan przy ubitym zajcu. </p><p> Strzelb odda i poda nazwisko do sdu rzek podniesionym gosem. Cooo? zagadn go Tomek. A to, co pan sysza. Tomek zawrza, ale si pohamowa i rzek: We, chamie, zajca i marsz do dworu! Rozmwi si z dziedzicem, i za kar </p><p>jeszcze mi kota odniesiesz do Zagajw. Pokae si! mrukn gajowy, odpdzajc Kreta, ktry tarmosi zajca. Tomek wyszed na poln droyn w gaj i po chwili ujrza dworek drewniany, otoczony </p><p>sztachetami, prawdziw drobin. By prawie rad wydarzeniu. Zobaczy Wertyka, rozgada si. Stary by plotkarz, pieniacz i </p><p>poktny doradca, musi go sobie zjedna i urobi na sprzymierzeca przeciw rodzinie. Dziedzic w domu? spyta przez rami gajowego. Dziedziczk mamy! tamten oburkn. Co, oeni si pan Wertyk? A tak, z Piaseck z grki pod kocioem. Tomek na mwicego si obejrza. Jak mwisz? Ano jeszcze w pocie umar. To kto tu jest w Drobinie? Dziedziczka, pani Malecka. Kupia od siostry pana Wertyka, aptekarzowej. To zupenie zmienio pooenie, ale cofa si nie wypadao, wic Tomek przekroczy z </p><p>dobr min furtk i stan przed gankiem domku. Na podwrzu uczyni si rejwach. Kret przeposzy stado pantarek i wystraszy kilkoro </p><p>dzieci, bawicych si na trawie; nastpnie z bezczelnoci, jamnikom waciw, rzuci si do walki na zby z duym owczarskim psem. Powsta haas i popoch i na to wysza z domu kobieta niemoda, wysoka i tga, w fartuchu z grubego ptna i w chustce na gowie, przecitna kolonistka z wygldu. Dzieci rzuciy si do niej jak pisklta do kury, a Tomek uchyli kapelusza bardzo lekko. </p><p> Czego pan potrzebuje? spytaa. Ubiem na granicy zajca i wpadem w konflikt z tym tam Prosz pani o ocenienie </p><p>zwierzyny, zapac i niech mi go ten do Zagajw doniesie. Jestem Gozdawa. Kobieta, nie odpowiadajc mu, rzucia w gb domu krtki rozkaz: Jziu, zabierz dzieci </p><p>na obiad potem drugi do gajowego: Wy, Janie, wecie na acuch Madeja, a dopiero potem zwrcia si do Tomka. </p><p> Nie rozumiem, o co panu chodzi. O tego zajca, zagrabionego mi przez tego chopa. </p></li><li><p> Co to byo, Janie? A to, panicz z Zagajw ubi kota na naszym gruncie, flinty odda mi nie zechcia bo, </p><p>powiada, odniesiesz mi zwierzyn do Zagajw, gdy si z waszym dziedzicem zobacz. A dlaczego mj gajowy ma panu odnosi zwierzyn u mnie zabit? Myl, e pani w ssiedztwie za takie drobne uchybienie nie zechce rozpoczyna </p><p>akcji zaczepnej? Ten zajc pewnie tego za drobne uchybienie nie uwaa, a akcj zaczepn pan rozpocz. </p><p>Jan speni swj obowizek, a ja panu oddam tego zajca tylko niech pan wicej na moim gruncie nie poluje, bo uznaj zasad, e sabe, bezbronne stworzenie zabija jest nie drobnym uchybieniem, ale dzik rozrywk prniacz. Jan na ten wyrok rzuci zajca na ziemi pod nogi Tomka i odszed. Wrcia te do domu kobieta, a myliwy po chwili namysu splun z pasj i kopnwszy nieszczsnego szaraka wyszed za furtk. </p><p>By tak wcieky, e wysucha jak ak moraw i babinie naurga, i przez dug chwil na ni skierowa ca pasj i nawet o rodzinie zapomnia. </p><p> Jutro i co dzie bd jej pod nosem polowa ciekawym, co mi ta wiedma zrobi! odgraa si w duchu. </p><p>By ju daleko, na swoich gruntach, gdy si obejrza: nie byo Kreta. Z caych Zagajw Tomek naprawd lubi tego psa, ktrego szczeniciem przywiz z </p><p>Niemiec i ktry do niego by bawochwalczo przywizany. Zacz gwizda, upatrywa go w kartoflach, chcia wrci, a usysza zduszone sapanie i ujrza pokracznego psiego kara, jak mozolnie za nim poda wlokc wikszego od siebie zajca. </p><p>Mogli si ludzie kci, sdzi, prawowa, Kret nie darowa tak ciko zapracowanej zdobyczy i z triumfem dowlk j do pana. </p><p>Wtedy zziajany, dumny, spocz