jorge luis borges - fikcje

Download Jorge Luis Borges - Fikcje

Post on 06-Jan-2016

489 views

Category:

Documents

83 download

Embed Size (px)

DESCRIPTION

Polskie tłumaczenie tomu opowiadań Borgesa "Fikcje" z 1944 roku.

TRANSCRIPT

  • 3

    SPIS RZECZY

    OGRD O ROZWIDLAJCYCH SI CIEKACH

    Prolog ........................................................................................................................... 9 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Tlon, Uqbar, Orbis Tertius ......................................................................................... 11 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Poszukiwanie Al-Mutasima ......................................................................................... 29 Przeoy Andrzej Sobo-Jurczykowski

    Pierre Menard, autor Don Kichota .......................................................................... 36 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Koliste ruiny . . . ........................................................................... . . 46 * Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Loteria w Babilanie....................................................... ' ............................................. 52 Przeoy Stanisaw Zembrzuski

    Analiza twrczoci Herberta Quaina .......................................................................... 59 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Biblioteka Babel . , .......................................................................................... 65 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Ogrd o rozwidlajcych si ciekach ........................................................................ 74 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    TWORY WYOBRANI

    Prolog ........................................................................................................................... 89 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    Pamitliwy Funes ......................................................................................................... 91 Przeoy Stanisaw Zembrzuski

  • Blizna ............................................................................................................................. 100 Przeoy Stanisaw Zembrzuski

    Temat'zdrajcy i bohatera .............................................................................................106 Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski

    mier i busola ............................................................................................................. 111 Przeoya Kalina Wojciechowska

    Tajemny cud . . . ^ . . . . . . . . 124

    Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski Trzy wersje Judasza ............................................................................................ 131

    Przeoy Andrzej Sobol-Jurczykowski Zakoczenie ................................................................................................................. 137

    Przeoya Kaina Wojciechowska Sekta Feniksa . .........................................................................................................141

    Przeoy Andrzej Sobo-Jurczykowski Poudnie . . ................................................................................................................ 145

    Przeoy Kazimierz Piekarec

  • 6

    PROLOG

    Osiem opowiada tej ksiki nie wymaga szerszego wy- janienia. sme (Ogrd o rozwidlajcych si ciekach) jest kryminalne; jego czytelnicy bd wiadkami dokona- nia i wszystkich przygotowa do zbrodni, ktrej cel znaj, ale ktrej nie zrozumiej, jak sdz, do samego koca. Inne s fantastyczne. Jedno Loteria w Babilonie nie jest cakowicie wolne od grzechu symbolizmu. Nie je- stem pierwszym autorem opowiadania Biblioteka Babel; ciekawi jego historii i prehistorii mog zajrze na pewn stronic 59 numeru miesicznika Sur", na ktrej widnie- j tak rnorodne nazwiska, jak Leucyp i Lasswitz, Lewis Carroll i Arystoteles. W Kolistych ruinach wszystko jest nierealne; w nocie Pierre Menard, autor Don Kichota nie- realny jest los, jaki narzuca sobie bohater. Wykaz utwo- rw, ktre mu przypisuj, nie jest zbyt zabawny, ale nie jest arbitralny; jest wykresem jego umysowej biografii...

    Ukadanie obszernych ksiek to pracowite i zuboaj- ce szalestwo: rozwijanie na piciuset stronach idei, kt- rej doskonay ustny wykad zajmuje kilka minut. Lepiej udawa, e takie ksiki ju istniej, i przedstawia ich streszczenie, komentarz. Tak postpi Carlyle w Sartor Resartus; Butler w The Fair Haven; dziea te posiadaj t niedoskonao, e s rwnie ksikami nie mniej tautologicznymi ni inne. Poniewa jestem bardziej roz- sdny, bardziej nieporadny, bardziej leniwy, wolaem na- pisa noty o ksikach urojonych. S to: Tln, Ubar,

  • Orbis Tertius; Analiza twrczoci Herberta Quaina; Po- szukiwanie Al-Mutasima. Ostatnia pochodzi z roku 1935; niedawno czytaem The Sacred Fount (1901), ktry w ogl- nych zarysach jest by moe analogiczny. W tej subtelnej powieci Jamesa narrator bada, czy na B wywiera wpyw A czy C; w Poszukiwaniu Al-Mutasima przeczuwa on lub odgaduje poprzez B odlege istnienie Z, ktrego B nie zna.

    Buenos Aires, 10 listopada 1941

    Jorge Luis Borges

  • 8

    TLON, UQBAR, ORBIS TERTIUS

    i

    Zawdziczam odkrycie Uqbaru poczeniu lustra i ency- klopedii. Lustro niepokoio gbi korytarza pewnej willi na ulicy Gaona w Ramos Mejia; encyklopedia nosi oszu- kaczy tytu The Anglo-American Cyclopaedia (New York, 1917) i jest przedrukiem rwnie dosownym jak nudnym Eneyklopaedia Britannica z 1902 r. Zdarzyo si to jakie pi lat temu. Bioy Casares, ktry owego wieczoru jad ze mn kolacj, mwi o moim pomyle powieci w pierw- szej osobie, w ktrej narrator, opuszczajc lub deformu- jc pewne fakty, popadby w liczne sprzecznoci: pozwoli- yby one niektrym czytelnikom bardzo niewielu czy- telnikom na odgadnicie okrutnej czy banalnej rzeczy- wistoci. Z odlegej gbi korytarza ledzio nas lustro. Odkrylimy (pn noc odkrycie takie jest nieuniknione), e lustra maj w sobie co monstrualnego. Bioy Casares przypomnia wwczas, e jeden z herezjarchw Ubaru uwaa, i lustra i kopulacja s wstrtne, jako e pomna- aj ilo ludzi. Zapytany o pochodzenie tej zaskakujcej opinii odpowiedzia, e The Anglo-American Cyclopaedia zamieszcza j w artykule o Ubarze. W willi (ktr wy- najmowalimy wraz z umeblowaniem) znajdowa si eg- zemplarz tego dziea. Na ostatnich stronach tomu XLVI znalelimy artyku o Uppsali; na pierwszych tomu XLVII artyku Ural-Altaic Languages, natomiast ani jednego so- wa na temat Ubaru. Bioy, zdziwiony, sprawdzi tomy indeksu; prbowa na prno wszystkich moliwych gra

  • 9

    fii: Ukbar, Ucbar, Ooqbar, Oukbahr... Zanim odszed, po- wiedzia, e chodzio o region Iraku czy Azji Mniejszej. Wyznaj, e przyjem to wyjanienie z pewnym zakopo- taniem. Doszedem do wniosku, e ten nie wzmiankowa- ny kraj, ten anonimowy herezjarcha, by fikcj zaimpro- wizowan przez skromno Bioya, aby uzasadni pewne zdanie. Poszukiwania, w rezultacie jaowe, w jednym z atlasw Justusa Perthesa, utwierdziy mnie w tej wt- pliwoci.

    Nastpnego dnia Bioy zatelefonowa do mnie z Buenos Aires. Powiedzia, e ma przed oczyma artyku o Uqbarze, w XLVI tomie encyklopedii. Imienia herezjarchy nie byo, ale bya wzmianka o jego doktrynie, i to w sowach pra- wie identycznych z tymi, ktre zacytowa, o ile nie sab- szych by moe pod wzgldem literackim. Bioy zacy- towa z pamici: Copulation and mirrors are abominable. Tekst encyklopedi mwi: Dla jednego z tych gnostykw wszechwiat widzialny jest zudzeniem lub cilej sofizmatem; lustra i ojcostwo s obrzydliwe (mirrors and fatherhood are abominable), gdy zwielokrotniaj go i po- wikszaj." Powiedziaem mu, zgodnie z prawd, e cht- nie zobaczybym ten artyku. Kilka dni pniej przynis mi go. Zdziwio mnie to, gdy skrupulatne indeksy kar- tograficzne Erdkunde Rittera cakowicie pomijaj milcze- niem istnienie TJqbaru.

    Wolumen przyniesiony przez Bioya by rzeczywicie XLVI-tym z Anglo-American Cyclopaedia. Informacja al- fabetyczna na pierwszej stronie i na grzbiecie bya taka sama jak w naszym egzemplarzu (Tor Ups), ale wolu- men, zamiast 917, posiada 921 stronic. Te cztery dodatko- we stronice zawieray artyku o Uqbarze: nie przewidzia- ny (jak czytelnik z pewnoci zauway) informacj alfa- betyczn o zawartoci. Stwierdzilimy pniej, e midzy dwoma tomami nie byo poza tym adnej rnicy; oba (wspomniaem ju o tym, jak sdz) byy przedrukiem dziesitej Encyclopaedia Britannica. Bioy kupi swj egzemplarz na jakiej licytacji.

    Przeczytalimy artyku z pewn uwag. Jedynym za- skakujcym fragmentem by ustp zacytowany przez

  • 10

    Bioya; reszta wydawaa si bardzo prawdopodobna, bar- dzo zgodna z ogln tonacj dziea i (rzecz naturalna) nieco nudna. Czytajc go powtrnie, odkrylimy pod jego cisym stylem zasadnicz nieokrelono. Z czternastu nazw dziau geograficznego rozpoznalimy tylko trzy (Chorasan, Armenia, Erzerum), wstawione w tekst w spo- sb dwuznaczny; z nazwisk historycznych jedno za- ledwie owego samozwaca, Maga Smerdysa, ktry jednak wymieniony by tylko dla porwnania. Artyku zdawa si okrela cile granice Ubaru, ale jego mglistymi punktami odniesienia byy rzeki, kratery i gry tego kraju. Przeczytalimy na przykad, e granice poudnio- we s wyznaczone przez rwniny Tsa i Chaldun i delt Axy i e wyspy tej delty obfituj w dzikie konie. Tyle na pocztku strony 918. Z dziau historycznego (stronica 920) dowiedzielimy si, e w wyniku przeladowa reli- gijnych w XIII w. ortodoksi szukali schronienia na tych wyspach, gdzie wznosz si dotychczas ich obeliski i gdzie kopic mona nierzadko znale ich kamienne lustra. Dzia Jzyk i literatura, do krtki, zawiera jedno tylko godne uwagi miejsce, w ktrym mwiono, e literatura Ubaru posiada charakter fantastyczny i e jej epopeje, podobnie jak legendy, nie odnosiy si nigdy do rzeczy- wistoci, lecz do dwch wyimaginowanych regionw Mlej- nas i Tlon... Bibliografia zawieraa cztery tomy, ktrych dotychczas nie udao si nam odnale, cho trzeci Si- las Haslam, History oj the Land Called Uabar, 1874 figuruje w katalogach ksigarni Bernarda Quaricha.* Pierwszy, Lesbare und lesenswerthe Bemerkungen iiber das Land Ukkbar in Klein-Asien, pochodzi podobno z 1641 r. i jego autorem by Johannes Yalentinus Andrea. Rzecz jest godna uwagi: w kilka lat pniej odnalazem nieoczekiwanie to nazwisko na pewnej stronie u De Quin- ceya (Writings, tom XIII) i dowiedziaem si, e naleao do teologa niemieckiego, ktry, w pocztkach wieku XVII, opisa wyimaginowan gmin Rokrzyowcw; wsplno-

    * Haslam jest rwnie autorem dziea General History of Labyrinths.

  • MM^M-sm.mmllilgiapiiipi .... .......................... mmmmmmoi

    t: ktr kto inny, pniej, rzeczywicie zaoy, kierowa- ny przykadem tego, co sobie wyobrazi Andrea.

    Tego samego popoudnia udalimy si do Biblioteki Na- rodowej; na prno jednak niepokoilimy atlasy, katalogi, roczniki towarzystw geograficznych, pamitniki podrni- kw i historykw: aden z nich nie by nigdy w Uqbarze. Nawet indeks gwny encyklopedii Bioya nie podawa tej nazwy. Nastpnego dnia Carlos Mastronardi (ktremu opowiedziaem o tym wypadku) dostrzeg w jakiej ksi- garni czarno-zote grzbiety Anglo-American Cyclopaedia... Wszed i zajrza do tomu XLVI. Oczywicie nie znalaz najmniejszego ladu Uqbaru.

    II

    W hotelu w Adrogu, wrd bujnych wiciokrzeww i zudnych gbi luster, trwa jeszcze jakie ograniczone i zacierajce si wspomnienie Herberta Ashe, inyniera Ferrocarriles del Sur. Za ycia, jak wielu Anglikw, cierpia na nierealno"; gdy umar, nie jest nawet tym duchem, jakim by ju wwczas. By wysoki, zawiedzio- ny i jego zmczona prostoktna broda bya ruda. Wydaje mi si, e by wdowcem, bezdzietnym. Co par lat jedzi do Anglii: aby odwiedzi (jak sdz z fotografii, ktr nam pokazywa) jaki zegar soneczny i jakie dby. Mj ojciec zaprzyjani si z nim (cho wyraenie to jest zbyt mocne) jedn z tych angielskich przyjani, ktre zaczy- naj, si od wykluczenia szczeroci i natychmiast unikaj rozmw; wymieniali zwykle ze sob ksiki i czasopisma; zazwyczaj spotykali si w milczeniu przy szachach... Pamitam go w hallu hotelu, z ksik matematyczn w rku, jak patrza od czasu do czasu na niepowtarzalne barwy nieba. Pewnego wieczoru rozmawialimy o dwu- nastkowym systemie liczbowym (w ktrym dwanacie pi- sze si 10); Ashe powiedzia mi, e pracuje wanie nad tumaczeniem nie wiem ju jakich tablic dwunastkowych na szedziesitkowe (w ktrych szedziesit pisze si 10). Doda, e praca ta zostaa mu zlecona przez pewnego Norwega w Rio Grande do Sul. Znalimy go od omiu

  • lat i nigdy nam nie wspomnia, e tam by... Mwilimy 0 yciu pasterzy, o capangas, o brazylijskiej etymologii sowa gaucho (ktre niektrzy starzy ludzie na wscho- dzie wymawiaj jeszcze gaucho) i nie byo ju mowy niech mi Bg wybaczy ; o funkcjach dwunastkowych. We wrzeniu 1937 r. (nie byo nasi wwczas w hotelu) Her- bert Ashe umar na pknicie ttniaka. Kilka dni przedtem otrzyma z Brazylii zapiecztowan polecon przesyk. Bya to ksika in octavo. Ashe zostawi j w barze, gdzie j po miesicach odnalazem. Zaczem j kartkowa 1 poczuem dziwny zawrt gowy, ktrego nie opisz, bo nie jest to historia moich wzrusze, lecz historia Uqbaru, Tlonu i Orbis Tertius. W pewnej nocy Islamu, ktra zwie si Noc Nocy, otwieraj si na ocie tajemne wrota nie- ba i woda w dzbanach staje si sodsza; gdyby wrota te otwary si wwczas, nie poczubym tego, co poczuem. Ksika napisana bya po angielsku i miaa 1001 stron. Na jej tym skrzanym grzbiecie przeczytaem te dziw- ne' sowa, ktre powtarzaa karta tytuowa: A First Ency- clopaedia of Tlbn. Vol. XI. Hlaer to Jangr. Nie byo daty ani miejsca wydania. Pierwsza strona i bibuka jednej z kolorowych tablic nosiy owaln niebiesk piecz z na- pisem: Orbis Tertius. Dwa lata wczeniej, n stronicach pewnej encyklopedii-plagiatu, odkryem zwizy opis fik- cyjnego kraju; obecnie przypadek dostarcza mi czego bardziej jeszcze cennego i trudnego. Miaem teraz w rku obszerny i metodyczny fragment cakowitej historii nie- znanej planety, z jej budowlami i wojnami, z przerae- niem jej mitologii i zgiekiem jej jzykw, z jej cesarza- mi i morzami, z jej mineraami, z jej ptakami i rybami, z jej algebr i ogniem, z jej kontrowersjami teologiczny- mi i metafizycznymi. I wszystko to na pimie, spoiste, bez widocznej intencji doktrynalnej czy parodystycznej.

    Jedenasty tom", o ktrym mwi, zawiera odsyacze do tomw nastpnych i poprzednich. Nestor Ibarra, w pewnym klasycznym ju artykule zamieszczonym w nou- velle Revue Franaise", przeczy istnieniu tych tomw; Ezequiel Martnez Estrada i Drieu La Rochelle odparli, by moe zwycisko, t wtpliwo. Faktem jest jednak,

    S

  • 1(5

    e dotychczas najbardziej skwapliwe poszukiwania pozo- stay bez rezultatu. Na prno przerzucilimy biblioteki obu Ameryk i Europy. Alfonso Reyes, zmczony tymi niskimi i policyjnymi poszukiwaniami, proponuje, abymy przedsiwzili wsplnie dzieo odtworzenia licznych i ma- sywnych brakujcych tomw: ex ungue leonem. Kalkulu- je p artem, p serio, e jedno pokolenie tlonistw mo- goby okaza si wystarczajce. To ryzykowne obliczenie odsya nas do problemu podstawowego: kim byli twrcy Tlnu? Liczba mnoga jest tu nieunikniona; hipoteza jed- nego wynalazcy jednego nieskoczonego Leibniza, dzia- ajcego w ciemnociach i skromnoci zostaa jedno- gonie odrzucona. Sdzi si, e ten brave new world jest dzieem jakiego tajemnego stowarzyszenia astronomw, biologw, inynierw, metafizykw, poetw, chemikw, moralistw, malarzy, geometrw... pod kierunkiem jakie- go ukrytego geniusza. W rzeczywistoci roi si od osobni- kw, ktrzy posiedli te rne dyscypliny, nie za od takich ktrzy zdolni s do tworzenia, a tym bardziej do podpo- rzdkowania tworzenia rygorystycznemu i systematyczne- mu planowi, jakim jest plan Tlonu. Plan ten jest tak roz- legy, e wkad kadego autora musia by nieskoczenie may. Pocztkowo sdzono, e Tln jest po prostu chaosem, nieodpowiedzialnym popuszczeniem wodzy wyobrani; te- raz jednak wiadomo, e jest to kosmos i e zostay sformu- owane, nawet jeli w sposb prowizoryczny, wewntrzne prawa, ktre nim rzdz. Wystarczy przypomnie, e w pozornych sprzecznociach Jedenastego Tomu dostrzeono podstawowy dowd, i inne tomy istniej: do tego stop- nia przestrzegany w nim porzdek jest jasny i konsek- wentny. Popularne czasopisma rozpowszechniy, z wyba- czaln przesad, zoologie i topografie Tlnu; sdz, e jego przezroczyste tygrysy i krwiste wiee nie zasuguj, by moe, na nieprzerwan uwag w s z y s t k i c h ludzi. Ale powic kilka minut jego koncepcji wszechwiata.

    Hume, raz na zawsze, zauway, e argumenty Berke- leya nie dopuszczaj najmniejszej repliki i nie inspiruj najmniejszego przekonania. Sd ten jest zupenie praw- dziwy na Ziemi; zupenie jednak faszywy na Tlonie. Na-

  • I

    rody tej planety s w sposb wrodzony idealistycz- ne; jzyk ich i jego pochodne religia, literatura, meta- fizyka zakadaj z gry idealizm. wiat, dla nich, nie jest zbiorem przedmiotw w przestrzeni; jest heterogeni- czn seri niezalenych czynw; jest nastpczy, czasowy, nie za przestrzenny. W domylnym Ursprache Tlnu, z ktrego pochodz jzyki i dialekty aktualne", nie istniej rzeczowniki; istniej czasowniki bezosobowe, okrelane jednosylabowymi przyrostkami (lub przedrost- kami) o znaczeniu przyswkowym. Na przykad: nie ma sowa, ktre odpowiadaoby naszemu sowu ksiyc, ale istnieje czasownik, ktry brzmiaby u nas k s i y c z n i lub k s i y c o w a . Wzeszed ksiyc nad rzek" mwi si hlr u fang axaxaxas ml, to znaczy, w kolejnoci: Ku grze (upward) za wieczniesczy zaksiycowao." (Xul Solar tumaczy krtko: Hop, za przebiega zaksi- ycznio." Upward, beyond the onstreaming, it mooned.)

    To, co zostao powiedziane, odnosi si do jzykw p- kuli pnocnej (co do ktrych Ursprache Jedenasty Tom daje niezwykle mao wskazwek); pierwotn komrk nie jest czasownik, ale jednozgoskowy przymiotnik. Rzeczow- nik tworzy si poprzez nagromadzenie przymiotnikw. Nie mwi si k s i y c : mwi si p o w i e t r z n o-j a s n y p o n a d c i e m n o-o k r g y m lub j a s n o-p o m a r a - c z o w y-w y s o k o-n i e b i e s k i e g o , lub jakikolwiek inny zestaw. W tym szczeglnym przypadku zbir przy- miotnikw odpowiada rzeczywistemu przedmiotowi; ale chodzi tu wanie o przypadek szczeglny. W literaturach tej pkuli (jak w trwajcym wiecie Meinonga) obfituj przedmioty idealne, powoane i niknce w jednej chwili, zalenie od potrzeb poetyckich. Czasami okrela te przed- mioty zwyka rwnoczesno. Niektre skadaj si z dwch terminw, jednego o charakterze wzrokowym i jednego o charakterze suchowym: kolor rodzcego si dnia i od- legy krzyk ptaka. Inne z wikszej iloci terminw: so- ce i woda pynca naprzeciw piersi pywaka, nieokrelo- ny kolor rowy, ktry widzi si przez zamknite oczy, uczucie kogo, kto pozwala nie si rzece i, jednoczenie, 2 Fikcje 17

  • 15

    snowi. Te przedmioty drugiego stopnia mog czy si z innymi; proces ten, dziki pewnym skrtom, jest prak- tycznie nieskoczony. Istniej synne poematy zoone z jednego tylko, ogromnego sowa. Sowo to odpowiada jednemu przedmiotowi, przedmiotowi poetyckiemu stwo- rzonemu przez autora. Z faktu, e nikt nie wierzy w rze- czywisto rzeczownikw, wynika w paradoksalny sposb, e ilo tych ostatnich jest nieskoczona. Jzyki pkuli pnocnej Tlbnu posiadaj wszystkie rzeczowniki jzykw indoeuropejskich i wiele innych.

    Nie bdzie przesad twierdzenie, e kultura klasyczna Tlbnu obejmuje jedn tylko dyscyplin, psychologi. Inne s jej podporzdkowane. Powiedziaem ju, e mieszka- cy tej planety pojmuj wszechwiat jako seri procesw mylowych, ktre nie odbywaj si w przestrzeni, lecz, w sposb nastpczy, w czasie. Spinoza przypisuje swemu niewyczerpalnemu bstwu atrybuty rozcigoci i myli; na Tlonie nikt nie zrozumiaby zestawienia tej drugiej (ktra jest typowa tylko dla pewnych stanw) z t pierw- sz, ktra jest doskonaym synonimem kosmosu. Innymi sowy: nie pojmuj, e to, co przestrzenne, trwa w cza- sie. Dostrzeenie dymu na horyzoncie, a potem poncego pola, a potem le zgaszonego papierosa, ktry spowodowa poar, jest uwaane za przykad asocjacji myli.

    Ten monizm, czy cakowity idealizm, paraliuje nauk. Wyjani (lub uzasadni) jaki fakt to poczy go z in- nym faktem; ale ten zwizek, na Tlonie, odpowiada p- niejszemu stanowi przedmiotu, a nie odnosi si do stanu poprzedniego, tote nie wyjania go. Kady stan umyso- wy jest niepodzielny: sam fakt nazwania go id est skla- syfikowania go zawiera w sobie zafaszowanie. Wydaje si, e mona by std wysnu wniosek, i na Tlonie nie istniej nauki ani nawet rozumowania. W rzeczywi- stoci, w paradoksalny sposb, nauki istniej tam, i to w iloci prawie nieskoczonej. Z filozofiami sprawa ma si tak jak na pkuli pnocnej z rzeczownikami: fakt, e kada filozofia jest z zaoenia tylko zabaw dialektycz- n, jak Philosophie des Ais Ob, przyczyni si do po- mnoenia ich. Istnieje wiele systemw niewiarygodnych,

  • ale posiadajcych przyjemn budow albo sensacyjny charakter. Metafizycy Tlbnu nie poszukuj prawdy ani nawet prawdopodobiestwa, a tylko zadziwienia. Uwaa- j metafizyk za ga literatury fantastycznej. Wiedz, e dany system jest jedynie podporzdkowaniem wszyst- kich aspektw wszechwiata ktremukolwiek z tyche aspektw. Ale nawet wyraenie wszystkie aspekty" mo- e by odrzucone, gdy opiera si na niemoliwym doda- niu chwili obecnej do przeszych. Rwnie ta liczba mno- ga przeszych" jest niedozwolona, gdy zakada inn nie- moliw operacj... Jedna ze szk Tldnu przeczy nawet istnieniu czasu: argumentuje, e teraniejszo jest nie- okrelona, e przyszo nie posiada innej rzeczywistoci ni jako obecna nadzieja, e przeszo nie posiada innej rzeczywistoci ni jako obecne wspomnienie.* Inna szkoa twierdzi, e czas ju cay przemin i e nasze ycie jest zaledwie wspomnieniem lub odbiciem wieczornym, nie- wtpliwie zafaszowanym i niepenym, nieodzyskalnego procesu. Inna, e historia wszechwiata a w niej nasze ycie, najdrobniejsze szczegy naszego ycia jest pis- mem, ktre tworzy jaki pomniejszy bg, aby porozumie si z demonem. Inna, e wszechwiat jest porwnywalny do owych kryptografii, w ktrych nie wszystkie znaki po- siadaj warto, i e prawdziwym jest tylko to, co wy- darza si co trzysta nocy. Inna, e podczas gdy pimy w jednym miejscu, czuwamy gdzie indziej i e w ten sposb kady czowiek jest dwoma ludmi.

    Wrd doktryn Tldnu adna nie wzniecia takiego obu- rzenia jak materializm. Niektrzy myliciele nadali mu sformuowanie, ale w terminach bardziej ywioowych ni jasnych, jak kto, kto chce zaproponowa paradoks. Aby uatwi zrozumienie tezy tak niepojtej, pewien herezjar- cha z wieku XI ** wymyli sofizmat o dziewiciu miedzia- nych monetach, ktrego skandaliczna fama odpowiada,

    2' 19

    * Russel (The Analysis of Mind, 1921 s. 159) przypuszcza, e planeta zostaa stworzona przed niewieloma minutami, wy- posaona w ludzko, ktra pamita" iluzoryczn przeszo.

    ** Wiek w konsekwencji systemu dwunastkowego, oznacza tu okres stu czterdziestu czterech lat.

  • 17

    na Tlonie, famie aporii eleackich. Istniej liczne wersje tego pozornego rozumowania", ktre rni si co do iloci monet lub odnalezie; oto najbardziej popularna: We wtorek X, idc ciek przez pustkowie, gubi dzie- wi miedzianych monet. W czwartek Y znajduje na cie- ce cztery monety, troch zaniedziae po rodowym desz- czu. W pitek Z znajduje trzy monety na tej samej cie- ce i w ten sam pitek, rano, X znajduje dwie w sieni swego domu.

    Z historii tej herezjarcha chcia wydedukowa rzeczy- wisto to jest cigo dziewiciu odzyskanych mo- net.

    Byoby absurdem twierdzi wyobraa sobie, e cztery z dziewiciu monet nie istniay od wtorku do czwartku, trzy od wtorku do pitku po poudniu i dwie od wtorku do pitku rano. Natomiast logiczne jest uwa- a, e istniay one choby w pewien tajemny sposb, ktrego zrozumienie jest zabronione ludziom we wszyst- kich momentach tych trzech okresw.