i patrzc w oczy myliwemu radonie skomla i poszczekiwa, opowiadajc swe trudy i zwycistwo. I Tomek raz pierwszy od przybycia do Zagajw rozemia si i yczliwie psa pogaska. Ale teraz naleao wraca do domu. Pora obiadowa dawno mina, godno byo. Zreszt, co dalej robi na tym obrzydliwym, monotonnym, pustym polu. Tomek ju si nudzi i pomyla ze zgroz, e zaledwie mina doba, jak przyjecha. </p><p>Bez planu i myli ruszy przed siebie, i jak ze snu zbudzi go turkot. Obejrza si. Droga bya o kilkanacie krokw, a w powozie pozna Strayca. Byo to rozwizanie wszelkich kwestii. Obiad, hulanka, wylanie ci na rodzin, wszystko w osobie ssiada, niemodego </p><p>kawalera, ktry rywalizowa z Wadkiem o bogat jedynaczk Puaskich. Stan wic Tomek na drodze i z umiechem powita Strayca. Stangret na skinienie pana konie wstrzyma. Tomek do powozu si zbliy. A, witam, witam. Dawno pan w domu? Od wczoraj ju. Na dugo? Nie wiem dzi bym wyjeda. A pan do ernik? Nie. Byem w Rudzie konia targowa i wracam. Siadaj pan, pogadamy o Berlinie! Ale Tomek zaledwie si znalaz w powozie, rzek: Lkam si nawet pomyle o zagranicy w ogle o wiecie, bo si tu chyba z nudy </p><p>powiesz. Boe, jak tu ludzie y mog! Wszdzie mona y! umiechn si Strayc cynicznie. Bo uwaaj pan: </p><p>dziewczta adne jak kwiaty s wszdzie, partnera do kart znajdziesz i tu, kuchni dobr mie mona, wino te, a teatr masz gotw w kadym dworze, bezpatny. </p><p> atwo panu mwi. ebym by panem w Zagajach, to bym te ycie urzdzi znonie. </p><p> Odbij pan bratu Puask i osid w ernikach. </p></li><li><p> A pan? Ja spasowaem. Naprawd? Dlaczego? Stara jest straszna. Nie winszuj panu Wadysawowi teciowej. Zreszt, ten wielki </p><p>posag to blaga, a erniki rudera. Ano, to i nie warto odbija bratu Puaskiej zamia si Tomek. Troch cierpliwoci, mody czowieku. Stryj milioner, nie chybi. Gdziecie ubili </p><p>zajca? W Drobinie. Miaem awantur z now wacicielk. Nie wiedziaem, e Wertyk umar. Szlag go trafi. Ta jaka Malecka czy Malicka podobno kuta baba. ydy j bardzo </p><p>honoruj. Ma grube pienidze. Dziwne! Wyglda na straganiark. Jakoby wdowa po handlarzu wi. Taka hoota teraz panuje. Ludzie z kultur musz si </p><p>ze wsi wynosi albo skapcanie. C tam piewaj wesoego, nowego w tinglach*? Mam tego zbir spory. Das vierte Geschlecht* w modzie. Et, wistwo. DusiMusi jest jeszcze w Olimpii? Jest, i nowa gwiazda Merico, Meksykanka. A to dobry traf, em pana spotka. Po obiedzie mam mie Chojnowskiego i doktora </p><p>Sabiskiego, ale na kolacj bdziemy sami i damy. Damy? Ano, tak! westchn Strayc. Miaem si przecie eni, wic musiaem przygotowa </p><p>dla ony zdoln modniareczk, pokojow i gospodyni. Nie mog biednych pracownic wyrzuci na bruk, gdym si rozmyli eni. Nieprawda? Byby po socjalnych* gazetach wrzask na ucisk i wyzysk pracy przez kapita. No, wic dobywaj roku, a e na zim wybieram si do Woch, wziem Woszk korepetytork, bo si kraju nie pozna bez znajomoci jzyka. I tak zebrao si panienek cztery. Spojrzeli na siebie i zamieli si. Tomkowi pochlebiao koleestwo z tak wytwornym czowiekiem i nie chcc pozosta w tyle, zacz opowiada o swoich zagranicznych zdobyczach, a Strayc sucha, dorzucajc pieprzn uwag lub cyniczny dowcip i tak w doskonaych humorach zajechali do Bielin. </p><p>Rezydencja bya okazaa, paacyk elegancki, suba wytworna. Zaraz po nich zajecha pod ganek brek Chojnowskiego z Rudzieca, a w nim doktor </p><p>Sabiski i jaki obcy mczyzna, ktrego Chojnowski przedstawi: Pan Ruchno, rodak z Ameryki. Strayc do lekko przywita obcego, mylc: Ile te ten ordynus* musi mie tysicy, kiedy go Chojnowski obwozi. I skd si to </p><p>wzio. Po