    Jzyk Tlbnu le nadawa si do sformuowania tego paradoksu; wikszo nie zrozumiaa go. Obrocy oglne- go rozsdku ograniczyli si pocztkowo do zaprzeczenia prawdziwoci tej historii. Twierdzili, e chodzi o pomyk sown opierajc si na nierozwanym uyciu dwch neologizmw nie uwiconych zwyczajem i obcych dla kadego cisego rozumowania: czasownikw znale" i zgubi", ktre zawieray petitio principii, gdy zaka- day identyczno pierwszych dziewiciu monet z ostatni- mi. Przypomnieli, e kady rzeczownik (czowiek, mone- ta, czwartek, roda, deszcz) posiada jedynie warto me- taforyczn. Ujawnili perfidn okoliczno wyraenia nie- co zaniedziae po rodowym deszczu", ktre z gry za- kada to, co naley udowodni: trwanie czterech monet midzy wtorkiem i czwartkiem. Zauwayli, e jednako- wo to nie to samo co identyczno, i sformuowali ro- dzaj reductio ad absurdum, hipotetyczny przypadek dzie- wiciu ludzi, ktrzy podczas dziewiciu kolejnych nocy odczuwaj silny bl. Czy nie byoby mieszne pytali

  • 18

    utrzymywa, e to ten sam bl? * Dodawali, e herezjar- cha kierowa si jedynie blunierczym zamiarem przypi- sywania boskiej kategorii istnienia kilku zwykym mo- netom; i wykazali, e czasami negowa on mnogo, cza- sami za nie. Jeeli podobiestwo niesie z sob identycz- no argumentowali naleaoby rwnie przyj, e dziewi monet jest tylko jedn monet.

    W niewiarygodny sposb argumenty te nie okazay si definitywn refutacj. W sto lat po postawieniu proble- mu pewien myliciel, nie mniej byskotliwy od herezjar- chy, ale reprezentujcy tradycj ortodoksyjn, sformuo- wa bardzo zuchwa hipotez. Wedug tego szczliwego przypuszczenia istnieje jeden tylko podmiot, ten niepo- dzielny podmiot jest kadym z istnie wszechwiata, kt- re s organami i maskami bstwa. X to Y i zarazem Z. Z znajduje trzy monety, gdy pamita, e X je zgubi. X znajduje dwie w sieni, gdy pamita, e pozostae zo- stay odzyskane... Jedenasty Tom daje do zrozumienia, e cakowite zwycistwo tego idealistycznego panteizmu za- wdzicza naley trzem podstawowym racjom. Pierwsza to odrzucenie solipsyzmu; druga moliwo zachowa- nia psychologicznej podstawy nauk; trzecia moliwo zachowania kultu bstw. Schopenhauer (pasjonujcy i jas- no mylcy Schopenhauer) formuuje bardzo podobn doktryn w pierwszym tomie Pererga und Paralipo- mena.

    Geometria Tlbnu obejmuje dwie nieco rne dyscypli- ny: wzrokow i dotykow. Druga odpowiada naszej i jest podporzdkowana pierwszej. Podstaw geometrii wzroko- wej jest powierzchnia, nie za punkt. Geometria ta nie zna rwnolegych i twierdzi, e czowiek, ktry zmienia swe pooenie, modyfikuje otaczajce go formy. Podsta-

    * Dzisiaj jeden z kociow Tlonu utrzymuje po platosku, e niektre rzeczy, jak pewien okrelony bl, pewien zielon- kawy odcie koloru tego, pewna temperatura, pewien dwik stanowi jedyn rzeczywisto. Wszyscy ludzie, w zawrotnym momencie coitus, s tym samym czowiekiem. Wszyscy ludzie, ktrzy powtarzaj jaki wers Szekspira s Wiliamem Szek- spirem.

  • 19

    mmmmm

    w arytmetyki Tlnu jest pojcie liczby nieokrelonej. Matematycy podkrelaj znaczenie poj wikszy" i mniejszy", ktre nasi matematycy wyraaj przy po- mocy symboli > i

  • 20

    rektor jednego z wizie pastwowych zakomunikowa za- trzymanym, e w dawnym korycie pewnej rzeki znajduj si jakie groby, i przyrzek wolno temu, kto dokonaby wanego odkrycia. Podczas miesicy poprzedzajcych wy- kopaliska pokazywano winiom fotografie tego, co mieli znale. Ta pierwsza prba wykazaa, e nadzieja i de- nie mog stanowi przeszkod; po tygodniu pracy opat i kilofem nie zdoano wykopa adnego hrnu prcz zar- dzewiaego koa, datujcego si z okresu pniejszego ni eksperyment. Rzecz utrzymana zostaa w tajemnicy i bya pniej powtrzona w czterech szkoach. W trzech niepo- wodzenie byo prawie zupene; w czwartej (ktrej dyrektor umar przypadkowo podczas pierwszych prac wykopalisko- wych) uczniowie wydobyli z ziemi lub te wykonali zot mask, staroytny miecz, dwie czy trzy ceramiczne amfory i potrzaskany, zielonkawy tors jakiego krla, no- szcy na piersiach inskrypcj, ktrej nie udao si jeszcze odczyta. Odkryto w ten sposb, e obecno wiadkw znajcych eksperymentalny charakter poszukiwa jest przeciwwskazana... Masowe poszukiwania daj w rezulta- cie przedmioty sprzeczne ze sob; dzi daje si pierwsze- stwo pracom indywidualnym i prawie zaimprowizowanym. Metodyczne wytwarzanie hrnirw (podaje Jedenasty Tom) dostarczyo nieocenionych usug archeologom. Po- zwolio na badanie, a nawet modyfikowanie przeszoci, ktra staa si nie mniej plastyczna i ulega ni przy- szo. Rzecz ciekawa: hrniry drugiego i trzeciego stop- nia hrniry powstae z innego hrnu; hrniry powstae z hrnu hrnu wyolbrzymiaj aberracje hrnu pier- wotnego; hrniry stopnia pitego s prawie ich pozbawio- ne, dziewitego myl si z hrnirami drugiego stopnia, je- denastego maj czysto linii nie posiadan nawet przez orygina. Proces ten jest periodyczny: hrn dwunastego stopnia zaczyna si ju znowu degradowa. Dziwniejszy i bardziej czysty od kadego hrnu jest czasami ur: rzecz wyprodukowana przez sugesti, przedmiot wywoany przez nadziej. Wielka zota maska, o ktrej wspomniaem, jest tego wspaniaym przykadem.

    Rzeczy, na Tlonie, podwajaj si, ale d rwnie do

  • 21

    zatarcia si i zatracenia szczegw, gdy ludzie zapominaj o nich. Klasyczny jest przykad progu, ktry trwa, dop- ki siadywa tam pewien ebrak, i ktry ze mierci tego znikn. Zdarzao si te, e ptaki czy ko ratoway ruiny amfiteatru.

    1940, Salto Oriental

    Postscriptum z r. 1947. Odtworzyem poprzedni artyku tak, jak ukaza si w Antologii literatury fantastycznej z 1940 r., pomijajc tylko niektre metafory i satyryczny ton, ktre dzi okazayby si nie na miejscu. Wydarzyo si tyle rzeczy od tego czasu... Ogranicz si do wspomnienia o nich.

    W marcu 1941 r. w pewnej ksice Hintona, ktra nale- aa do Herberta Ashe, znaleziono odrczny list Gunnara Erfjorda. Koperta nosia piecz pocztow z Ouro Preto; list wyjania cakowicie zagadk Tlnu. Tekst jego po- twierdza hipotez Martineza Estrady. Wspaniaa historia rozpocza si pewnej nocy w Lucernie czy w Londynie, na pocztku wieku XVII. Powstao wtedy tajemne i nie- szkodliwe towarzystwo (liczyo ono pord swych stowa- rzyszonych Dalgarna, a potem George'a Berkeleya), ktre obrao sobie za cel wymylenie jakiego kraju. W mglis- tym programie pocztkowym figuroway studia herme- tyczne", filantropia i kabaa. Z tego pierwszego okresu po- chodzi ciekawa ksika Johannesa Andrea. Po kilku latach obrad i przedwczesnych syntez zrozumiano, e jedno poko- lenie nie wystarczy, by stworzy kraj. Postanowiono, e kady z mistrzw tworzcych towarzystwo wybierze sobie ucznia w celu kontynuowania dziea. Ta dziedziczna zasa- da zwyciya; po dwuwiecznej przerwie przeladowane bractwo pojawio si w Ameryce. W r. 1924 w Memfis (Tennessee) jeden ze stowarzyszonych rozmawia z asce- tycznym milionerem Ezra Buckleyem. Ten ostatni sucha go z pewnym lekcewaeniem i mieje si ze skromnoci projektu. Mwi, e w Ameryce wymylenie kraju jest ab- surdalne, i proponuje wymylenie planety. Do tego gigan- tycznego pomysu dorzuca drugi, ktry by dzieckiem jego

  • 22

    nihilizmu *: utrzymanie w tajemnicy ogromnego przedsi- wzicia. Znajdowao si wwczas w obiegu dwadziecia to- mw Encyclopaedia Britannica; Buckley sugeruje metody- czn encyklopedi iluzorycznej planety. Powici planecie swe zotonone yy, swe eglowne rzeki, swe pastwiska ryte przez byka i bizona, swych Murzynw, swe domy pu- bliczne i swe dolary, ale pod jednym warunkiem: Dzie- o nie bdzie paktowao z samozwacem Jezusem Chrystu- sem." Buckley nie wierzy w Boga, ale chce wykaza nie- istniejcemu Bogu, e ludzie miertelni s zdolni do wy- obraenia sobie wiata. Buckley umiera otruty w Baton Rouge w 1928 r. W r. 1914 towarzystwo przekazuje swym wsppracownikom, ktrych jest trzystu, ostatni tom Pierw- szej Encyklopedii Tlbnu. Publikacja pozostaje utrzymana w tajemnicy: jej czterdzieci tomw (dzieo najobszerniejsze, jakie zostao kiedykolwiek dokonane przez ludzi) bdzie miao suy jako podstawa do innego, bardziej szczego- wego dziea, zredagowanego ju nie po angielsku, ale w jednym z jzykw Tlnu. To studium iluzorycznego wiata nosi prowizoryczny tytu Orbis Tertius i jednym z jego skromnych demiurgw by Herbert Ashe, nie wiem, czy jako agent Gunnara Erfjorda, czy jako stowarzyszony. Fakt, e otrzyma on Jedenasty Tom, zdaje si przemawia za t drug hipotez. A pozostae tomy? Poczynajc od 1942 r. fakty zaczy si mnoy. Pamitam ze szczegln wyrazistoci jeden z pierwszych i pamitam, e poczuem, i ma on jedynie charakter premonitoryjny. Wydarzy si on w pewnym mieszkaniu przy ulicy Laprida, przed jas- nym i wysokim balkonem, otwartym na zachd soca. Ksina de Faucigny Lucinge otrzymaa z Poitiers swoj srebrn zastaw. Z wielkiego dna skrzyni oblepionej mi- dzynarodowymi etykietami zostay wyjte na wiato de- likatne nieruchome przedmioty: srebra z Utrechtu i Pary- a z tward heraldyczn faun, samowar. Wrd nich, z dosyszalnym i delikatnym dreniem picego ptaka, drgaa tajemniczo busola. Ksina nie rozpoznaa jej. Ni-

    * Buckley by wolnomyliciem, fatalist i obroc niewol- nictwa.

  • 23

    bieska iga dya do pnocy magnetycznej; metalowe pu- deko byo wklse; litery na tarczy naleay do jednego z alfabetw Tlbnu. Byo to pierwsze wtargnicie wiata fantastycznego do wiata rzeczywistego. Przypadek, ktry mnie niepokoi, sprawi, e rwnie ja sam byem wiad- kiem drugiego wtargnicia. Wydarzyo si to w kilka mie- sicy pniej, w gospodzie pewnego Brazylijeyka w Cu- chilla Negra. Amorim i ja wracalimy z Santa Ana. Wez- brana rzeka Tacuaremb zmusia nas do zaryzykowania i pogodzenia si z t prymitywn gocinnoci. Gospodarz przygotowa nam dwa skrzypice ka w wielkim pokoju zawalonym beczkami i skrami. Pooylimy si, ale nie pozwoliy nam zasn a do witu wrzaski niewidzialnego ssiada, ktry by z pewnoci pijany i przeplata niewy- ranie przeklestwa urywkami jakich milong, a raczej urywkami jednej tylko milongi. Oczywicie przypisywali- my ten uparty wrzask zamiowaniu gospodarza do alko- holu. O wicie na korytarzu znalelimy martwego czo- wieka. Szorstko jego gosu zwioda nas: by to mody chopak. W delirium wypado mu zza pasa kilka monet oraz stoek z byszczcego metalu o rednicy naparstka. Dziecko chciao ten stoek podnie, ale mu si nie udao. Jaki mczyzna podnis go, ale z wielkim wysikiem. Wziem stoek do rki na kilka minut i przypominam so- bie jego nieznony ciar, ktry trwa nawet pniej, gdy go odoyem. Pamitam rwnie wyrane kko, jakie wycisn mi na doni. To zjawisko, przedmiot tak may, a jednoczenie tak ciki, pozostawiao przykre wraenie zdumienia i niepokoju. Jaki wieniak zaproponowa, aby wrzuci go do rwcej rzeki. Amorim naby go za kilka pesos. Nikt nic nie wiedzia o zmarym prcz tego, e po- chodzi znad granicy". Te mae i bardzo cikie stoki (zrobione z metalu, ktry nie jest z tego wiata) s wy- obraeniem bstwa w pewnych religiach Tldnu.

    Kocz w tym miejscu cz osobist mojego opowiada- nia. Reszt zawiera pami (lub nadzieja czy obawa) wszystkich moich czytelnikw. Wystarczy, e wspomn nastpujce fakty w krtkich sowach, ktre wzbogac si i wypeni w gbokiej wsplnej pamici. W 1944 r. pe-

  • 24

    wien reporter dziennika The American" (wychodzcego w Naswille, Tennessee) odkry w pewnej bibliotece Mem- phis czterdzieci tomw Pierwszej Encyklopedii Tlnu. Do dzisiejszego dnia dyskutuje si nad tym, czy odkrycie to byo przypadkowe, czy te umoliwili je dyrektorzy mglis- tego jeszcze Orbis Tertius. Bardziej prawdopodobne jest to drugie. W egzemplarzu z Memphis pewne niewiarygodne ustpy Jedenastego Tomu (te na przykad, ktre nawizu- j do mnoenia si hrnirw) zostay wyeliminowane lub zagodzone; mona susznie pomyle, e poprawki te od- powiadaj zamiarowi przedstawienia wiata niezbyt od- biegajcego od wiata rzeczywistego. Rozsiewanie w r- nych krajach przedmiotw z Tlbnu stanowioby cz tego samego planu... * Faktem jest, e znalezisko" to odbio si szerokim echem w prasie midzynarodowej. Podrcz- niki, antologie, streszczenia, dosowne tumaczenia, prze- druki autoryzowane i nieautoryzowane tego Opus Maior Rodzaju Ludzkiego zaleway i nadal zalewaj ziemi. Pra- wie natychmiast rzeczywisto poddaa si w wielu pun- ktach. Pewne jest, e pragna si podda. Dziesi lat temu wystarczaa jakakolwiek symetria o pozorach spj- noci materializm dialektyczny, antysemityzm, nazizm aby doprowadza ludzi do ekstazy. Jak wic nie ulec Tlb- nowi, szczegowej i rozlegej oczywistoci zorganizowanej planety'/ Bezcelowa byaby odpowied, e rwnie rzeczy- wisto jest zorganizowana. Moe jest zorganizowana, ale zgodnie z prawami boskimi przetumaczybym: z pra- wami nieludzkimi ktrych nie udaje nam si nigdy po- j. Tln, by moe, jest labiryntem, ale jest labiryntem utkanym przez ludzi, przeznaczonym do odczytania przez ludzi.

    Kontakt z Tlbnem, przyzwyczajenie do niego, rozbiy ten wiat. Zachwycona jego cisoci ludzko zapomina, e chodzi tu o ciso szachistw, a nie aniow. Wszed ju do szk jzyk pierwotny" (przypuszczalny) Tlonu; nauka jego harmonijnej historii (penej wzruszajcych

    * Pozostaje oczywicie do rozwizania problem tworzywa" niektrych z tych przedmiotw.

  • wssmmsmmmm.

    epizodw) wypara ju t, ktra patronowaa mojemu dzie- cistwu; w pamiciach fikcyjna przeszo zajmuje ju miejsce tej drugiej, o ktrej niczego nie wiemy z pewno- ci... nawet, e jest faszywa. Zostaa zreformowana nu- mizmatyka, farmakologia i archeologia. Przypuszczam, e rwnie biologia i matematyka oczekuj na swj awatar... Rozproszona dynastia samotnikw zmienia oblicze wiata. Jej prace trwaj nadal. Jeeli nasze przypuszczenia nie s bdne, za jakie sto lat kto odkryje sto tomw Drugiej Encyklopedii Tlnu.

    Zniknie wwczas z planety jzyk angielski i francuski, i nasz prosty hiszpaski. wiat stanie si Tlnem. Ja si o to nie troszcz, przegldam cigle, podczas spokojnych dni hotelu w Adrogue, niezdecydowane quevediaskie tu- maczenie (ktrego nie zamierzam da do druku) dziea Urn Burial Browne'a.

  • 26

    POSZUKIWANIE AL-MUTASIMA

    Philip Guedalla pisze, e powie The Approach to Al- -Mu'tasim adwokata Mira Bahadura Alego z Bombaju jest nieco niewygodn kombinacj (a rather unconfortable combination) owych alegorycznych poematw Islamu, kt- rym rzadko nie udaje si zaciekawi tumacza, i tych po- wieci kryminalnych, ktre w nieunikniony sposb prze- wyszaj Johna H. Watsona i doprowadzaj do doskona- oci okropno ycia ludzkiego w najwytworniejszych pensjonatach w Brighton". Wczeniej Mr. Cecil Roberts ujawni w ksice Bahadura podwjny, niewiarygodny patronat Wielkiego Collinsa i znakomitego Persa z XII stulecia, Ferida Eddina Attara" spokojne spostrzeenie, ktre Guedalla powtarza niczego nowego nie dodajc, ale posugujc si sowami penymi irytacji. Zasadniczo obaj pisarze s zgodni; obaj wskazuj na waciwy dla powie- ci kryminalnych mechanizm dziea i jego mistyczny undercurrent. To skrzyowanie mogoby sugerowa nam jakie podobiestwo z Chestertonem; wykaemy, e nic takiego nie istnieje.

    Editio Princeps Poszukiwania Al-Mutasima ukazaa si w Bombaju przy kocu 1932 roku. Papier by niemal pa- pierem gazetowym; obwoluta powiadomiaa nabywc, e chodzi tu o pierwsz powie kryminaln napisan przez mieszkaca Bombay City. W cigu kilku miesicy publicz- no wyczerpaa jej cztery nakady, kady po tysic egzem- plarzy. Bombay Quarterly Review", Bombay Gazette", Calcutta Review", Hindustan Review" (wychodzcy w

  • 27

    Allahabadzie) i Calcutta Englishman" rozpyway si w dytyrambach. Bahadur opublikowa wwczas wydanie ilu- strowane, ktre zatytuowa The Conversation with the Man Called Al-Mu'tasira z nastpujcym piknym podty- tuem: A Game with the Shifting Mirrors [Zabawa z po- ruszajcymi si zwierciadami). To wanie wydanie prze- drukowa obecnie w Londynie Victor Gollancz, z przedmo- w Dorothy L. Sayers; pomin on by moe przez mi- osierdzie ilustracje. Mam to wydanie przed oczami; nie zdoaem zdoby pierwszego, ktre, jak przeczuwam, jest znacznie lepsze. Upowania mnie do tego dodatek, ktry podaje zasadnicze rnice midzy wersj pierwotn z 1932 roku i t z roku 1934. Zanim przystpi do analizy dzie- a i rozwaa nad nim wypada mi wskaza pobie- nie jego oglny zarys.

    Bohater widzialny jego imi nigdy nie jest wymienio- ne jest studentem prawa w Bombaju. witokradczo odrzuca on wiar islamiczn swych przodkw, ale przy kocu dziesitej nocy ksiyca muhdrfam znajduje si w centrum zatargu midzy muzumanami i Hindusami. Jest to noc bbnw i inwokacji: pord nieprzyjaznego tumu toruj sobie drog wielkie papierowe baldachimy muzu- maskiej procesji. Spada dachwka z hinduskiego tarasu; kto zanurza sztylet w czyim brzuchu; kto muzuma- nin? Hindus? pada i umiera stratowany. Walczy trzy tysice ludzi; kij przeciwko rewolwerowi, sprono prze- ciwko przeklestwu, Niepodzielny Bg przeciwko Bogom. Zdziwiony student wolnomyliciel wcza si w ten zamt. Zrozpaczonymi rkami zabija (lub sdzi, e zabija) jakiego Hindusa. Haaliwa, konna, wp pica policja Sirkaru interweniuje bezstronnymi uderzeniami paek. Student ucieka prawie spod kopyt koskich. Dociera do ostatnich przedmie. Przechodzi przez dwa tory kolejowe czy te dwa razy przez ten sam tor. Przeskakuje przez mur jakie- go zaniedbanego ogrodu, z okrg wie w gbi. Sfora psw koloru ksiyca (a lean and evil mob of mooncolou- red hounds) wybiega spord czarnych krzeww ranych. Osaczony, student poszukuje schronienia na wiey. Wspi- na si po elaznej drabinie (brak w niej kilku szczebli)

  • 28

    i na jej paskim szczycie, ze sczernia studni porodku, spotyka wychudego czowieka, ktry z impetem oddaje mocz w wietle ksiyca. Czowiek ten wyznaje mu swj zawd: kradnie zote zby biao ubranym trupom, ktre parsowie pozostawiaj na tej wiey. Mwi inne niegodzi- we rzeczy i wspomina, e od czternastu nocy nie oczysz- cza si przy pomocy bawolego ajna. Opowiada z wyran uraz o pewnych zodziejach koni z Gudaratu, jedz- cych psy i jaszczurki, krtko mwic, o ludziach rwnie nikczemnych jak my dwaj". Dnieje; w powietrzu nisko lataj tuste spy. Student wyczerpany zasypia, gdy bu- dzi si, soce jest ju wysoko i zodziej znikn. Znikno rwnie par papierosw z Tiruczirapalli i kilka srebnych rupii. Wobec grb ukazanych przez poprzedni noc, stu- dent postanawia zagubi si w Indiach. Myli, e okaza si zdolnym do zabicia bawochwalcy, ale nie do ostatecz- nego zrozumienia, czy muzumanin ma wicej racji ni bawochwalca. Brzmi mu jeszcze w uszach nazwa Gudarat i imi pewnej malka-sansi (kobiety z kasty zodziei) z Pa- lampuru, ulubionego przedmiotu wyzwisk i nienawici grabiecy trupw. Rozumuje, e uraza czowieka tak szczeglnie podego jest rwnoznaczna z pochwa. Posta- nawia bez wikszej nadziei odszuka t kobiet. Modli si i podejmuje z pewn powolnoci dug drog. Tak koczy si drugi rozdzia dziea.

    Niemoliwoci jest streci perypetie pozostaych dzie- witnastu. Zawrotnie mno si tam dramatis persone, nie mwic ju o biografii, ktra zda si wyczerpywa moli- woci ducha (od niegodziwoci do matematycznej speku- lacji) i o pielgrzymce, ktra obejmuje rozleg geografi Hindustanu. Historia rozpoczta w Bombaju przenosi si na niziny Palampuru, zatrzymuje si przez jedno popoud- nie i jedn noc przy kamiennej bramie Bikaneru, opowia- da o mierci pewnego lepego astrologa w jakim cieku w Benaresie, modli si i grzeszy cielenie w morowym fe- torze Kalkuty na Maczua Bazar, patrzy z gabinetu pisa- rza w Madrasie, jak rodz si dni w morzu, patrzy z pew- nego balkonu w Trawankorze, jak umieraj wieczory w morzu, waha si i zabija w Indapurze i zamyka sw orbi-

  • 29

    .. m^^ ii^ sfmm ^mm mm

    t mil i lat w tym samym Bombaju, o kilka krokw od ogrodu psw o kolorze ksiyca. Tre jest taka: Pewien czowiek, niewierzcy i uciekajcy student, ktrego znamy, stacza si do ludzi najpodlejszej klasy i przystosowuje si do nich w rodzaju wspzawodnictwa w nikczemnoci. Nagle z cudownym przestrachem Robinsona wobec la- du stopy ludzkiej na piasku dostrzega pewne zagodze- nie tej podoci: jakie rozrzewnienie, jak egzaltacj, ja- k cisz w jednym z tych odraajcych ludzi. Byo to tak, jakby wczy si do dialogu jaki trzeci, bardziej zo- ony rozmwca." Wie, e nikczemny czowiek, ktry z nim rozmawia, jest niezdolny do tej chwilowej przy- zwoitoci; wnosi std, e jest on odbiciem jakiego znajo- mego czy te znajomego znajomego. Po przemyleniu pro- blemu dochodzi do tajemniczego przekonania: W jakim punkcie ziemi jest czowiek, od ktrego pochodzi ta jas- no; w jakim punkcie ziemi jest czowiek, ktry rwny jest tej jasnoci. Student postanawia powici swe ycie na odnalezienie go.

    Mona ju dostrzec gwny temat: nienasycone poszuki- wanie pewnej duszy poprzez delikatne odbicie, ktre po- zostawia ona w innych duszach: na pocztku blady lad jakiego umiechu czy jakiego sowa; pniej rnorodne i rosnce blaski rozumu, wyobrani i dobra. Im bliej py- tani ludzie stykali si z Al-Mutasimem, tym wiksza jest w nich boska zawarto, ale jest jasne, e s oni po prostu zwierciadami. Mona tu zastosowa technik matematycz- n: przeadowana powie Bahadura jest wznoszc si progresj, ktrej punktem ostatecznym jest przeczuwany czowiek, ktry nazywa si Al-Mutasim". Bezporednim poprzednikiem Al-Mutasima jest pewien perski ksigarz, odznaczajcy si wielk uprzejmoci i dobroci; poprzed- nikiem tego ksigarza jest jaki wity... Po upywie lat student dociera do pewnego korytarza, w gbi ktrego znajduj si drzwi i zasona z tanich paciorkw, i dalej jaki blask". Student uderza w donie raz i drugi i pyta o Al-Mutasima. Gos mczyzny niewiarygodny gos Al-Mutasima zaprasza go do wejcia. W tym miejscu koczy si powie.