paru chwilach rozmowy lokaje oznajmili obiad i towarzystwo obsiado st jadalny w sali udekorowanej trofeami owieckimi i zdobnej w dbowe, stylowe meble. </p><p>Ruchno jeszcze nie przemwi sowa. Oczy jego, bardzo bystre, taksoway zda si wszystko i kadego. Przy stole par razy rzuci wzrokiem na Tomka, ktry obok niego siedzia, a wreszcie spyta: </p><p> A pan w czym robi? Chopak, zaskoczony znienacka, sekund myla, potem chcia odpowiedzie konceptem, </p><p>ale stalowe, przenikliwe oczy ssiada go powstrzymay. Ja jeszcze studiuj. Jeszcze? Za dugo tutaj si ludzie ucz. Mas kapitau si na to zatraca. Pan dawno w Ameryce? * tingel knajpa, w ktrej wystpuj tancerze, pieniarze </p><p>* Das vierte Geschlecht modna piosenka pt. Trzecia pe (dos.: czwarty rodzaj) </p><p>* socjalny tu: socjalistyczny </p><p>* ordynus grubianin, cham </p></li><li><p> Od dziecka. Starzy wyemigrowali. Nie zapomnia pan jednak mowy. Kobiety pilnoway. Matka, potem ona. Odpowiedzi paday krtkie, jasne, spieszne. Ruchno jakby telegrafowa sowami drogimi i </p><p>jakby mu byo bardzo spieszno. Prdko te jad. Podoba si panu tutaj? coraz ciekawiej pyta Tomek. Mona tu robi duo dobrych interesw. Pan Ruchno chce tu kupi majtek! ozwa si Chojnowski. Czy pana tu kto skierowa specjalnie? zagadn Strayc. Byem w Warszawie w interesie naszej firmy. Ojciec mi poleci odszuka krewnych, tu, </p><p>w Rudziecu. Wic panowie krewni z panem Chojnowskim. Nie. Brat ojca by kowalem we wsi, odnalazem jego syna i dwie crki. Ach, tak! Musieli si bardzo wizyt ucieszy. Zawsze nie tyle, jak gdybym by umar bezdzietnie. W kadym razie to los dla tych ludzi, taki amerykaski bogacz w rodzinie. Jak zechc pracowa, to ich popchn. To dla nich pan chce kupi majtek? Dla nich i dla innych chopw. Na parcelacj zatem. Ale to interes do mudny, zajmie panu sporo czasu. Mj czas za drogi. Jeli kupi, zostawi tu kogo taszego. Tu tyle ludzi nic nie robi. A pan jest pewny susznego sdu o kadej pracy? spyta Strayc z umiechem </p><p>pogardliwej wyszoci. To bardzo atwo. Kada praca daje rezultat, wic czowiek ma oczy, patrzy i sumuje. Tak, to bardzo amerykaski sposb sdzenia. Chop jestem, po chopsku rozumiem. Chop jest potg, co wykwita w z chwil rzek doktor Sabiski. Dlaczego? spyta Ruchno. Trafia na epok orgii materializmu i uycia. Moda, wic si zgangrenuje atwiej. A tom wpad myla Tomek. Miao by wino, kobiety i piew, a tu te dziady </p><p>filozofuj. Pechowaty mam dzie. Nudzi si i przesta sucha, co mwiono. Co go te dysputy mogy obchodzi. Dobrze zjad, wypi, chcia si bawi. Mia zamiar po obiedzie wymkn si do parku i poszuka owych suebnic Strayca, gdy </p><p>w chwili, w ktrej wstawano od stou, gospodarz mu szepn: Zajmij pan przez godzin tego Ruchn. Mam poufn spraw z tamtymi. Potem wieczr </p><p>nasz. Wic gdy panowie zasiedli do kart, Tomek znalaz si w ogrodzie, ale z Amerykaninem, </p><p>ktry zapali ogromne cygaro i lustrowa wszelkie kty sadu jak sekwestrator*. Rzuca te w dalszym cigu lapidarne uwagi. </p><p> Chrzan tu naleaoby plantowa. Owoce nie wytrzymaj konkurencji klimatycznej nawet z Francj. A chrzan na eksport do Woch daby szalone rezultaty. </p><p>Gdy Tomek milczeniem wszystko zbywa, Ruchno wprost go zagadn: A pan agronomi studiuje? Nie, jestem na politechnice. Macie fabryki w majtku? Nie, ale nie lubi roli. To sprzedajcie ziemi. * sekwestrator urzdnik pobierajcy zalege podatki i opaty </p></li><li><p> Ojciec jeszcze yje i rzdzi! Aha, dziedziczno. Jeszcze jedna polska klska. To was gubi szlacht na roli. P </p><p>wieku nic nie robicie, czekacie! To wszystko: muzeum! Panopticum! rozemia s...</p></li></ul>