  • Jeli si nie myl, waciwe rozwinicie takiego tematu nakada na pisarza dwa obowizki: pierwszym z nich jest rnorodno w inwencji cech proroczych; drugim jest uczynienie z bohatera, okrelonego z gry tymi cechami, czego innego ni zwykej konwencji czy zwykego widma. Bahadur czyni zado pierwszemu z nich; nie wiem w ja- kim stopniu drugiemu. Innymi sowy: niesyszany i ni- gdy nie widziany Al-Mutasim powinien pozostawi w nas wraenie osoby rzeczywistej, nie za chaosu banalnych su- perlatyww. W wersji z 1932 roku obserwacje nadprzyro- dzone s mniej obfite:, czowiek zwany Al-Mutasimem" ma w sobie co z symbolu, ale nie pozbawiony jest cech indywidualnych, osobistych. Niestety to literackie dobre prowadzenie si nie trwao dugo. W wersji z roku 1934 tej, ktr mam przed oczami powie obnia si do ale- gorii: Al-Mutasim jest emblematem Boga i drobiazgowe wdrwki bohatera s w jaki sposb postpami duszy w jej mistycznym doskonaleniu si. Nie brak zasmucajcych szczegw: czarny yd * z Koczinu, ktry mwi o Al-Mu- tasimie, twierdzi, e on ma ciemne ciao; pewien chrzeci- janin opisuje go na jakiej wiey, z rozoonymi ramiona- mi; pewien czerwony lama ** pamita go siedzcego, po- dobnego do tej figury z masa jaka, ktr wymodelowaem i czciem w klasztorze Taszilhunpo". Te uwagi podsuwaj myl o Bogu-unitarycie, ktry dostosowuje si do rnic midzy ludmi. Idea ta jest, moim zdaniem, mao zachca- jca. Nie mona tego powiedzie o innej: przypuszczeniu, e rwnie Wszechmocny poszukuje Kogo, ten Kto Kogo wyszego (lub po prostu niezbdnego i rwnego) i w ten sposb a do Koca czy raczej do Bez-Koca Czasu lub w sposb cykliczny. Al-Mutasim (imi owego smego Abbasydy, ktry wygra osiem bitew, pocz omiu synw i osiem crek, pozostawi osiem tysicy niewolni- kw i krlowa przez okres omiu lat, omiu ksiycw

    .3 Fikcje 33 * Tak okrela si w Indiach ydw azjatyckich (przyp. tum). ** Aluzja do koloru habitu noszonego przez amw tybeta- skich (przyp. tum.).

  • 31

    i omiu dni) znaczy etymologicznie Poszukujcy Schronie- nia. W wersji z 1932 roku fakt, e celem pielgrzymki jest inny pielgrzym, uprzytamniaa w szczliwy sposb trud- no odnalezienia go; w wersji z roku 1934 ten sam fakt dopuszcza do fantastycznej teorii, ktr omwiem. Mir Bahadur Ali, jak widzielimy, niezdolny jest do unikni- cia najbardziej ordynarnej spord pokus artysty: aby by geniuszem.

    Czytam powtrnie to, co napisaem, i obawiam si, e nie podkreliem dostatecznie zasug ksiki. S tam bar- dzo subtelne szczegy: na przykad pewna dysputa w roz- dziale XIX, w ktrej przeczuwa si przyjaciela Al-Mutasi- ma w przeciwniku, ktry nie odpiera sofizmatw drugiego, ,,aby nie mie racji w sposb triumfalny".

    *

    Przyja si opinia, e wyprowadzanie ksiki wspcze- snej z ksiki staroytnej to rzecz o wielkiej zasudze, po- niewa nikt nie lubi (jak mwi Johnson) zawdzicza cze- gokolwiek swym wspczesnym. Powtarzajce si, lecz nie posiadajce znaczenia zwizki Ulissesa Joyce'a z Home- rowsk Odysej wywouj cigle nie rozumiem dlacze- go bezmylny podziw krytyki; zwizki powieci Baha- dura z czcigodn Rozmow ptakw Farida ad-Din Attara powoduj nie mniej tajemniczy aplauz Londynu, a take Allahabadu i Kalkuty. Nie brak innych derywacji. Kto dostrzeg pewne analogie midzy pierwsz scen powieci i opowiadaniem Kiplinga On the City Wall; Bahadur uznaje to, ale dodaje, e byoby bardzo dziwne, gdyby dwa opisy dziesitej nocy muharram nie byy zbiene... Eliot, z wielk susznoci, przypomina siedemdziesit pieni niekompletnej alegorii The Faerie Queen, w ktrej jak zostao zauwaone w pewnej nocie Richarda Williama Church (Spencer, 1879) bohaterka, Gloriana, nie poja- wia si ani razu. Ja, z ca skromnoci, zwracam uwag na pewnego odlegego i moliwego poprzednika: kabalist

  • z Jerozolimy, Isaaca Luri, ktry w XVI stuleciu gosi, e dusza przodka czy mistrza moe wej w dusz nie- szczliwego, aby wesprze go lub naucza. Ta odmiana metempsychozy nazywa si Ibbur. *

    * Zrobiem aluzj w tej notatce do Manti at-Tajr (Rozmowa ptakw) perskiego mistyka o nazwisku Farid ad-Din Abu Talib Muhammad ibn Ibrahim Attar, ktry zosta zabity przez o- nierzy Tule, syna Dyngis Hana, podczas grabiey Niszapuru. Moe warto streci ten poemat. Odlegy krl ptakw, Simurg, gubi w centrum Chin wspaniae piro. Ptaki, zmczone sw dawn anarchi, postanawiaj go odszuka. Wiedz, e imi ich krla oznacza trzydzieci ptakw; wiedz, e jego paac znajduje si w Kaf, okrgej grze, ktra otacza ziemi. Po- dejmuj nieskoczon niemal przygod; przebywaj siedem dolin czy mrz; nazw przedostatniego jest Zawrt Gowy; ostatnie nazywa si Unicestwienie. Wielu pielgrzymw ucieka; inni gin. Trzydzieci ptakw, oczyszczonych przez trudy, do- ciera do gry Simurga. Wreszcie ogldaj go ich oczy: prze- konuj si, e one same s Simurgiem i e Simurg jest ka- dym z nich i wszystkimi. (Rwnie Plotyn Enneady, V, 8, 4 gosi rajskie rozprzestrzenienie zasady identycznoci: Wszystko, w niebie rozumu, znajduje si wszdzie. Kada rzecz jest wszystkimi rzeczami. Soce jest wszystkimi gwiazdami i kada gwiazda jest wszystkimi gwiazdami i socem.) Manti at-Tajr zostaa przetumaczona na francuski przez Garcina de Tassy; na angielski przez Edwarda Fitzgeralda; przy tej no- tatce posuyem si dziesitym tomem Tysica i jednej nocy Burtona i monogrofi The Persian Mystics: Attar (1932) Mar- garet Smith.

    Zwizki tego poematu z powieci Mira Bahadura Alego nie s zbyt liczne. W rozdziale XX kilka sw przypisanych przez perskiego ksigarza Al-Mutasimowi jest by moe magnifika- cj innych sw, ktre wypowiedzia bohater; te i inne dwu- znaczne analogie mog oznacza tosamo poszukiwanego z poszukujcym; mog rwnie oznacza, e ten ostatni wy- wiera wpyw na tego pierwszego. Inny rozdzia daje do zro- zumienia, e Al-Mutasim jest Hindusem", ktrego student, jak sdzi, zabi.

    s*

  • 33

    1935

  • m -

    PIERRE MENARD, AUTOR DON KICHOTA

    Dla Silvany Ocampo

    Wyliczenie dziea w i d z i a l n e g o , jakie pozostawi po sobie ten powieciopisarz, jest atwe i krtkie. Tote nie- wybaczalne s opuszczenia i dodatki poczynione przez Ma- dame Henri Bachelier w sfaszowanym spisie, jaki pewien dziennik, ktrego p r o t e s t u j c a intencja nie jest dla nikogo tajemnic, nietaktownie przedstawi swym godnym politowania czytelnikom cho ci ostatni s nieliczni i kalwini, o ile nie masoni i obrzezacy. Prawdziwi przy- jaciele Menarda ujrzeli z niepokojem ten katalog, a nawet z pewnym smutkiem. Wydaje si, e to wczoraj zebrali- my si przed ostatecznym marmurem, wrd aobnych cyprysw, a ju Bd usiuje zamgli jego Pami... Sta- nowczo narzuca si krtkie sprostowanie.

    Wiem, e bardzo atwo jest zakwestionowa mj ubogi autorytet. Tote mam nadziej, e wolno mi bdzie powo- a si na dwch godnych uwagi wiadkw. Baronowa de Bacourt (na ktrej niezapomnianych vendredis miaem za- szczyt pozna nieodaowanego poet) zechciaa zaaprobo- wa ponisze uwagi. Hrabina di Bagnoregio, jeden z naj- subtelniejszych umysw ksistwa Monaco (a obecnie Pit- tsburga, Pensylwania, po swym niedawnym lubie z mi- dzynarodowym filantropem Szymonem Kautzschem, tak atakowanym z powodu ofiar jego bezinteresownych ma- chinacji), powicia prawdzie i mierci" (tak brzmi jej sowa) waciw sobie wielkopask rezerw i w licie otwartym opublikowanym w czasopimie Luxe" rwnie

  • 35

    udziela mi swego placet. Mam nadziej, e wystarcz ju same te szlacheckie tytuy.

    Powiedziaem, e atwo jest wymieni dzi dzieo wi- d z i a l n e Menarda. Badajc troskliwie jego prywatne archiwum stwierdziem, e zawiera ono nastpujce prace:

    a) Symbolistyczny sonet, ktry ukaza si dwukrotnie (z wariantami) w czasopimie ,,La conque" (numery z mar- ca i padziernika 1899).

    b) Monografia o moliwoci stworzenia poetyckiego sownika poj, ktre nie byyby synonimami czy pery- frazami poj skadajcych si na jzyk potoczny, ale przedmiotami idealnymi, uformowanymi zgodnie z pewn konwencj i przeznaczonymi zasadniczo dla potrzeb poetyc- kich" (Nmes 1901).

    c) Monografia o pewnych powinowactwach czy podo- biestwach" myli Kartezjusza, Leibniza i Johna Wilkin- sa (Nmes 1903).

    d) Monografia o dziele Characteristica universalis Leib- niza (Nmes 1904).

    e) Artyku techniczny na temat moliwoci wzbogace- nia gry w szachy w wyniku wyeliminowania jednej wie- y. Menard proponuje, zaleca, rozwaa i wreszcie odrzuca t innowacj.

    f) Monografia o dziele Ars magna generalis Ramona Lulla (Nmes 1906).

    g) Tumaczenie, ze wstpem i przypisami, dziea Ksiga wolnej inwencji i kunszt gry w szachy Ruya Lpeza de Segura (Pary 1907).

    h) Brulion monografii o symbolicznej logice George'a Boole'a.

    i) Analiza zasadniczych praw metryki w prozie francus- kiej, ilustrowana przykadami z Saint-Simona (Revue des langues romanes", Montpellier, padziernik 1909).

    j) Replika pod adresem Luca Durtaina (ktry przeczy istnieniu takich praw) ilustrowana przykadami z Luca Durtaina (Revue des langues romanes", Montpellier, gru- dzie 1909).

    k) Rkopis przekadu utworu Busola uczecw Queveda, zatytuowany La boussole des prcieux.

  • 36

    1) Przedmowa do katalogu wystawy litografii Carolusa Hourcade'a (Nmes 1914).

    m) Dzieo Les problmes d'un problme (Pary 1917), ktre roztrzsa w chronologicznym porzdku rozwizania synnego problemu Achillesa i wia. Dotychczas ukazay si dwa wydania tej ksiki; drugie zawiera jako motto rad Leibniza: Ne craignez point, monsieur, la tortue", a rozdziay powicone Russelowi i Kartezjuszowi s w nim gruntownie przerobione.

    n) Drobiazgowa analiza nawykw skadniowych" Tou- leta (Nouvelle Revue Franaise", marzec 1921). Pamitam, e Menard owiadczy, i ganienie i chwalenie s aktami uczuciowymi, ktre nie maj nic wsplnego z krytyk.

    o) Transpozycja na aleksandryny utworu Cimetire marin Paula Valry (Nouvelle Revue Franaise", stycze 1928).

    p) Inwektywa przeciwko Paulowi Valry w Feuilles pour la suppression de la ralit Jacques'a Reboula (in- wektywa ta, mwic nawiasem, jest cisym przeciwsta- wieniem jego prawdziwej opinii o Valrym. Ten ostatni tak j wanie zrozumia i ich stara przyja nie zostaa naraona na niebezpieczestwo).

    g) Definicja" hrabiny dl Bagnoregio w zwyciskim tomie" wyraenie to pochodzi od innego wsppracow- nika tego tomu, Gabriela d' Annunzio ktr rokrocznie publikuje ta dama, aby sprostowa nieuniknione bdy dziennikarskie i aby przedstawi wiatu i Italii" auten- tyczny wizerunek swojej wasnej osoby, tak bardzo wy- stawionej (wanie z powodu swej urody i swej dziaal- noci) na bdne czy przedwczesne interpretacje.

    r) Cykl piknych sonetw dla baronowej de Bacourt (1934).

    s) Rkopis listy wierszy, ktre zawdziczaj swj wy- raz interpunkcji. *

    * Madame Henri Bachelier wymienia rwnie dosowny przekad dosownego przekadu, jakiego dokona Quevedo, utworu Introduction la vie dvote w. Franciszka Salezego. W bibliotece Pierre Menarda nie ma ani ladu takiego dziea.

  • 37

    Do tego miejsca (pomijajc jedynie kilka mglistych oko- licznociowych sonetw dla gocinnego czy te zachanne- go albumu Madame Henri Bachelier) przedstawiem dzie- o widzialne Menarda w porzdku chronologicznym. Prze- chodz teraz do tego drugiego, ukrytego, nieskoczenie bohaterskiego, nie majcego rwnych sobie. Rwnie ograniczone s moliwoci ludzkie! nieukoczonego. Dzieo to, by moe najbardziej znamienne dla naszych czasw, skada si z dziewitego i trzydziestego smego rozdziau Don Kichota oraz z fragmentu rozdziau dwu- dziestego drugiego. Wiem, e twierdzenie takie wydaje si absurdalne; uzasadnienie tego absurdu jest gwnym za- daniem tej notatki. *

    Dwa teksty o niejednakowej wartoci zainspiroway to przedsiwzicie. Jednym z nich jest w fragment filolo- giczny Novalisa noszcy w wydaniu drezdeskim nu- mer 2005 ktry szkicuje temat cakowitej identyfikacji z okrelonym autorem. Drugim jest jedna z tych pasoyt- niczych ksiek, ktre umieszczaj Chrystusa na bulwarze, Hamleta na Cannebiere czy te don Kichota na Wall Street. Jak kady czowiek obdarzony dobrym gustem, Menard czu odraz do tych zbdnych maskarad zdolnych je- dynie do wywoywania w nas prymitywnej przyjemnoci anachronizmu czy te (co gorsze) czarowania trywialnym pomysem, e wszystkie epoki s jednakowe lub e s rne. Bardziej interesujcy, cho w realizacji peien sprzecznoci i powierzchowny, wyda mu si synny za- miar Daudeta: poczenie w jednej postaci, ktr jest Tar- tarin, Przemylnego Hidalga i jego giermka... Ci, ktrzy sugerowali, e Menard powici ycie, aby napisa wsp- czesnego Don Kichota, spotwarzaj jego jasn Pami.

    Nie pragn uoy innego Don Kichota co byoby atwe lecz wanie Don Kichota. Zbdne byoby doda-

    Musi tu chodzi o jaki le zrozumiany art naszego przyja- ciela.

    * Miaem rwnie zamiar naszkicowa portret Pierre Menar- da. Ale jake bym mia wspzawodniczy ze zotymi stroni- cami, ktre podobno przygotowuje baronowa de Bacourt, lub z subtelnym i trafnym owkiem Carolusa Hourcade?

  • 38

    wa, e nie myla nigdy o mechanicznym przepisaniu oryginau; nie zamierza go skopiowa. Jego podziwu god- n ambicj byo stworzenie stronic, ktre zbiegayby si sowo w sowo i zdanie po zdaniu ze stronicami Migue- la de Cervantes.

    Mj zamiar jest wrcz zdumiewajcy pisa do mnie 30 wrzenia 1934 z Bayonne. Ostateczny rezultat jakie- go teologicznego czy metafizycznego dowodzenia wiat zewntrzny, Bg, przypadkowo, powszechniki nie jest bardziej uprzedni ani wiadomy ni moja rozpowszechnio- na powie. Jedyna rnica polega na tym, e filozofowie publikuj w przyjemnych tomach porednie etapy swej pracy, a ja postanowiem je zniszczy." I rzeczywicie nie ocala aden brulion, ktry wiadczyby o tej wieloletniej pracy.

    Metoda, ktr pocztkowo przyj, bya wzgldnie pro- sta: pozna dobrze jzyk hiszpaski, odzyska wiar kato- lick, wojowa przeciwko Maurom czy przeciwko Turkom, zapomnie histori Europy od roku 1602 do roku 1918, b y Miguelem de Cervantes. Pierre Menard przemyla t metod (wiem, e doszed do do wiernego posugiwa- nia si siedemnastowieczn hiszpaszczyzn), ale odrzuci j jako zbyt atw. Raczej jako niemoliw powie czy- telnik. Zgoda, ale zamiar by ju z gry niewykonalny i ze wszystkich moliwych rodkw na zrealizowanie go ten by najmniej interesujcy. By w dwudziestym wieku popularnym powieciopisarzem z wieku siedemnastego wydao mu si obnieniem wasnej wartoci. By, w ja- ki sposb, Cervantesem i doj do Don Kichota wydao mu si mniej trudne a wic mniej interesujce ni pozosta Pierre Menardem i doj do Don Kichota poprzez dowiadczenia Pierre Menarda. (Przekonanie to, powiedz- my mimochodem, sprawio, e zrezygnowa z autobiogra- ficznego prologu do drugiej czci Don Kichota. Wczenie tego prologu oznaczaoby stworzenie drugiej postaci Cervantesa, ale oznaczaoby rwnie przedstawienie Don Kichota jako funkcji tej postaci, a nie Menarda. Ten, oczy- wicie, zrezygnowa z atwizny.) Zasadniczo przedsiwzi- cie moje nie jest trudne czytam w innym miejscu lis-

  • 39

    tu. Wystarczyoby mi by niemiertelnym, aby dopro- wadzi je do kresu." Wyznam, e wyobraam sobie czsto, i je ukoczy i e czytam Don Kichota caego Don Kichota jak gdyby pomyla go Menard. Kilka wieczo- rw temu, przegldajc rozdzia dwudziesty szsty : nie prbowany nigdy przez naszego przyjaciela rozpozna- em jego styl i prawie jego gos w tym wyjtkowym zda- niu: nimfy rzeczne, aosne a wilgotne Echo". * To sku- teczne poczenie przymiotnika moralnego i fizycznego przywiodo mi na myl pewien wiersz Szekspira, o kt- rym dyskutowalimy jednego wieczoru:

    Where a malignant and turbaned Turk... **

    Dlaczego wanie Don Kichota? powie nasz czytelnik. U Hiszpana preferencja ta nie byaby niewytumaczalna; ale jest bez wtpienia niewytumaczalna u symbolisty z Nmes, wielkiego wielbiciela Edgara Poe, ktry zrodzi Baudelaire'a, ktry zrodzi Mallarmgo, ktry zrodzi Va- lry'ego, ktry zrodzi Edmonda Teste'a. Poprzednio wspomniany list tumaczy ten punkt. Don Kichote wyjania Menard interesuje mnie bardzo, ale nie wy- daje mi si... jakby to powiedzie?... nieunikniony.

    Nie potrafibym wyobrazi sobie wszechwiata bez okrzyku Edgara Allana Poe:

    Ah, bear in mind this garden was enchanted! ***

    lub bez Bateau ivre czy Ancient mariner, ale wiem, e je- stem zdolny wyobrazi go sobie bez DOTI Kichota (mwi oczywicie o mojej zdolnoci osobistej, nie za o historycz- nym oddwiku dzie). Don Kichote jest ksik przypad- kow, Don Kichote jest niekonieczny. Mog z gry prze- myle napisanie go, mog go napisa nie popadajc w

    * Cytaty z Don Kichota w tumaczeniu Edwarda Boye, Ksika i Wiedza, Warszawa 1952 (przyp. tum.).

    ** Dos.: Gdzie rozwcieczony i noszcy turban Turek...", Szekspir, Otello, akt V, scena 2 (przyp. red.).

    *** Jak powiedziaem, ogrd by zaklty." E. A. Poe, Do He- leny, tum. Zenon Przesmycki (przyp. red.).

  • 40

    tautologi. Przeczytaem go w wieku dwunastu czy trzy- nastu lat, chyba w caoci. Pniej przeczytaem ponownie z uwag niektre rozdziay, te, o ktre si chwilowo nie pokusz^ Przeszedem rwnie przez Intermedia, Galate, Nowele przykadne, Trudy niewtpliwie mczce Persilesa i Segismundy i Podr na Parnas... Oglne wspomnienie, jakie pozostao mi z Don Kichota, zuboone przez zapomnie- nie i obojtno, moe doskonale odpowiada niedokadne- mu obrazowi pierwotnemu nienapisanej ksiki. Skoro przyjm ten obraz (ktrego nikt w dobr,ej wierze nie moe mi odmwi), stanie si niewtpliwe, e problem mj jest znacznie trudniejszy ni ten, przed ktrym stan Cervan- tes. Mj askawy poprzednik nie odrzuca wsppracy przypadku: ukada swe niemiertelne dzieo troch . la diable, niesiony bezwadnoci jzyka i inwencji. Ja podj- em si tajemniczego zadania dosownej rekonstrukcji jego spontanicznego dziea. Moj samotn gr rzdz dwa prze- ciwstawne prawa. Pierwsze pozwala mi wyprbowywa warianty typu formalnego czy psychologicznego; drugie zmusza mnie do powicenia ich tekstowi oryginalnemu i do wytumaczenia samemu sobie, w sposb niezbity, tego unicestwienia... Do tych sztucznych utrudnie trzeba do- da jeszcze jedno, wrodzone. Napisanie Don Kichota w po- cztkach wieku siedemnastego byo przedsiwziciem roz- sdnym, koniecznym, by moe spowodowanym jakim fatum; w pocztkach wieku dwudziestego jest ono prawie niemoliwe. Nie na prno upyno trzysta lat, brzemien- nych w nader zoone fakty. Wrd nich, aby wymieni jeden tylko: sam Don Kichote."

    Pomimo tych trzech przeszkd fragmentaryczny Don Kichote Menarda jest subtelniejszy ni Don Kichote Cer- vantesa. Ten ostatni, w jaki prymitywny sposb, przeciw- stawia rycerskim fikcjom ubog prowincjonaln rzeczy- wisto swego kraju; Menard obiera jako rzeczywisto" ziemi Carmen w stuleciu Lepantu i Lope de Vegi. Jakich- e hispanizmw nie podsunby podobny wybr Maurice Barrsowi czy doktorowi Rodriguezowi Larreta! Menard, z ca naturalnoci, unika ich. W dziele jego nie ma Cy- ganw ani konkwistadorw, ani mistykw, ani Filipa II,

  • 41

    ani autodaf. Lekceway lub celowo wyklucza koloryt lo- kalny. Pogarda ta wskazuje na nowe zrozumienie powieci historycznej. Pogarda ta potpia nieodwoalnie Salambo.

    Niemniej interesujce jest branie pod uwag poszczegl- nych rozdziaw z osobna. Przyjrzyjmy si na przykad rozdziaowi XXXVIII czci pierwszej, ktry mwi o cie- kawym dyskursie Don Kichota o oru i pismach". Wiado- mo, e Don Kichote (podobnie jak Quevedo w ustpie ana- logicznym, i pniejszym, utworu Godzina dla wszystkich) wypowiada si przeciwko literaturze, na korzy broni. Cervantes by starym onierzem; jego sd jest tu zrozu- miay. Ale eby Don Kichote Pierre Menarda czowieka wspczesnego z La trahison des lercs i z Bertrandem Russellem popada ponownie w owe mgliste sofizmaty! Madame Bachelier dostrzega w nich zachwycajce i ty- powe podporzdkowanie si autora psychice bohatera; inni (bez najmniejszej wnikliwoci) transkrypcj Don, Kichota; baronowa de Bacourt wpyw Nietzschego. Nie wiem, czy do tej trzeciej interpretacji (ktr uwaam za nie do odparcia) omiel si doda czwart, ktra paso- waaby doskonale do boskiej niemal skromnoci Pierre Menarda: jest ni jego ulegy czy ironiczny zwyczaj go- szenia idei cile sprzecznych z jego wasnymi. (Przypo- mnijmy jeszcze raz jego diatryb przeciwko Paulowi Va- lry na efemerycznej, surrealistycznej stronicy u Jac- ques'a Reboula.) Teksty Cervantesa i Menarda s pod wzgldem sownym identyczne, ale ten drugi jest niemal nieskoczenie bogatszy. (Bardziej dwuznaczny, powiedz jego potwarcy; ale dwuznaczno jest pewnym bogactwem.)

    Porwnanie stronic Menarda i Cervantesa jest rewela- cyjne. Ten ostatni, na przykad, napisa (Don Kichote, cz pierwsza, rozdzia dziewity):

    ... prawda, ktrej matk jest historia, spzawodniczka czasu, depozytariuszka czynw, wiadek przeszoci, przy- kad i monit dla teraniejszoci i nauka dla wiekw przy- szych".

    Zredagowane w wieku siedemnastym, napisane przez genialnego laika" Cervantesa, wyliczenie to jest po pro- stu retoryczn pochwa historii.. Menard pisze natomiast:

  • 42

    ... prawda, ktrej matk jest historia, spzawodniczka czasu, depozytariuszka czynw, wiadek przeszoci, przy- kad i monit dla teraniejszoci i nauka dla wiekw przy- szych".

    Historia matk prawdy; pomys jest zadziwiajcy. Menard, wspczesny Williamowi Jamesowi, nie okrela historii jako badania rzeczywistoci, ale jako jej rdo. Prawd historyczn, dla niego, nie jest to, co si wyda- rzyo: jest ni to, co uwaamy, e si wydarzyo. Kocowe zwroty: przykad i monit dla teraniejszoci i nauka dla wiekw przyszych", s bezwstydnie pragmatyczne.

    Rwnie ywy jest kontrast stylw. Archaizujcy >styl Menarda bd co bd cudzoziemca odznacza si pewn afektacj. Nie odnosi si to do jego prekursora, ktry posugiwa si swobodnie codziennym jzykiem hisz- paskim swojej epoki.

    Nie ma zajcia umysowego, ktre nie byoby w rezul- tacie bezuyteczne. Jaka doktryna filozoficzna jest po- cztkowo prawdopodobnym opisem wszechwiata; mijaj lata i staje si po prostu rozdziaem o ile nie ustpem czy nawet tylko nazw w historii filozofii. W literatu- rze ta pniejsza niewano jest jeszcze bardziej widocz- na. Don Kichote mwi mi Menard by przede wszystkim przyjemn ksik; teraz sta si okazj do pa- triotycznych toastw, do gramatycznej dumy, do bezwsty- dnie luksusowych wyda. Chwaa jest form niezrozumie- nia, by moe najgorsz.

    Te nihilistyczne stwierdzenia nie maj w sobie nic no- wego; rzecz godn uwagi jest decyzja, jak dziki nim powzi Pierre Menard. Postanowi wyprzedzi t bezuy- teczno, jaka oczekuje wszelkie trudy ludzkie; podj si przedsiwzicia niezwykle skomplikowanego i od pocztku bezsensownego. Powici swe skrupuy i swe bezsenne noce na powtrzenie w obcym jzyku istniejcej ju ksi- ki. Mnoy bruliony, poprawia zawzicie i dar tysice stronic rkopisu. * Nie pozwoli, aby zostay one przez ko-

    * Pamitam jego kratkowane zeszyty, jego czarne skrelenia, jego osobliwe znaki korektorskie i jego mrwcze pismo. Wie-

  • gokolwiek przeczytane, i zatroszczy si o to, aby go nie przeyy. Na prno usiowaem je odtworzy.

    Pomylaem, e mona dostrzec w ostatecznym" Don Kichocie rodzaj palimpsestu, w ktrym powinny przewie- ca lady znikome, ale czytelne uprzedniego pisma naszego przyjaciela. Niestety jedynie jaki nastpny Pier- re Menard, odwracajc prac poprzedniego, mgby od- grzeba i wskrzesi owe Troje...

    Mylenie, analizowanie, tworzenie pisa mi rw- nie nie s czynami anormalnymi, s normalnym od- dechem umysu. Gloryfikacja sporadycznego wypeniania tej czynnoci, zbieranie dawnych i cudzych myli, wspo- minanie z niedowierzajcym zdumieniem tego, co pomyla doctor universalis, to wyznawanie naszej bezsilnoci czy naszego barbarzystwa. Kady czowiek powinien by zdolny do wszystkich myli i sdz, e tak bdzie w przy- szoci."

    Menard (by moe niewiadomie) wzbogaci przy po- mocy nowej techniki niezdecydowan i prymitywn sztu- k lektury: techniki zamierzonego anachronizmu i bd- nych atrybucji. Ta technika, o nieskoczonym zastosowa- niu, skania nas do czytania Odysei, jakby bya ona p- niejsza od Eneidy, i ksiki Le jardin du Centaure Mada- me Bachelier, jakby bya to ksika Madame Bachelier. Technika ta zaludnia przygodami najspokojniejsze utwory. Czy przypisanie Louisowi Ferdinandowi Celine lub Jame- sowi Joyce Naladowania Chrystusa nie jest dostatecznym odnowieniem tych subtelnych rad duchowych?

    Nimes 1939

    czorami lubi spacerowa po przedmieciach Nmes; zazwyczaj mia ze sob jeden z tych zeszytw i robi z niego wesoe ognisko.

  • 45

    KOLISTE RUINY

    And if he left off dreaming about you... * Throught the Looking-Glass, IV

    Nikt nie widzia, jak przybija do brzegu podczas je- dnomylnej nocy, nikt nie widzia, jak bambusowe czno zagbiao si w wity mu, ale po kilku dniach wszyst- kim byo wiadomo, e milczcy czowiek przybywa z Po- udnia i e jego ojczyzn bya jedna z nieskoczonych wio- sek, jakie znajduj si w grze rzeki, na gwatownym zboczu gry, gdzie jzyk zend nie jest skaony grek i gdzie trd jest rzadko spotykany. Szary czowiek ucao- wa mu, wszed na brzeg nie odsuwajc (prawdopodobnie nie czujc) ostrych trzcin, ktre kaleczyy mu ciao, i po- wlk si pprzytomny i zakrwawiony do kolistego ogro- dzenia, nad ktrym wznosi si kamienny tygrys czy ko, niegdy koloru ognia, a teraz popiou. Ta rotunda jest wityni, ktr pochony dawne poary, ktr sprofa- nowaa puszcza mokrade i ktrej bg nie odbiera ju ho- dw ludzi. Przybysz pooy si pod posgiem. Zbudzio go wysokie soce. Stwierdzi bez zdziwienia, e rany si zabliniy; zamkn blade oczy i zasn, nie z powodu osabienia ciaa, lecz pod wpywem wysiku woli. Wie- dzia, e ta witynia jest miejscem, jakiego wymaga jego niezomny zamiar; wiedzia, e nieustanne drzewa nie zdoay zdusi, w dole rzeki, ruin innej sprzyjajcej mu wityni, rwnie nalecej do spalonych i martwych bo-

    * A gdyby przesta ni o tobie...", Lewis Carroll, O tym, co Alicja odkrya po drugiej stronie lustra, tum. M. Somczy- ski (przyp. red.).

  • 45

    gw; wiedzia, e jego natychmiastowym obowizkiem jest sen. Okoo pnocy obudzi go niepocieszony krzyk jakie- go ptaka. Siady bosych stp, kilka fig i dzban poinformo- way go, e miejscowi ludzie ledzili z szacunkiem jego sen i starali si o pozyskanie sobie jego opieki lub oba- wiali si jego magii. Poczu chd strachu, znalaz w roz- padajcym si murze grobow nisz, okry si nieznanymi limi.

    Zamiar, ktry nim powodowa, nie by niemoliwy, cho- cia nadprzyrodzony. Chcia wyni czowieka: chcia wy- ni go w drobiazgowej peni i narzuci rzeczywistoci. Ten magiczny projekt wyczerpa ca zawarto jego du- szy; jeliby kto zapyta go o imi czy jakikolwiek zcze-. g minionego ycia, nie umiaby odpowiedzie. Zadowo-. lony by z niezamieszkaej i zburzonej wityni, gdy byo to minimum widzialnego wiata; rwnie z bliskoci rol- nikw, gdy ci wzili na siebie zaspokajanie jego skrom-, nych potrzeb. Ry i owoce pochodzce z ich daniny byy wystarczajcym poywieniem dla jego ciaa, oddajcego si wycznie czynnoci spania i nienia.

    Na pocztku sny byy chaotyczne; wkrtce potem przy- bray charakter dialektyczny. Przybysz ni, e znajduje, si w centrum jakiego kolistego amfiteatru, ktry w ja- ki sposb by spalon wityni: cienie milczcych ucz-, niw nuyy stopnie; twarze ostatnich zawieszone byy w odlegoci kilku wiekw i na gwiezdnej wysokoci, ale byy zupenie wyrane. Czowiek dyktowa im lekcje ana- tomii, kosmografii, magii: twarze suchay z niepokojem i usioway rozumnie odpowiada, jakby zgadyway zna- czenie tego egzaminu, ktry mia odkupi jedn z nich ze. stanu prnej mary i umieci w wiecie rzeczywistym. Czowiek, we nie i na jawie, rozwaa odpowiedzi tych widm, nie pozwala si zwodzi impostorom, zgadywa z ich wtpliwoci rosnc inteligencj. Poszukiwa duszy, jaka zasugiwaaby na uczestniczenie we wszechwiecie.

    Po dziewiciu czy dziesiciu nocach zrozumia z pewn gorycz, e niczego nie mg oczekiwa po tych uczniach, ktrzy przyjmowali biernie jego nauk, lecz jedynie po. tych, ktrzy ryzykowali czasami rozsdny sprzeciw. Ci

  • pierwsi,, chocia godni mioci i przywizania, nie mogli aspirowa do stanu indywidualnych osobnikw, preegzy- stencja tych drugich trwaa nieco duej. Pewnego popo- udnia (teraz rwnie popoudnia paciy danin snom, te- raz spdza na jawie jedynie par godzin o wicie) poe- gna na zawsze rozlege iluzoryczne kolegium i pozosta z jednym tylko uczniem. By to milczcy blady chopiec, czasami krnbrny, o ostrych rysach powtarzajcych rysy tego, ktry go wyni. Nage usunicie wspuczniw nie speszyo go na dugo; jego postpy po kilku indywidual- nych lekcjach zachcay ju nauczyciela. Ale wydarzya si katastrofa. Czowiek pewnego dnia wynurzy si ze snu jak z lepkiej pustyni, spojrza na daremne wiato wieczoru, ktre pomyli ze witem, i rozumia, e nie ni. Przez ca noc i przez cay dzie przytaczaa go trzewo bezsennoci. Zapragn przej si po puszczy, zmczy si; ale zdoa zaledwie uzyska wrd cykuty kilka chwil sabego snu, przeplecionych przelotnie szcztkowymi wiz- jami, nie nadajcymi si do wykorzystania. Zapragn zwoa swych uczniw, ale zaledwie wymwi kilka krt- kich sw zaklcia, znieksztacio si ono i zataro. Na nie- mal nieustannej jawie zy gniewu paliy mu stare oczy.

    Zrozumia, e zamiar uksztatowania niespjnej i za- wrotnej materii, z jakiej skadaj si sny, jest najtrudniej- szym zamiarem, jaki moe powzi czowiek, choby prze- nikn wszystkie sekrety porzdku wyszego i niszego; znacznie trudniejszym ni ukrcenie bicza z piasku czy bicie monety z wiatru bez twarzy. Zrozumia, e to po- cztkowe niepowodzenie byo nieuniknione. Poprzysig zapomnie o potnej halucynacji, ktra na pocztku ze- pchna go z waciwej drogi, i poszuka innej metody pracy. Przed zastosowaniem jej powici miesic na od- zyskanie si, jakie zuyo tamto delirium. Porzuci wszelki zamiar nienia i prawie natychmiast udao mu si prze- spa znaczn-cz dnia. W nielicznych wypadkach, kiedy ni podczas tego okresu, nie przywizywa wagi do swych snw. Aby podj znw dzieo, poczeka, a dysk ksiyca stanie si doskonay. Wwczas, wieczorem, oczyci si w wodach rzeki, zoy hod planetarnym bstwom, wypo-

  • 47

    wiedzia dozwolone sylaby pewnego potnego imienia i zasn. Prawie natychmiast przynio mu si bijce serce.

    nio mu si ono ywe, gorce, wielkoci zacinitej pici, o kolorze granatu w pmroku ludzkiego ciaa, jeszcze bez twarzy ani pci; ni o nim z drobiazgow mi- oci podczas czternastu przytomnych nocy. Kadej nocy dostrzega je wyraniej. Nie dotyka go: ogranicza si do stwierdzenia jego obecnoci, obserwowania go, by moe poprawiania go swym wzrokiem. Dostrzega je, przeywa, z wielu odlegoci i pod wieloma ktami. Czternastej nocy musn wskazujcym palcem arteri pucn, a nastpnie cae serce, z zewntrz i od wewntrz. Badanie to zadowo- lio go. Celowo nie ni podczas jednej nocy; potem wzi znw serce, wezwa imienia pewnej planety i przeszed do wizji innego spord gwnych narzdw. Przed upywem roku doszed do szkieletu, do powiek. Niezliczone wosy byy chyba najtrudniejszym zadaniem. Wyni caego czo- wieka, modzieca, ale ten nie wstawa ani nie mwi, ani nie mg otworzy oczu. Noc po nocy czowiek ni go picego.

    W kosmogoniach gnostycznych demiurgowie lepi czer- wonego Adama, ktremu nie udaje si stan na nogach; rwnie niezrczny i toporny, i prymitywny jak ten Adam uczyniony z prochu by Adam ze snu, ktrego stworzyy noce maga. Pewnego wieczoru czowiek zamierza niemal zniszczy cae swe dzieo, ale zrobio mu si go al. (Le- piej byoby dla niego, gdyby je zniszczy.) Po wyczerpa- niu zakl skierowanych do bstw ziemi i rzeki, rzuci si do stp posgu, ktry moe by tygrysem, a moe koniem, i wezwa jego nieznanej pomocy. Owego wieczoru przy- ni mu si posg. Przyni mu si ywy, drcy; nie by to straszliwy bkart konia i tygrysa, ale jednoczenie te dwa porywcze stworzenia i rwnie byk, ra, wicher. Ten mnogi bg wyjawi mu, e jego ziemskim imieniem jest Ogie, e w tej wityni (i w innych podobnych) ska- dano mu niegdy ofiary i oddawano kult i e w magiczny sposb oywi wynione widmo, tak e wszystkie stworze- nia prcz samego Ognia i nicego bd. go uwaay za czowieka z krwi i koci. Rozkaza, eby po nauczeniu go

    4 Fikcje 49

  • rytuaw wysa go do innej zburzonej wityni, ktrej piramidy przetrway w dole rzeki, aby jaki gos uczci go w tym opuszczonym budynku. W nie czowieka ni- cego wyniony obudzi si.

    Mag wykona te polecenia. Powici pewien czas (kt- ry w kocu wypeni dwa lata) na wyjawienie mu arka- nw wszechwiata i kultu ognia. Bolao go w gbi, e musia si z nim rozsta. Pod pretekstem pedagogicznej koniecznoci przedua co dnia godziny powicone na sen. Wykona rwnie powtrnie prawe rami, by moe nieudane. Czasami niepokoio go wraenie, e wszystko to ju si poprzednio wydarzyo... W sumie jego dni byy szczliwe; zamykajc oczy myla: Teraz bd z moim sy- nem. Albo, rzadziej: Syn, ktrego powoaem do ycia, czeka na mnie i nie bdzie istnia, jeeli do niego nie pj- d.

    Stopniowo przyzwyczaja go do rzeczywistoci. Pewne- go dnia rozkaza mu umieci chorgiew na odlegym szczycie. Nastpnego dnia na szczycie powiewaa chor- giew. Sprbowa innych eksperymentw tego rodzaju, za kadym razem zuchwalszych. Zrozumia z pewn gorycz, e jego syn by gotw, aby si narodzi i by moe nie- cierpliwi si. Tej nocy pocaowa go po raz pierwszy i wysa go do drugiej wityni, ktrej resztki bielay w dole rzeki, o wiele mil nierozwikanej puszczy i mokrade. Przedtem (aby nigdy nie dowiedzia si, e jest widmem, aby uwaa si za takiego czowieka jak inni) natchn go cakowitym zapomnieniem lat jego nauki.

    Jego zwycistwo i jego spokj zostay przymione znu- eniem. Podczas zmierzchw wieczoru i witu pada na twarz przed kamienn figur, wyobraajc sobie moe, e jego. syn dokonuje identycznych rytuaw w innych kolis- tych ruinach, w dole rzeki; noc nie ni lub ni jak inni ludzie. Odbiera nieco wyblake dwiki i ksztaty wszech- wiata: nieobecny syn ywi si tym zanikaniem jego du- szy. Cel jego ycia zosta osignity; czowiek trwa w ja- kim rodzaju ekstazy. Po upywie pewnego czasu, jaki niektrzy opowiadajcy jego histori licz na lata, a inni na piciolecia, zbudzili go o pnocy dwaj wiolarze: nie

  • 49

    mg dostrzec ich twarzy, ale opowiedzieli mu o magicz- nym czowieku w pewnej wityni Pnocy, ktry potra- fi chodzi po ogniu i nie parzy si. Mag przypomnia sobie nagle sowa boga. Przypomnia sobie, e ze wszyst- kich istot, jakie tworz glob, ogie jest jedyn, ktra wie, e jego syn jest widmem. Przypomnienie to, pocztkowo umierzajce, zaczo go drczy. Przestraszy si, e jego syn zacznie zastanawia si nad tym niezwykym przywi- lejem i w jaki sposb odkryje, i jest tylko widmem. Nie by czowiekiem, by projekcj snu innego czowieka: C za niezrwnane upokorzenie, c za zawrt gowy! Kade- go ojca obchodz losy dzieci, ktre powoa do> ycia (ktre dopuci) w zwykym zamcie czy szczciu; jest rzecz naturaln, e mag obawia si o przyszo tego syna, po- mylanego cz po czci i rys po rysie podczas tysica i jednej tajemniczych nocy.

    Zakoczenie jego rozmyla byo nage, ale poprzedzio je kilka znakw. Najpierw (po dugiej suszy) odlega chmura nad pewnym szczytem, lekka jak ptak; potem, od strony Poudnia, niebo, ktre miao kolor rowy jak dziso lamparta; pniej dymy, ktre pokryy rdz metal nocy; pniej paniczna ucieczka zwierzt. Bowiem powtrzyo si to, co wydarzyo si przed wieloma wiekami. Ruiny sanktuarium boga ognia zostay zniszczone przez ogie. O wicie bez ptakw mag zobaczy, jak zblia si do mu- rw kolisty poar. Przez chwil pomyla o schronieniu si w wodzie, ale potem zrozumia, e nadchodzi mier, aby ukoronowa jego staro i rozgrzeszy go z jego tru- dw. Poszed ku pomieniom. Te nie ksay jego ciaa, pieciy go i otaczay nie parzc i nie palc. Z ulg, z upo- korzeniem, z przeraeniem zrozumia, e on rwnie jest widmem, ktre ni kto inny.

    1939

  • LOTERIA W BABILONIE

    Byem prokonsulem, jak wszyscy mieszkacy Babilonu; jak wszyscy niewolnikiem. Poznaem take wszechmoc wadzy, hab, wizienie. Spjrzcie: u prawej rki brak mi wskazujcego palca. Spjrzcie: przez dziur w paszczu wida na brzuchu czerwony tatua; jest to drugi symbol: Beth. Litera ta w nocy, podczas peni ksiyca, daje mi wadz nad ludmi, ktrzy nosz znami Ghimel, lecz poddaje tym, u ktrych widnieje Aleph; ci za ostatni w bezksiycowe noce winni s posuszestwo ludziom ze znakiem Ghimel. W pmroku witania, w piwnicach, podrzynaem przed czarnym kamieniem ttnice na szyjach witych bykw. Podczas jednego z lat ksiycowych ogo- szono mnie niewidzialnym: krzyczaem i nie odpowiadano mi, kradem chleb i nie cinano mnie. Zaznaem nie zna- nego Grekom uczucia niepewnoci. W sali z brzu, wobec cichej chusty dusiciela, nie opucia mnie nadzieja, a w rzece rozkoszy , trwoga. Heraklides z Pontu opowiada z podziwem o tym, jak Pitagoras przypomnia sobie, e by niegdy Pyrronem, a przedtem Euforbem, a przedtem jesz- cze jakim innym miertelnikiem; aby Wspomina o po- dobnych kolejach losu, nie musz odwoywa si do mier- ci ani nawet podszywa si pod kogo innego.

    T niemal przeraajc zmienno winien jestem insty- tucji, ktrej nie znaj inne republiki bd dziaa w nich ona w sposb niedoskonay i tajny loterii. Nie rozpytywaem ludzi o jej histori; wiem, e magowie nie mog tutaj doj do porozumienia; wiem o ich potnych

  • 51

    zamiarach tyle, ile czowiek nieobeznany z astrologi mo- e wiedzie o ksiycu. Jestem z zawrotnego kraju, w kt- rym loteria jest najwaniejsz czci rzeczywistoci; do dzisiejszego dnia niewiele nad ni rozmylaem; tak nie- wiele jak i nad postpowaniem nierozeznanych bogw lub nad wasnym sercem. Teraz, z dala od Babilonu i jego ukochanych tradycji, rozmylam z pewnym zdziwieniem nad loteri i nad blunierczymi domysami, o ktrych szepcz wieczorami ludzie o zasonitych twarzach.

    Opowiada mj ojciec, e dawniej (kwestia wiekw, lat?) loteria w Babilonie bya gr o charakterze plebejskim. Opowiada (nie wiem, czy mona mu wierzy), e cyrulicy sprzedawali za cen kilku miedziakw czworoboczne ka- waki koci lub pergaminu ozdobione symbolicznymi zna- kami. Losowanie odbywao si w biay dzie: ci, ktrym si poszczcio, otrzymywali bez dodatkowego potwier- dzenia ze strony losu monety wybite w srebrze. Pro- cedura, jak widzicie, bya niezwykle prosta.

    Oczywicie loterie" te zakoczyy si fiaskiem. Ich za- lety moralne byy adne. Nie odwoyway si one do wszystkich zdolnoci czowieka li tylko do jego nadziei. Wobec powszechnej obojtnoci loterie przestay si opa- ca kupcom, ktrzy je stworzyli dla zysku. Kto pokusi si o reform: do oglnej liczby wygranych doczono kil- ka losw niepomylnych. Na skutek tej reformy ludzie na- bywajcy ponumerowane kwadraty brali na siebie po- dwjne ryzyko: wygrania pewnej sumy lub zapacenia ka- ry niekiedy bardzo wygrowanej. To nieznaczne nie- bezpieczestwo (na kade trzydzieci numerw szczli- wych by jeden niekorzystny) wzbudzio naturalnie zain- teresowanie ludnoci. Babiloczycy oddali si grze. Ten, kto nie nabywa losw, by uwaany za tchrza i sabeu- sza. Z czasem podwoia si ta usprawiedliwiona pogarda. Pogardzano tym, ktry nie gra, lecz take gardzono prze- grywajcym, ktry paci kar. Towarzystwo (tak je po- czto wwczas nazywa) musiao broni interesw graczy, ktrzy nie mogli podj wygranych, jeli nie wpyway prawie wcale sumy z tytuu kar. Wytoczyo wic proces przegrywajcym: sdzia skaza ich na zapacenie kary

  • 52

    oraz kosztw postpowania sdowego, z moliwoci za- miany na kilka dni wizienia. Wszyscy wybrali wizienie, chcc w ten sposb oszuka Towarzystwo. Z tej fanfaro- nady nielicznych zrodzia si wszechwadza Towarzystwa: jego religijne, metafizyczne znaczenie.

    Po niedugim czasie z ogosze o wynikach losowania znikny wykazy kar, ogaszano jedynie liczb dni wizie- nia odpowiadajc kademu niepomylnemu numerowi. Lakoniczno ta, prawie nie zauwaona w swoim czasie, posiadaa kapitalne znaczenie. Byo to pojawienie si w loterii po raz pierwszy elementw nie pieninych. Suk- ces by ogromny. Na danie grajcych Towarzystwo mu- siao zwikszy liczb losw niekorzystnych.

    Wszyscy wiedz, e lud babiloski wielbi logik, a po- nadto symetri. Przeliczanie numerw szczliwych na krge monety, a numerw niepomylnych na dni i noce w wizieniu byo pozbawione konsekwencji. Niektrzy moralici rozumowali, e posiadanie monet nie zawsze sta- nowi o szczciu i e inne formy szczcia s by moe bardziej bezporednie.

    Innego rodzaju niepokj wzbiera w dzielnicach biedo- ty. Czonkowie kapaskiego kolegium wykupywali losy i dowiadczali wszelkich odmian strachu i nadziei; bieda- cy (patrzcy na to ze zrozumia czy te nieuniknion za- zdroci) byli wiadomi wykluczenia ich z tego wahado- wego ruchu dostarczajcego wspaniaych przey. Suszne pragnienie, aeby wszyscy biedni czy bogaci mieli jednakowy udzia w loterii, spowodowao wrzenie i do- prowadzio do rozruchw. Pamici o nich nie zamiy la- ta. Niektrzy uparci ludzie nie rozumieli (lub te udawali niezrozumienie), e chodzi o nowy porzdek, o konieczny etap na drodze historii... Jaki niewolnik ukrad karma - zynowy bilet, a losowanie obdarzyo, go wypaleniem jzy- ka. Kodeks przewidywa t sam kar za kradzie losu. Niektrzy Babiloczycy wyraali przekonanie, e zasugu- je na rozpalone elazo jako zodziej; inni za, bardziej wspaniaomylni, uwaali, e kat winien posuy si e- lazem z racji rozporzdzenia losu... Doszo do rozruchw i do poaowania godnego przelewu krwi; lecz lud Babi-

  • 53

    onu postawi w kocu na swoim pomimo oporu bogaczy. Ludno dopia w peni swoich szlachetnych celw. Po pierwsze zdoaa nakoni Towarzystwo, aby zgodzio si przej cakowit wadz we wszystkich dziedzinach. (Je- dno wadzy bya konieczna wobec ogromu i skompliko- wania nowych zada.) Po drugie zyskaa loteri tajn, bezpatn i powszechn. Kupczenie losami zostao zniesio- ne. Po wtajemniczeniu w obrzdek Bela kady wolny czowiek automatycznie bra udzia w witych losowa- niach, ktre odbyway si co szedziesit nocy w labi- ryntach boga i rozstrzygay o jego losie a do nastpnego terminu. Skutki byy nieobliczalne. Szczliwy los mg wynie gracza do zgromadzenia magw lub postanowi 0 uwizieniu osobistego lub publicznego wroga, albo te przynie spotkanie w spokojnym pmroku pokoju ko- biety, ktra zaczyna nas niepokoi, czy te tej, ktrej nie mielimy ju nadziei ujrze; los niepomylny przynosi okaleczenia, rnorak hab, mier. Niekiedy jedno tyl- ko zdarzenie karczemne morderstwo obywatela C, za- gadkowa apoteoza B byy genialnym rezultatem trzy- dziestu lub czterdziestu losowa. czenie wynikw loso- wa byo rzecz trudn* nie trzeba jednak zapomina, e urzdnicy Towarzystwa byli (i s) wszechmocni i prze- biegli. W wielu wypadkach wiadomo, e szczcie jest po prostu dzieem przypadku, zmniejszaaby jego warto; aby omin t przeszkod, agenci Towarzystwa posugi- wali si sugesti i magi. Ich kroki, ich poczynania byy tajne. Aby dowiedzie si o najintymniejszych nadziejach 1 najskrytszych trwogach, mieli do dyspozycji astrologw i szpiegw. Niektre spord kamiennych lww, wita latryna zwana Qaphqa, szczeliny w starym akwedukcie wedug powszechnego mniemania umoliwiay dotarcie do Towarzystwa; ludzie zawistni lub yczliwi skadali w tych miejscach donosy. Wiadomoci te, mniej lub bardziej prawdziwe, byy zbierane w alfabetycznym archiwum.

    Rzecz nie do uwierzenia: nie zabrako gosw niezado- wolenia. Towarzystwo z waciw sobie dyskrecj nie dao bezporedniej odpowiedzi. Wolao nakreli w gruzach fa- bryki masek kilka zwizych tez, ktre obecnie stanowi

  • 54

    cz witych pism. Ten doktrynalny tekst zwraca uwa- g, e loteria jest wprowadzeniem przypadku w porzdek wiata oraz e przyjcie bdw nie stanowi zaprzeczenia przypadku, lecz go potwierdza. Zwraca rwnie uwag na to, e lwy i wite naczynie cho nie odrzucone przez Towarzystwo (ktre nie pozbywao si prawa korzystania z nich) funkcjonuj jednak bez gwarancji.

    Owiadczenie to rozwiao niepokoje ludnoci. Przynioso take inne skutki, nieprzewidziane by moe przez auto- rw. Zmienio do gbi charakter i dziaalno Towarzy- stwa. Czasu mam niewiele, zawiadamiaj nas wanie, e statek wkrtce podnosi kotwic, ale postaram si to wy- tumaczy.

    Brzmi to niewiarygodnie, ale nikt dotychczas r.ie pod- j pracy nad ogln teori gry. Babiloczyk rzadko od- daje si abstrakcji. Przyjmuje nakazy losu, oddaje mu ycie, nadziej, paniczn trwog, ale nie przyjdzie mu na myl docieka jego labiryntowych praw ani bada obrotw kul, ktre go objawiaj. Pomimo to owiad- czenie, o ktrym wspomniaem, spowodowao wiele dys- kusji o charakterze prawno-matematycznym. Z jednej z nich wzio pocztek nastpujce przypuszczenie: Jeeli loteria jest wzmoeniem przypadku, systematycznym s- czeniem chaosu w porzdek wiata, czy nie byoby po- dane, aby traf poredniczy we wszystkich etapach loso- wania, a nie tylko w jednym? Czy nie jest rzecz miesz- n, e traf decyduje o czyjej mierci, a okolicznoci tej mierci skryto, jawno, czy ma ona nastpi za go- dzin czy z sto lat nie s poddane trafowi? Te jak najbardziej suszne wtpliwoci doprowadziy w kocu do daleko idcej reformy, ktrej zawio (pogbiona wielo- wiekow praktyk) dostpna jest zaledwie kilku specjalis- tom. Postaram si jednak streci jej zasady, choby tyl- ko w sposb symboliczny.

    Wyobramy sobie pierwsze losowanie, ktre decyduje o mierci czowieka. Aby wykona ten nakaz, odbywa si drugie losowanie, ktre wyania (powiedzmy) dziewiciu moliwych wykonawcw wyroku. Spord nich czte- rech moe wzi udzia w trzecim losowaniu, ktre decy-